Sąd miał ponad 20 lat na to, aby dokonać obrachunku ich zbrodniczego życia i wymierzyć karę, na jaką zasłużyli. Czy miałaby to być kara kilkuletniego bezwzględnego więzienia, domowy areszt czy nakaz wykonywania prac społecznych w miejscach publicznych. Jeszcze dziesięć lat temu byli w pełni sił i sąd mógłby nałożyć na nich dowolną, zgodną z poczuciem sprawiedliwości karę. Dziś jest już na to za późno. Nic już nie jest w stanie nadrobić straconych blisko dwóch dziesiątków lat.
Pisząc przez wiele lat o próbach dosięgnięcia generałów przez rękę sprawiedliwości, z każdym upływającym rokiem utwierdzałem się w przekonaniu, że w niemożności wydania wyroków przejawia się słabość naszego wymiaru sprawiedliwości. Uznawałem, że demokratyczne państwo przegrało z generałami. Tkwiłem w przeświadczeniu, że porażkę poniosła III RP. Dziś dopiero widzę, jak się myliłem. Jest dokładnie odwrotnie. To, że wymknęli się osądzeniu, jest jednym z największych zwycięstw III RP.
To tylko w sądach III RP generałowie mogli kłamać na potęgę, a sędziowie przyjmowali za prawdziwe opowieści o ich patriotyzmie, o ich misji uratowania kraju od morza przelanej krwi. III RP stworzyła obydwu zbrodniarzom warunki, w których mogli wbrew oczywistym faktom, wbrew zdrowemu rozsądkowi dokonywać manipulacji. To tylko w tak karłowatej demokracji, w tak patologicznym systemie sprawiedliwości obydwaj zbrodniarze mogli występować na zmiany jako świadkowie obrony. Z nadzwyczaj życzliwego stosunku sądu korzystali w pełni. Latami forsowali przed sądem wersję, że gdyby nie wprowadzili stanu wojennego, Rosjanie przysłaliby swoje wojsko, aby rozprawić się z Solidarnością. Pod koniec lat 90. Rosjanie przedstawili dokumenty, że nie tylko nie mieli w planach wprowadzenia swoich wojsk do Polski, ale kilkakrotnie odmawiali wezwaniom Jaruzelskiego o pomoc ich armii. Sąd mimo to nadal był w rozterce, która wersja jest prawdziwa.
Co niezwykle ważne dla zwycięstwa III RP, nie tylko w sądzie generałowie znajdowali swoich sojuszników. Broniła ich od początku i robi to do dziś na różny sposób duża część elit intelektualnych i politycznych w kraju. Obydwaj generałowie mają popleczników w najbardziej wpływowych mediach, które mogą teraz dzielić z nimi radość z odniesionego zwycięstwa. III RP postawiła sprawę jasno: nie pozwolimy ludziom żądnym odwetu i zemsty skrzywdzić generałów. Stąd rozmywanie zbrodniczych usług agenturalnych Jaruzelskiego w Informacji Wojskowej w latach 40. I zapominanie o roli Jaruzelskiego w stłumieniu praskiej wiosny w 1968 r. oraz w czystce antysemickiej przeprowadzonej w tym samym roku w polskiej armii. Co ciekawe, nawet wrażliwe na polski antysemityzm środowisko broni dziś Jaruzelskiego.
Opieszałość sądu, jeden z istotnych czynników, które doprowadziły do bezkarności generałów, została nazwana przez sędziego Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku Wiesława Johanna „kpiną z wymiaru sprawiedliwości". Otóż to nie jest kpina, panie sędzio. To świadome sabotowanie procesów, które od początku miało osiągnąć zamierzony cel: niedopuszczenie do ukarania generałów. Stąd też niby bezwolne respektowanie przez sąd każdego wniosku obrony zmierzającego jedynie do rozwlekania procesu w nieskończoność. Pamiętajmy, że to III RP na początku swoich narodzin zadbała, aby środowisko sędziowskie pozostało nietknięte po czasach PRL-u. „Środowisko oczyści się samo" – głosili przeciwnicy weryfikacji. Dziś zbieramy tego owoce.
