Kryptograf w służbie Polsce

Uniezależnił Służbę Kontrwywiadu Wojskowego od firm rosyjskich i wyeliminował ich wpływ na urzędy centralne, w tym na Kancelarię Prezydenta. Stawiał sprawę jasno: jego zadaniem jest stworzenie polskiego systemu kryptograficznego i oparcie go na narodowym systemie teleinformatycznym.

Jerzy Urbanowicz był matematykiem, nauczycielem akademickim, kryptografem, działaczem politycznym, ale przede wszystkim był wielkim polskim patriotą. To dlatego współorganizował Solidarność w Warszawie, wstąpił do Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, a potem działał w Prawie i Sprawiedliwości. To dlatego współtworzył Służbę Kontrwywiadu Wojskowego, poświęcił wiele czasu budowie narodowego systemu kryptograficznego, a ostatnio kierował sekretariatem naukowym konferencji smoleńskiej. Był też wydawcą dzieł zebranych swojego mistrza prof. Andrzeja Schinzela i pracy zbiorowej poświęconej Janowi Olszewskiemu w 80. rocznicę urodzin. Prezydent Lech Kaczyński odznaczył Jerzego Urbanowicza Złotym Krzyżem Zasługi.

Cień śmierci...

Był tak żywotny i wielostronny, że wciąż nie sposób uwierzyć w jego śmierć. A przecież wielokrotnie wspominał, że cień śmierci krąży wokół niego. Miał świadomość zagrożeń i niebezpieczeństw. Wiedział, jak groźna dla przeciwników Polski była jego praca dla Służby Kontrwywiadu Wojskowego i Komisji Weryfikacyjnej, uparta obrona przedsiębiorstwa Exatel SA, prace nad narodowym systemem kryptograficznym, analizy demaskujące zagrożenie rosyjskie, a wreszcie ostatni raport mówiący o możliwości sfałszowania wyborów.

W ubiegłym roku Jerzy przeszedł poważną operację. Ale nie obawiał się o zdrowie, lecz o skutki działań nieznanych sprawców.

Był zmęczony ciągłym nękaniem za służbę Polsce, nie ustawał jednak i nie wypierał się swojej misji. Zasłabł w domu. W karetce doznał zawału. Drugi zawał nastąpił już w szpitalu, gdy oczekiwał na przyjęcie. Potem nastąpił wylew i śmierć. Mam nadzieję, że wszystko to zostanie dokładnie zbadane. Chcę wierzyć, że był to nieszczęśliwy zbieg okoliczności i nie doszło do żadnego zaniechania. Jerzy pracował ponad siły, jakby wiedział, że ma już niewiele czasu.

W służbie kontrwywiadu

Jerzy Urbanowicz miał gigantyczną wiedzę na temat polskiej teleinformatyki. Nikt chyba tak dobrze nie znał uwarunkowań technicznych i personalnych tworzącego się rynku teleinformatycznego. Dużą część tej wiedzy zebrał w raporcie napisanym latem 2006 r., który przekazał powstającej wówczas Służbie Kontrwywiadu Wojskowego. W służbie prof. Urbanowicz przejął odpowiedzialność za biuro szyfrów i bezpieczeństwo teleinformatyczne. Przede wszystkim uniezależnił służbę od firm rosyjskich i wyeliminował ich wpływ na urzędy centralne, w tym na Kancelarię Prezydenta. Stawiał sprawę jasno: Jego zadaniem jest stworzenie polskiego systemu kryptograficznego i oparcie go na narodowym systemie teleinformatycznym. Te zdawałoby się oczywiste cele napotykały przedtem na ogromne przeszkody. Po czasach zależności od Sowietów polska myśl kryptograficzna i polskie technologie zaczęły wypierać systemy narzucane mafijnymi metodami. Jak wskazywał Urbanowicz, zaczęło się wszystko od przekazywania kontraktów na informatyzację ludziom uzależnionym od służb komunistycznych, których kreowano na oligarchów. Później próbowano zniszczyć i sprzedać Telenergo (dzisiejszy Exatel) – jedyne przedsiębiorstwo zdolne pełnić rolę narodowego operatora. Urbanowicz w ciągu kilku miesięcy swojej prezesury zdemaskował szkodników, uratował Telenergo, a wytoczony mu proces, który ciągnął się do 2007 r., ostatecznie wygrał. Później monopol na urządzenia kryptograficzne, mające obsługiwać polskie służby specjalne, przekazano zagranicznej firmie, która odmawiała ujawnienia kluczowych parametrów swoich wyrobów. Wkrótce okazało się, że zawierają one mechanizm pozwalający producentowi odczytywać przekazywane wiadomości. Nie powinno być więc specjalnym zaskoczeniem, gdy wyszło na jaw, że istotną rolę w tej operacji odgrywał tzw. kasjer lewicy. A wreszcie uzależniono system polskich służb specjalnych od firm pozostających w rękach rosyjskich. To z takim bagażem musiał się zmierzyć Jerzy Urbanowicz.

W interesie armii polskiej

Jerzy przywiązywał olbrzymią wagę do odzyskania przez Polskę, a zwłaszcza przez Wojsko Polskie suwerenności w dziedzinie łączności i kryptografii. Dlatego tak martwiło go przekazanie w obce ręce całego systemu telekomunikacyjnego wraz ze sprzedażą TP SA w 2001 r. Nie mógł się pogodzić, że sprzedano TP SA wraz z wybudowaną za setki milionów złotych tajną centralą i systemem łączności na czas wojny. Ten kontrakt zaakceptowali wówczas prezydent Kwaśniewski, premier Buzek, minister obrony narodowej Komorowski, a ostatecznie zatwierdziło tajne posiedzenie Rady Ministrów. Pamiętam, z jaką pasją gromadził dokumentację dotyczącą tych wszystkich spraw i jak odważnie później je opisywał w kolejnych publikacjach. A bywało też, że musiał je relacjonować na sali sądowej. Tak mówił ostatnio o sprzedaży TP SA w Sądzie Okręgowym w Warszawie: „Było to po sprzedaży TP SA konsorcjum France Telecom i Kulczyk Holding. To, co mówię, mówię na podstawie dokumentów, które miałem w ręku. Był załącznik do umowy sprzedaży TP SA. (...) Wszystkie systemy obronne państwa były umieszczone w TP SA jako w byłym przedsiębiorstwie państwowym, dlatego został wypracowany ten załącznik, a powód umył od tego ręce. To skandal. Powód jako wiceminister gospodarki miał obowiązek realizacji tego załącznika. Konsekwencje braku realizacji tego załącznika były straszne dla Polski, bo informacje istotne dla kraju dostały się w niepowołane ręce. TP SA nie miała być sprzedana z tajnymi obiektami; po to właśnie był załącznik, by je uchronić; miały być przekazane w zarząd państwa.(...) Tak się nigdy nie stało, bo nie zrealizowano załącznika”.

Nigdy nie powiedziałem Jerzemu, że sąd, podobnie jak rządzący, zlekceważył jego informacje i uznał, że piętnowane przez niego działania nie są aferalne, naganne, szkodliwe dla kraju.

Przeciw mafii

Teleinformatyka to nerw współczesnej gospodarki i nowoczesnego państwa. Nic więc dziwnego, że to, co obserwujemy od lat w innych dziedzinach, tu przebiega w sposób szczególnie intensywny. Urbanowicz pokazywał te mechanizmy i wskazywał odpowiedzialność konkretnych firm i konkretnych ludzi. A także nazywał po imieniu konformizm i sprzedajność funkcjonariuszy służb, przedsiębiorców i polityków dla pieniędzy oddających bezpieczeństwo Polski w obce ręce. Do końca życia walczył o to, by Exatel, jako jedyne przedsiębiorstwo dysponujące siecią mogącą stać się narodowym operatorem, pozostał w rękach państwa polskiego. Alarmował media, polityków i służby za każdym razem, gdy próbowano Exatel sprzedać. Podobnie angażował się z pasją o uratowanie przedsiębiorstwa WAREL. Wspierał produkcję polskich urządzeń kryptograficznych. Wspierał te działania także po odejściu ze służby i monitorował grupy mafijne pragnące opanować polski rynek. Szczególną wagę przykładał do walki o kontrakt na informatyzację Ściany Wschodniej. Obawiał się, że ta największa po autostradach inwestycja, warta miliardy euro, wpadnie w ręce tych samych ludzi, którzy doprowadzili do sprzedaży Telekomunikacji Polskiej. Alarmował, że są już dalece zaawansowane plany odcięcia Polski od informatyki amerykańskiej i systemu GPS jako źródła sygnału czasu. Zrobił wiele, by tym zagrożeniom zaradzić. Okazał się jednak bezradny wobec polityki, która oddała kluczowe decyzje w ręce ludzi gotowych wszystko sprzedać i wszystko zmarnować.

W służbie Polsce

Wielkim wstrząsem była dla niego tragedia smoleńska. Nie miał wątpliwości, że doszło do niej na skutek świadomego działania. Nie mógł się pogodzić z tym, że w doprowadzeniu do zagłady polskiej elity, a przede wszystkim do śmierci Prezydenta Rzeczypospolitej Lecha Kaczyńskiego przyłożyli rękę także obywatele polscy. Nie rozumiał konformizmu środowiska naukowego, które tak długo biernie godziło się z kłamstwami państwowej propagandy zrzucającej odpowiedzialność na polskich pilotów, generała Błasika czy wręcz na Prezydenta Kaczyńskiego. Zaczął współdziałać z naukowcami badającymi, w kraju i za granicą, techniczne aspekty katastrofy i objął sekretariat naukowy przygotowywanej konferencji. Podjął się tego nie tylko dlatego, że jako ceniony i szanowany naukowiec dysponował różnymi materialnymi możliwościami, ale także po to, by ustrzec tę inicjatywę przed grożącymi niebezpieczeństwami. Mówił wielokrotnie, że przeciwnicy nie są już w stanie zablokować konferencji. Ale mogą ją zmanipulować. Pragnął, by konferencja skupiła się na badaniu hipotezy sformułowanej przez ekspertów Zespołu Parlamentarnego, którzy jako pierwsi podjęli badania naukowe tragedii smoleńskiej. Rozmawialiśmy o tym jeszcze dzień przed jego śmiercią. Ostateczne decyzje miał podjąć tego wieczoru, gdy zmarł.

Jerzy pozostawił żonę, dzieci, wnuki, którzy przeżywają teraz najtrudniejsze chwile w życiu. Nam pozostawił testament: obowiązek zbudowania narodowego systemu kryptograficznego i ujawnienia winnych zbrodni smoleńskiej.

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Będą poprawki PiS do ustaw o KRS i SN?

Będą poprawki PiS do ustaw o KRS i SN?

Nobliści dostaną podwyżkę

Nobliści dostaną podwyżkę

Rosyjski specnaz już na Białorusi

Rosyjski specnaz już na Białorusi

„Wygraliśmy, ale nie daje się nam…

„Wygraliśmy, ale nie daje się nam…

Lekarze ws. McCaina: Rokowania bardzo złe

Lekarze ws. McCaina: Rokowania bardzo złe

Małgorzata Wassermann ujawnia: Nikt wcześniej nie dociekał skąd Marcin P. wiedział, że interesuje się nim ABW

/ Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

„To już kolejny świadek, który o tym mówi, że Marcin P. już w pierwszej rozmowie posługuje się faktem, że u niego pracuje Michał Tusk” - mówi szefowa sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold. Według Małgorzaty Wassermann wszystko zaczyna układać się w „pewną całość”. Jak dowiedział się portal niezalezna.pl, komisja śledcza rozważy, czy w związku z zachowaniem przesłuchiwanej dziś teściowej założyciela Amber Gold, nie złożyć wniosku o ukaranie świadka za odmowę składania zeznań.

Przed komisją śledczą ds. Amber Gold zeznawał były szef parabanku Finroyal Andrzej K., który mówił, że sugerował Marcinowi P. albo współpracę, albo przejęcie Finroyal przez Amber Gold.

- Zacznę od dwóch faktów, które komisji są znane, a opinii publicznej może nie. Pierwsza sprawa, to jest to, że pan Marcin P. powiedział panu Andrzejowi K., że pozostaje w zainteresowaniu ABW. Jest istotne, od kiedy on miał wiedzę, że pozostaje w zakresie zainteresowania służb, co jest tak na marginesie bardzo ciekawe. To wynika z protokołów. My to wiemy. To jest niesamowite, ale nikt tego wątku nigdy nie pogłębiał. To znaczy, nikt nie dociekał, skąd on miał tę wiedzę i z kim się nią dzielił – mówi Małgorzata Wassermann.

Kolejny wątek na który zwraca uwagę szefowa komisji śledczej, to brak jakiegokolwiek sensownego uzasadnienia transakcji przelania Andrzejowi K. docelowo dwunastu milionów przez Marcina P.

- Pan Andrzej K. nie jest w stanie w żaden sposób uzasadnić tej transakcji [...] Dzisiaj stawiam pytanie, czy to po prostu nie było czyste pranie pieniędzy [...] Macie państwo świadomość, że opowieści pana Andrzeja K. o jego prężnie działającej firmie nie zasługują na wiarę w żadnym wypadku.  Trzecia sprawa - i to jest już kolejny świadek, który o tym mówi - Marcin P. w pierwszej rozmowie posługuje się faktem, że u niego pracuje Michał Tusk. Czyli nie polegają na prawdzie te zeznania, w których mówiło się, że nikt o tym nie wiedział, ani nie był to dla niego parasol ochronny. To po prostu się układa w pewną całość. - podkreśla szefowa komisji śledczej ds. Amber Gold.

 Ponadto w rozmowie z naszą reporterką Małgorzata Wassermann podkreśla, że Marcin P. W pewnym momencie zaczął przelewać spore sumy pieniędzy.

- My wiemy, że zaczął on przelewać pieniądze w tym momencie, gdy było jasne, że jego firma idzie ku upadkowi. To były te miesiące, który organa państwa polskiego dały mu na to szybkie upłynnienie i wyprowadzenie tych pieniędzy. Tak na ten moment ja to widzę. Nie mówię, że nie zmienię zdania, jak poznam cały materiał dowodowy, ale musicie państwo przyznać, to jest kolejna osoba, która bez jakiegokolwiek zapowiedzenia, bez czegokolwiek... bez sprawdzenia przychodzi do Marcina P, a on jej w cudowny sposób przelewa miliony. [...] Ktoś był gwarantem tych transakcji. Ktoś te transakcje po prostu pilotował i nikt mi nie wmówi, że przychodzi z ulicy jeden czy drugi pan i mówi, że chciałby mu sprzedać 15 mln euro długu, a Marcin P. mówi, „to jest dla mnie bardzo dobry interes, przeleję panu 12 milionów”. - podkreśla Małgorzata Wassermann.

Odnosząc się do przesłuchania teściowej Marcina P. szefowa komisji śledczej ds. Amber Gold nie wyklucza złożenia wniosku o ukaranie świadka za odmowę składania zeznań.

Jak już informowaliśmy przesłuchanie Danuty Jacuk-Plichty było dość specyficzne.

- Czy świadek pobrała z tytułu stosunku pracy 576 836 zł i 37 groszy? – usłyszała pytanie podczas dzisiejszego przesłuchania Danuta Jacuk-Plichta, teściowa założyciela Amber Gold Marcina P.
- O matko... – tylko tyle wydusiła z siebie kobieta, której przy ogłoszeniu sumy własnych „zarobków” opadła szczęka. Dosłownie.  - Nie odpowiem na to pytanie, ponieważ nie chcę ani sobie, ani bliskim mi osobom zrobić krzywdy .


CZYTAJ WIĘCEJ: Szef Amber Gold zszokował nawet swoją teściową Z wrażenia opadła jej szczęka. WIDEO
 

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Będą poprawki PiS do ustaw o KRS i SN?

/ Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

Rzeczniczka Prawa i Sprawiedliwości przyznaje, że partia nie wyklucza poprawek do prezydenckich projektów ustaw o KRS i SN. „Nas kosmetyka nie interesuje - chcemy zmian strukturalnych i kadrowych” - mówiła Beata Mazurek.

Na antenie TVP Info rzeczniczka PiS pytana była o przedstawione przez prezydenta Andrzeja Dudę projekty ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym.

- Nie wykluczamy poprawek do prezydenckich projektów ustaw o KRS i SN. Nas kosmetyka nie interesuje - chcemy zmian strukturalnych i kadrowych, bo bez zmian kadrowych uważamy, że ta reforma nie przyniesie oczekiwanego nie tylko przez nas, ale przede wszystkim przez Polaków, którzy mają styczność z wymiarem sprawiedliwości, skutku - mówiła na antenie TVP Info Beata Mazurek.

Jej zdaniem propozycje dziś przedstawione „otwierają dyskusję”, jednak zwróciła uwagę na potrzebę jak najszybszej realizacji zapowiedzi reformy sądownictwa.

- Tak naprawdę czekamy też na to, co zobaczymy jutro, bo dzisiaj poznaliśmy kilka aspektów tych ustaw, o których mówił pan prezydent, ale nie znamy szczegółów. Chociażby nie wiemy, jakie kryteria będą decydowały o tym, że pan prezydent zdecyduje się na to, by niektórym sędziom, którzy ukończyli 65. lat, dać możliwość dalszego orzekania czy też nie. Chcieliśmy i chcemy gruntownej reformy wymiaru sprawiedliwości, która skutecznie wyeliminowałaby nieprawidłowości i spowodowałaby, że wymiar sprawiedliwości byłby pozytywnie oceniany przez Polaków. Mamy przekonanie, że porozumienie między nami a panem prezydentem zostanie osiągnięte, bo tutaj nie chodzi o to, kto będzie bardziej zadowolony - czy my, czy pan prezydent - tu chodzi o to, żeby znaleźć taki kompromis, który skutecznie zapewni to, o czym mówiliśmy w kampanii wyborczej. Nie wykluczamy przedłożenia poprawek. Dzisiaj za wcześnie jest mówić, czy będziemy mówić o poprawkach, ani jakich, ponieważ nie znamy całości projektów ustaw - ani jednej, ani drugiej. Wszystko zależy od tego, jaką decyzję podejmie Marszałek, prezydium Sejmu – mówiła Beata Mazurek.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl