24 maja 2012 r. na portalu „Wyborcza.pl” ukazuje się tekst „Czy Chrystus należał do PiS-u?”. Autorem jest b. redaktor naczelny tygodnika „Newsweek”, Wojciech Maziarski.
Co przeczytał mózg red. Maziarskiego?
Pisze m.in.: „Wybrałem się z dzieckiem w niedzielę do kościoła, a tam po mszy ksiądz poinstruował nas, co warto czytać w prasie katolickiej. Np. w tygodniku »Niedziela« wywiad z socjologiem Andrzejem Zybertowiczem. No to przeczytałem i dowiedziałem się, że polskie elity są słabe i płytko zakorzenione w rodzimej tradycji. Po 1989 r. elity prawdziwie patriotyczne (czyli chyba Jarosław Kaczyński) tylko dwa razy zdołały objąć władzę, a potem niestety ją utraciły; kibole i skrajni narodowcy, którzy zorganizowali burdy 11 listopada zeszłego roku, to nie faszyści, lecz prawdziwi patrioci. Takie mądrości publikuje katolicki tygodnik, polecany wiernym przez duchownego w świątyni. Podejrzewam zresztą, że nie tylko przez tego jednego duchownego. Kościelne »przekazy dnia«, które mają trafić do owieczek i odpowiednio je ustawić”. W cytacie tym wytłuściłem fragment, który najbardziej będzie nas interesować.
Tego samego dnia na portalach „Tokfm.pl” oraz „Gazeta.pl” ukazało się omówienie tekstu red. Maziarskiego, które zatytułowano: „»Zamieniliście świątynie w lokale partyjne. Nadużywacie kapłańskiej pozycji« – Maziarski do księży”. W omówieniu czytamy: „Maziarski przytacza, co znalazł w wywiadzie z Zybertowiczem. »Po 1989 r. elity prawdziwie patriotyczne (czyli chyba Jarosław Kaczyński) tylko dwa razy zdołały objąć władzę, a potem niestety ją utraciły; kibole i skrajni narodowcy, którzy zorganizowali burdy 11 listopada zeszłego roku, to nie faszyści, lecz prawdziwi patrioci« – pisze publicysta”. Piszę o tym, by wskazać na mnożenie pewnego przekazu.
Dlaczego o tym piszę? Otóż w wywiadzie dla „Niedzieli” o kibicach, kibolach ani też narodowcach nie mówię w ogóle. Nie pada słowo „burdy” ani określenie „prawdziwi patrioci”. Redaktor Alicja Dołowska prowadząca ze mną rozmowę, mówi: „Być patriotą jest coraz bardziej niebezpiecznie. 11 listopada patriotów wyzwano od faszystów i jeszcze nasłano na nich Niemców”. Jednak rozmawiając z nią, nie odnoszę się do żadnego z motywów, które przytoczył red. Maziarski, a za nim autor omówienia. Mamy zatem do czynienia z faktem prasowym.
Pominę w tym miejscu nieuprawnione, nieuczciwe przypisywanie mi poglądów, których nie wypowiedziałem; określeń, którymi się nie posłużyłem. Interesuje mnie coś innego.
Czy Wojciech Maziarski manipuluje?
Interesuje mnie, w jaki sposób red. Maziarski „znalazł” – jak twierdzi autor zaprzyjaźnionego z nim portalu – w wywiadzie tezę: „kibole i skrajni narodowcy, którzy zorganizowali burdy 11 listopada zeszłego roku, to nie faszyści, lecz prawdziwi patrioci”.
Myślę, że nie, jeśli przez manipulację rozumieć świadomie wprowadzanie w błąd kogoś innego. Sądzę, że red. Maziarski najpierw wprowadził w błąd samego siebie. Że podczas czytania wywiadu i podczas pisania tekstu red. Maziarskim kierowały pewne automatyzmy myślowe, inaczej mówiąc: stereotypy. Stereotypy, które pewne treści selekcjonują, a inne uwypuklają. Przypuszczam, że to nie red. Maziarski oszukuje nas, czytelników, ale to on sam został oszukany przez emocjonalną część swojego mózgu.
Zakładam, że autor „Wyborczej” nie kłamie, że nie rozmija się z prawdą w sposób świadomy. Nie przypisuję mu złej woli. Napisał jednak nieprawdę. Polemizuje ze sposobem myślenia, który znalazł w swojej głowie. Rzecz w tym, że jeśli red. Maziarski gdziekolwiek słowa, które mi przypisał, znalazł, to w swoim własnym mózgu. Jeśli polemizuje z czymś rzeczywistym, to – nasuwa się taka odpowiedź – jest to co najwyżej rzeczywistość jego fobii.
Stereotypy pogromców stereotypów
Redaktor Maziarski pewnie wierzy w potwory, które hoduje w swojej wyobraźni. Tak bardzo potrzebuje wroga, że sam go tworzy. A racjonalna część umysłu red. Maziarskiego jest stałą ofiarą jego stereotypów, którymi karmi się emocjonalna część jego mózgu.
Ale rzecz nie sprowadza się do – psychologicznie zrozumiałych – błędów poznawczych. Wszyscy takie błędy popełniamy. Nie mniej ważne jest to, że potwory wytworzone w ramach tych błędów mają swoje życie społeczne. Że służą konkretnym interesom osób i środowisk, które już nie muszą być tak dziecinnie naiwne jak red. Maziarski.
Te potwory puszczane w codzienny medialny obieg tworzą nowe – dodawane do już istniejących – pola społecznych konfliktów. Te potwory tworzą społeczne bariery. Utrudniają porozumienie. Stwarzają urazy. Dławią przestrzeń dialogu. Degradują nasze życie społeczne, jakby mało w nim było bolączek prawdziwych.
Ludzie to istoty stadne. Nie posługujemy się schematami myślowymi, które tworzymy całkiem sami. Posługujemy się takimi schematami, które są w obiegu tych grup, do których należymy. Innymi słowy, red. Maziarski nie mówi tylko Maziarskim. Mówi „Wyborczą” mówi poprawnością polityczną, mówi uległością wobec środowiskowych autorytetów.
Prośba i podziękowanie
Redaktora Maziarskiego uprzejmie proszę, by teksty czytał ze zrozumieniem. A nieznanemu mi księdzu, który wywiad w „Niedzieli” polecił do czytania – ukłony głębokie przesyłam.