Reakcje polityków partii rządzącej – a także sporej grupy tzw. pracowników medialnych (słowo „dziennikarz” brzmi tu nie na miejscu) – na napaść Stefana Niesiołowskiego na Ewę Stankiewicz ukazały ich stosunek do niezależnych dziennikarzy. Ataku nie dało się przemilczeć (film w internecie miał 600 tys. odsłon), jednak towarzysząca mu zmasowana akcja kłamstw próbowała z ofiary uczynić agresora.
Kolejnym przywołanym w europarlamencie przykładem monopolu była rażąca asymetria na rynku reklam. Pisma niezależne od rządu nie mogą liczyć na pozyskanie reklamodawców. „Wprost” ze sprzedażą 70 tys. egzemplarzy osiągnęło wpływy z reklam w wysokości 112 mln zł, „Gazeta Polska” z taką samą sprzedażą – 1 mln zł. Strumień pieniędzy z reklam zasila tych, którzy wspierają władzę. Dzieje się to nie tylko za sprawą reklamodawców z udziałem skarbu państwa, ale też biznesu, który mentalnie lub poprzez interesy związany jest z PO. Czy Czytelnicy pism patriotycznych nie są konsumentami? To kolejny przejaw dyskryminacji wobec milionów Czytelników.
