Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Bajki o smokach i Platformie Obywatelskiej

Niektórzy czekają na cud. Na mieście mówi się o skróceniu kadencji sejmu, o rozpadzie Platformy Obywatelskiej, o wolcie konserwatystów i partii prezydenckiej.

Autor:

Niektórzy czekają na cud. Na mieście mówi się o skróceniu kadencji sejmu, o rozpadzie Platformy Obywatelskiej, o wolcie konserwatystów i partii prezydenckiej. Ale na mieście w ogóle się mówi różne rzeczy tak samo prawdopodobne, jak bajki o smokach i księżniczkach

Czy scena partyjna w Polsce faktycznie ulegnie zmianom? Jaka jest jej podatność na zmiany?

Zużywanie się władzy
Jeśli chodzi o możliwe ruchy partyjne, mówi się przede wszystkim o dwóch zjawiskach. Po pierwsze, o kłopotach PSL po aferze taśmowej i – po drugie – o rosnącym niezadowoleniu konserwatywnych posłów PO z działań własnej partii. W tle obu tych zjawisk jest widoczne wyczerpywanie się formuły obecnej koalicji i zmęczenie władzą, które jest dość naturalne po pięciu latach.

Musimy także pamiętać, że poparcie, jakie otrzymał Tusk m.in. od medialnych i finansowych elit, nie miało charakteru bezwzględnego i ostatecznego. W przeciwieństwie do zwykłych wyborców elity wcale nie są Tuskiem ani Platformą zaczadzone, ale traktują je raczej jako mniejsze zło. Gdyby pojawiła się szansa na skuteczne i trwałe przywództwo, które chroniłoby interesy PO oraz lepiej wpasowywałoby się w obyczajowe poglądy liberałów – wtedy nastąpiłoby z pewnością silne przesunięcie wajchy i Tusk miałby poważne kłopoty.

Przede wszystkim Janusz Palikot musiałby stać się zdolny do przejęcia masy spadkowej, czyli państwa polskiego. Na razie jednak jest na to zbyt słaby i wiele wskazuje, że nigdy nie przekroczy granicy, która pozwala mu na pewną trzecią pozycję, jednak bez szans na samodzielną władzę. Jedyne co może teraz ugrać, to wejść do układu władzy.

Na razie nie ma także wyraźnych i długofalowych trendów sondażowych, które mogłyby przyspieszyć ruchy tektoniczne wewnątrz partii. Platformie mógłby zaszkodzić gwałtowny i utrzymujący się spadek poparcia, za którym poszłaby utrata zaufania mediów. Ale to na razie przyszłość.

Odpływ celebrytów
Zauważmy przy tym dość ciekawe zjawisko. Przez długi czas wydawałoby się, że jednym z filarów społecznego poparcia PO jest sympatia celebrytów. Z tą zaś ostatnio bywają kłopoty, co zupełnie nie przekłada się na sondaże. Wajcha jest zupełnie gdzie indziej. Za Platformą nie stoją bowiem humory aktorów i reżyserów, ale twarde interesy. Nie wygłupy i happeningi, ale realna władza. Rząd Platformy może więc spokojnie zamykać i łączyć teatry, likwidować wydawnictwa, ale krzyk, jaki wtedy podniosą artyści, nie będzie miał realnych konsekwencji w słupkach sondażowych. Jak wiele innych partii rządzących III RP, Platforma wcale nie jest zainteresowana kulturą. Wcale nie dlatego, że jej posłowie nie lubią chodzić do teatrów, ale dlatego, że nie wynoszą z tego politycznych korzyści.

Jedyna pociecha w tym, że razem z Platformą upadł mit partii inteligenckiej w Polsce, opierający się na przekonaniu, że tylko ta władza ma prawo rządzić, za którą stoi inteligencka masa. PO na początku w ten mit się wpisała, po czym umiejętnie się z niego wyzwoliła i dziś bliższa jest poetyce disco polo niż Witolda Lutosławskiego. Z porządnym konserwatywnym Bachem ma zaś już najmniej wspólnego.

Porzucenie inteligenckiej marynarki i fajeczki było ruchem koniecznym, jeśli PO chciała się stać prawdziwą partią władzy, która dba o ciągłość w realizacji własnych interesów, a zarazem jest zdolna do zarządzania masowymi emocjami. Do tego wszystkiego potrzebna jest elastyczność, która nie przystoi mężczyźnie z fajką. I tak ciekawe, jak długo ten mariaż się utrzymywał. Być może nie da się go wytłumaczyć niczym innym, jak tylko strachem przed powrotem tych strasznych rządów PiS.

Tu dochodzimy do głównego momentu argumentacji za trwałością Platformy w jej obecnej postaci. Opisywana już wielokrotnie droga PO do stania się drugim PZPR – czyli partią, z którą warto trzymać, bo ma największy wpływ na gospodarkę, dysponuje sporym zasobem stanowisk, może nie najlepiej płatnych, ale pewnych – więc ta droga powoli dobiega kresu swoich możliwości. Więcej nie da się osiągnąć nawet w kraju o zdeformowanej demokracji. Zadaniem Tuska jest teraz utrzymanie obecnego stanu posiadania.

PO wybiera swój Kościół
W biznesie mówi się o „błękitnym oceanie” – terytorium, na które nie dotarła jeszcze konkurencja i które warto eksplorować. PO już takich oceanów nie ma. Porusza się po swoim Morzu Śródziemnym i jak dawne Cesarstwo Rzymskie może się na nim czuć bezpiecznie pod warunkiem umiejętnego zarządzania. Jednym z najważniejszych elementów tego imperialnego zarządzania jest sprawność w rozgrywaniu sprzecznych interesów, zarówno tych ekonomicznych, jak i ideowych.

Nie zdziwmy się więc, jak w Polsce od czasu do czasu CBA przeczołga wysokiego urzędnika, a inna służba uderzy w biznesmena, nawet jeśli kojarzony był on z politykami PO. Nie dziwmy się też mariażom polityki „niekłaniania się księżom” ze wspieraniem konserwatywnej grupy w PO.

Temu ostatniemu zjawisku warto poświęcić więcej miejsca. PO wyrosła jako partia umiarkowanie konserwatywna, ale chcąc realizować swój model polityki, musiała mniej elastycznych swoich polityków uczynić grupą, która „wiele wnosi do dyskusji wewnątrzpartyjnych”, ale nigdy nie zdominuje przekazu partyjnego. Wszelako materia, która dla konserwatystów jest ważna, różni się zasadniczo od standardowych interesów w stylu: ogródki działkowe albo ochotnicza straż pożarna. Idee to nie hobby – to zasadnicza część życia, która podlega ocenie sumienia.

Stąd trudny wybór, przed którym stanęli platformerscy konserwatyści: próbować realizować idee w ramach dużej partii władzy, czy wyjść poza nią, nie mając gwarancji na przyszłą skuteczność. Wybrali to pierwsze, uwiarygodniając tym samym dla dużej części swoich wyborców platformerską politykę. Niektórzy mówią, że są dla Tuska trudnym partnerem – zapewne to prawda. Ale Tusk wie także, że ten partner jest mu na razie potrzebny, bo nie nadszedł jeszcze moment, w którym można bezpiecznie zerwać z konserwatywnym rysem własnego wizerunku.

Natomiast pozostawanie konserwatystów w PO utrudnia skonsolidowanie tradycjonalistycznego elektoratu wokół celów dla niego najważniejszych. Skazuje konserwatystów na łaskę i niełaskę układającego listy wyborcze szefa partii. Nawiązując do wcześniejszej metaforyki rzymskiej: Tusk jest jak cesarz czasów wczesnego chrześcijaństwa, dla którego jednym z elementów utrzymania stabilności władzy jest wpływanie na sobory.

O tym – sakralnym niemal – wymiarze obecnej władzy mówi się najrzadziej, ale jest on bardzo silny. PO wybiera swój Kościół, skazując część hierarchii na niełaskę władzy. Tutaj narzędziem premiera jest Stefan Niesiołowski – człowiek, który na początku lat 90. miał ogromny wkład w zaostrzenie prawa aborcyjnego w Polsce. Są więc biskupi, którzy „szkodzą Polsce” (słowa Niesiołowskiego). Są też takie argumenty Kościoła w kwestiach społecznych, które władza uznaje za nieortodoksyjne i sprzeczne z chrześcijaństwem (jak to miało miejsce w wywiadzie Niesiołowskiego nt. „In vitro” – „GW” z 13 lipca 2012 r.).

Nieuchronny koniec konserwy
Niezwykle ważne pytanie, kiedy PO przestanie wykorzystywać konserwatystów i sterować Kościołem? Nastąpi to wtedy, gdy na grunt polityczny przejdzie stylistyka kolorowych tygodników. Może bowiem nadejść dzień, kiedy zapanuje język Tomasza Lisa, który o Szymonie Hołowni powiedział: „Załgany pseudoliberalny, pseudodoktrynalny, dwie piersi ssący, liberalny katolik, kuriozalny dwulicowiec”. Wtedy jednak będzie już za późno na tworzenie przez konserwatystów siły poza PO. Będą już na to zbyt słabi.

Na razie wszystko pozostanie po staremu. PO w najbliższym czasie się nie rozpadnie. Podobnie będzie z PSL – nikt z ludowców nie zaryzykuje tworzenia nowego bytu poza całkiem opłacalną firmą, jaką jest ich partia chłopska.

Kiedy nie można liczyć na innych, trzeba liczyć na siebie. Jedyne, co zagrozi PO, to rosnąca w siłę opozycja. Ta w przeciwieństwie do Platformy ma wiele „błękitnych oceanów” – tych grup społecznych, ku którym nie skierowała jeszcze swoich statków.

A może przyjmie kurs na lemingi?




Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane