- Trzeba odrobinę uważać. Jeżeli ktoś wpłaca oszczędności całego życia, po tych wszystkich doświadczeniach z Grobelnym itd., do firmy która oferuje 14 proc., co od razu, z daleka widać że jest to podejrzane, to sam sobie jest winien – mówił na antenie TVN24 Stefan Niesiołowski.
Parafrazując słowa Stefana Niesiołowskiego, zaufanego Donalda Tuska, warto zastanowić się, czy syn premiera także nie wiedział dla kogo pracuje?
Jak pisaliśmy na łamach portalu Niezależna.pl oraz „Gazety Polskiej Codziennie”, Amber Gold to firma inwestująca w złoto i inne kruszce, działająca od 2009 r. Klientów kusiła bardzo wysokim oprocentowaniem inwestycji - przekraczającym nawet 10 proc. w skali roku, które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. Właścicielem firmy jest 28-letni Marcin Plichta (poprzednio nazywał się Stefański – przyjął nazwisko żony), który na swoim koncie ma już prawomocny wyrok za przestępstwa finansowe. Sąd orzekł, że używając firmy Multikasa obecny prezes Amber Gold wyłudzał pieniądze, ponieważ rachunki opłacane za pośrednictwem zorganizowanych przez tę spółkę punktów kasowych nie trafiały na konta wierzycieli (zakłady energetyczne, banki, firmy telekomunikacyjne itp.). W konsekwencji tych działań wielu konsumentom groziło poniesienie dodatkowych opłat za niewywiązywanie się ze zobowiązań i niepłacenie świadczeń.
Teraz spółką Amber Gold, która ma potężne kłopoty finansowe, zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Gdańsku i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
