niezalezna.pl - strefa wolnego słowa
21 lutego 2017

Iran prowokuje wojnę

Dodano: 20.07.2012 [15:33]
Zamachy mają odciągnąć uwagę władz w Tel Awiwie od kwestii irańskiego programu nuklearnego 
– mówi dr hab. Ely Karmon, politolog, były doradca izraelskiego ministra obrony, International Institute for Counter Terrorism (ICT) w Herlii w rozmowie z Olgą Alehno z "Gazety Polskiej Codziennie".

Szef MSW Bułgarii Cwetan Cwetanow poinformował wczoraj, że środowa eksplozja autobusu na lotnisku w Burgas, w której zginęli izraelscy turyści, była dziełem zamachowca samobójcy, który miał fałszywe amerykańskie dokumenty. Zginęło 7 osób, a 32 zostały ranne. Wiemy już, na czyje zlecenie działał terrorysta?

Premier Izraela Beniamin Netanjahu obarczył winą za zamach Iran i wspieraną przez Teheran oraz syryjski reżim libańską szyicką partię Hezbollah. Zamach wpisuje się zresztą w czarną serię ataków na izraelskich obywateli od stycznia tego roku. Wszystkie te zamachy, m.in. na Cyprze, w Tajlandii, Gruzji, Azerbejdżanie i Kenii, zostały zorganizowane przez irańską Gwardię Rewolucyjną we współpracy z Hezbollahem. Nawet w Bułgarii jest to już drugi wypadek ataku na izraelskich turystów w ciągu ostatnich siedmiu miesięcy. Zgadzam się z oceną premiera Netanjahu. Nie ma wątpliwości, że za tym wszystkim stoją Irańczycy.

Czy możemy to uznać za rodzaj odwetu Iranu na władzach w Tel Awiwie?

Może się wydawać, że to próba zemsty za zabójstwo lidera Hezbollahu, terrorysty znanego jako Imad Mughniyeh, który zginął w 2008 r. w wyniku wybuchu ukrytej w samochodzie bomby. Były doradca izraelskiego rządu ds. bezpieczeństwa Uzi Arad przyznał wczoraj po raz pierwszy, że za tym zamachem stały izraelskie służby. Albo zemsta za zabójstwo w styczniu br. irańskiego specjalisty w dziedzinie badań nuklearnych, prof. Mostafy Ahmadi-Roshana. Moim zdaniem jednak to nie o to chodzi. Wszystkie ataki na izraelskich obywateli wpisują się w strategię realizowaną przez Iran, której celem jest wywołanie regionalnego konfliktu między Izraelem i sąsiadującymi z nim państwami, m.in. z Libanem czy Egiptem. Nie zdziwiłbym się, gdyby za chwilę się okazało, że wczorajszy zamach w Burgas był sterowany z półwyspu Synaj. To taki rodzaj zimnej wojny zastępczej. Ma ona odciągnąć uwagę władz w Tel Awiwie od kwestii irańskiego programu nuklearnego, na którego kontynuacji Teheranowi bardzo zależy. W tym sensie jest to więc otwarta prowokacja.

Premier Netanjahu zapowiedział zdecydowaną reakcję Izraela „na irański terroryzm”. Czy oznacza to początek wojny z Iranem? Czy Izrael zaatakuje teraz irańskie instalacje nuklearne?

Wątpię, aby premier Izraela poddał się tej prowokacji i zdecydował się na atak na atomowe instalacje Iranu. Odwet na libańskim Hezbollahu nie jest jednak wykluczony. Na to wskazuje dotychczasowe zachowanie władz w Tel Awiwie. Od stycznia br. roku odnotowaliśmy ok. 10 prób zamachów na Izraelczyków za granicą. Niektóre z nich zostały udaremnione, bo o ich przygotowaniu wiedział Mosad. Niektóre były dość prymitywne, jak w Bangkoku. Żadna nie doprowadziła jednak do działań odwetowych na Iranie ze strony Izraela. To spowodowałoby bowiem dodatkową destabilizację i tak już niespokojnego regionu. Dopiero co wybrano nowy rząd w Egipcie, który brata się z inną radykalną islamską organizacją, wrogo nastawioną do Izraela – palestyńskim Hamasem. Izrael musi wyważać swoje reakcje, aby nie doszło do eskalacji konfliktu.
 
Autor: 
Olga Alehno
Źródło: 
Gazeta Polska Codziennie
Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | www.gazetapolska.pl | www.panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl