Tajemnica tej sklerotyczno-maniakalnej stabilizacji tkwi – jak zgodnie dowodzą politolodzy, socjolodzy, psycholodzy społeczni i komentatorzy – w bezalternatywności polskiej sceny politycznej. Polska partia władzy – tak samo jak w Rosji – nie ma wiarygodnego konkurenta. Naprzeciw niej stoją rzekomo tylko awanturnicy i nieudacznicy.
Polska rzeczywiście przypomina w dużym stopniu putinowską Rosję. Przecież choć Pawlak jest daleko mniej wyrazisty od Żyrinowskiego, to jednak jest podobnie użyteczny dla putinotuskizmu. Millera wiele upodabnia do Ziuganowa. Palikot jest łudząco podobny do Pussy Riot. Tacy celebryci medialni z „GW” i TVN, jak np. Blumsztajn czy Kuźniar, wyglądają jak siostry golasek z Femenu.
Co takiego wydarzyło się podczas Wielkiego Strajku ’80, że Polacy uwierzyli w możliwość zmiany na lepsze? Skąd brał się ówczesny entuzjazm robotników wczoraj jeszcze sobie obcych, a nagle przeobrażonych w ofiarnych żołnierzy patriotycznej armii? Czy braterski duch ludowego pospolitego ruszenia nie miał żadnych rzeczywistych podstaw? Czy przekonanie, że wystarczy lepiej rządzić Polską, a możliwa jest szybka poprawa sytuacji materialnej i moralnej, było tylko rażącą naiwnością społeczeństwa zatopionego w absurdzie „realnego socjalizmu”?
Dzisiaj, 32 lata po Sierpniu ’80, w którym odwaga i mądrość polskiego ludu zachwyciła cały świat, najdonioślejszym zjawiskiem, jakie może zdeterminować strategiczną przyszłość Polski, jest fakt, że Polacy są społeczeństwem o najniższej samoocenie w Europie.
Czy tylko dlatego, że wówczas w życiu społecznym dominowały liczne pokolenia młodzieży, a obecnie bardzo się postarzeliśmy i będziemy starzeć się coraz bardziej?
23 lata po odzyskaniu niepodległości narodowej nasza młodzież nadal nie wierzy w swoje szanse na dobre życie w ojczyźnie i woli wyjechać za granicę. Obowiązek dbałości o bezpieczeństwo państwa przez udział w grze geopolitycznej postrzegany jest jako skazane na zatratę absurdalne ryzyko prowokowane przez „niebezpieczne mrzonki machających szabelką i podbijających bębenek narodowo-katolickich oszołomów”. Nadal panuje przekonanie, typowe dla duchowości zsowietyzowanej, że Polacy są gorsi od innych nacji, nic nie mogą, niczego nie potrafią i na nic nie zasługują.
***
W takiej kondycji wchodzimy w jesień i akcje dopominającej się sprawiedliwości społecznej Solidarności. Dzieje się to w sytuacji, gdy bardziej niż kiedykolwiek wcześniej „jest następcą PZPR partia Tuska”. Dlatego warto przypomnieć dokument przekazany 32 lata temu Wojciechowi Jaruzelskiemu: „Informacja dot. stanu zagrożeń bezpieczeństwa wewnętrznego kraju w sierpniu 1980 r.”. Ówczesne MSW zawarło w nim taką ocenę: „Hierarchia Kościoła rzymsko-katolickiego wobec zaistniałej sytuacji […] cały wysiłek kierowała na wyrażanie sugestii o potrzebie spokojnego i szybkiego zakończenia strajków. […] Kilku biskupów (Kaczmarek z Gdańska, Kowalski –sufragan chełmiński [administrator Gdyni – przypis K.W.] i Majdański ze Szczecina) wystąpiło z konkretnymi działaniami zapobiegającymi zaognieniu sytuacji i włączaniu Kościoła w popieranie akcji strajkowych. […] Na skutek działań operacyjno-politycznych wystąpienia księży w większości były politycznie wyważone i powściągliwie nawołujące do spokoju i rozsądku oraz do podjęcia pracy (z wyjątkiem wystąpień ks. Jastaka z Gdyni)”.
Zapewne również dzisiaj prezydent Bronisław Komorowski, radząc się Jaruzelskiego w sprawach bezpieczeństwa państwa, przedstawia mu dokonane przez ABW oceny stanowiska Kościoła. Czy brzmią podobnie do tych sprzed 32 lat? I czy po śmierci ks. Jastaka Solidarność może jeszcze na jakiegoś księdza liczyć?