Jeden z najlepszych instytutów w Polsce ratujący ciężko chore dzieci stracił płynność finansową. Jego zadłużenie sięgnęło 200 mln zł. W tej sytuacji szef centrum (powołany w czerwcu tego roku) prof. Janusz Książek napisał dramatyczny list do ministra zdrowia oraz sejmowej komisji zdrowia. Wyjaśniał w nim, że nawet gdyby udało się mu zdobyć kredyt i w ten sposób postawić instytut na nogi, to i tak będzie on popadał w zadłużenie. Powód? – System płacenia za świadczenia medyczne, który nie uwzględnia specyfiki placówki – odpowiada dyrektor centrum prof. Janusz Książek.
– Świadczenia medyczne w Centrum Zdrowia Dziecka są wysoce wyspecjalizowane. Do instytutu trafiają pacjenci z bardzo trudnymi przypadkami. Dlatego ich leczenie musi więcej kosztować – dodaje rzecznik instytutu Paweł Trzciński.
Tymczasem ani resort zdrowia, ani NFZ nie chce zmienić systemu płatności za świadczenia medyczne wykonywane w centrum oraz w podobnych placówkach w kraju.
Minister Arłukowicz proponuje rozwiązanie polegające na… zwolnieniu pracowników. Jego zdaniem na jednego hospitalizowanego w centrum przypada zbyt duża liczba personelu. – Centrum Zdrowia Dziecka to ponad 550 łóżek i ponad 2,2 tys. pracowników, czyli cztery osoby personelu na jedno łóżko – wyliczał szef resortu zdrowia na konferencji prasowej. Kolejnym punktem programu ratunkowego miałoby być obniżenie wydatków na wynagrodzenia. Widocznie według ministra średnie zarobki 4,7 tys. zł brutto to za dużo.
W ocenie kierownictwa instytutu żądania ministra Arłukowicza są nierealne. – To nie liczba zatrudnionych jest głównym problemem instytutu – podkreśla prof. Książek. A rzecznik dodaje: – Nie uchylamy się przed racjonalizacją zatrudnienia, ale głębokie cięcia są niemożliwe. Zwraca uwagę, że centrum to nie tylko szpital, ale także 30 poradni, zakładów i ambulatoriów.
Trzciński wyjaśnia, że stan zatrudnienia jest uzależniony od wymogów ministerialnych. Aby otrzymać kontrakt od Narodowego Funduszu Zdrowia, instytut musi zapewnić odpowiednią liczbę lekarzy, pielęgniarek, rehabilitantów itd.
– Propozycje ministra zdrowia brzmią jak porady Wujka Dobra Rada z komedii „Miś” – ocenia szef sejmowej komisji zdrowia Bolesława Piecha (PiS). – A jeżeli idzie o zwolnienia, to pierwszy stanowisko powinien stracić Bartosz Arłukowicz – dodaje. Zwraca uwagę, że to właśnie szef MZ nadzoruje instytut. – Przez pięć lat przyjmowali plany finansowe centrum i co, dopiero teraz się obudzili? – pyta.
Piecha, podobnie jak kierownictwo instytutu, uważa, że aby rozwiązać problem, należy zmienić sposób finansowania tego typu placówek. Po prostu za wysoce wyspecjalizowane świadczenia medyczne należy płacić więcej.
