Według Komisji Nadzoru Finansowego sporządzenie rejestru nieruchomości jest konieczne. Banki bowiem „niepoprawnie lub mało ostrożnie" przyjmowały dotychczas wartość zabezpieczeń udzielonych kredytów. Spadki cen nieruchomości, z którymi mamy do czynienia już od roku, a których końca nie widać, mogą spowodować „wystąpienie ryzyka systemowego". Mówiąc wprost, banki tracą swoje zabezpieczenia i gdy wielu kredytobiorców stanie się niewypłacalnych, bankowe finanse mogą zostać mocno zdewastowane.
KNF nie chce dopuścić do dalszej nieroztropności bankowców. Dlatego wydała rekomendację, w której zobowiązuje banki do zbierania danych ze wszystkich możliwych źródeł, m.in. z aktów notarialnych, operatów szacunkowych, ewidencji gruntów i budynków, ksiąg wieczystych, planów zagospodarowania przestrzennego, informacji o cenach transakcyjnych z rynków lokalnych, opracowań statystycznych, np. danych ogłaszanych przez Główny Urząd Statystyczny.
Banki będą zbierały informacje o rynku, skąd tylko się da, aby jak najszybciej utworzyć bazę danych, określającą wartość mieszkań, domów, gruntów, magazynów, stacji paliw, szpitali, parkingów, hoteli, wszelkich nieruchomości przemysłowych, rolnych, a nawet oczyszczalni ścieków i wysypisk. Zaczną tworzyć rejestr – swoisty spis inwentaryzacyjny nieruchomości kredytowanych w Polsce.
Taka baza danych o nieruchomościach ma zapobiec bankructwom banków, a dla kredytobiorców będzie oznaczała utrapienie. Jeśli z powodu jakiegokolwiek czynnika nieruchomość straci na wartości (np. banki uznają, że nie były przeprowadzane remonty czy też w okolicy wybudowano uciążliwy zakład), a kwota kredytu do spłacenia jest wyższa, upomną się o dodatkowe zabezpieczenia. Jeśli takiego nie otrzymają, mogą wypowiedzieć kredyt, co w praktyce oznacza przejęcie nieruchomości.
Większość kredytobiorców nie znajdzie gotówki na spłatę całości i w wypadku, gdy bank przejmie nieruchomość, baza danych ma ułatwić wycenę i sprzedaż wierzytelności albo wyemitowanie papierów dłużnych pod udzielony kredyt. Baza danych ułatwi bankom obrót nieruchomościami.
Komisja Nadzoru Finansowego uważa, że ten ogromny katalog pozyskiwania informacji nie jest wystarczający i chce w ciągu trzech lat od wydania rekomendacji rozszerzyć gromadzone dane. Jeśli tak się stanie, to lustracja budynków będzie bardziej drobiazgowa. W bazie danych miałyby się znaleźć nawet informacje o konstrukcji budynku, o remontach przeprowadzanych w ostatnich pięciu latach, o stawce czynszu, do kiedy jest prawo wieczystego użytkowania gruntu, jakie jest otoczenie nieruchomości, a nawet jaka jest energetyczność budynku. KNF uważa, że należy wprowadzić obowiązkowe świadectwa energetyczne dla wszystkich budynków, przy czym za wystawienie takich świadectw płaciliby oczywiście właściciele. Taka opłata wynosiłaby minimum 1 tys. zł,ale ostateczna cena zależałaby od wielkości i stopnia złożoności obiektu oraz jego kubatury.
