Według zapowiedzi oligarchy, ma to być centroprawicowa, postępowa partia dla aktywnych, otwartych ludzi, "mieszkańców dużych miast", którzy dbają o przyszłość kraju i potrafią aktywnie działać na jego rzecz.
Prochorow jest siódmym pod względem bogactwa obywatelem Rosji. W latach 80. działał w Komsomole (komunistyczna organizacja młodzieżowa), był też członkiem Komunistycznej Partii ZSRR. W latach 90. dorobił się miliardów dzięki Borysowi Jelcynowi, prowadząc koncern Norilsk Nickel. W 2006 r. dostał Order Przyjaźni od Władimira Putina.
Od kilku lat Prochorow działa aktywniej w polityce, próbując budować probiznesowe, liberalne, centroprawicowe ugrupowanie. Komentatorzy i prasa zagraniczna zarzucają mu jednak, że wbrew temu, co mówi oligarcha, wszystkie jego inicjatywy polityczne podejmowane są na zlecenie Kremla. Władimir Putin dostrzega bowiem zniechęcenie klasy średniej rządami postsowieckiej agentury - i na rękę byłoby mu, gdyby elektorat ten przepłynął do stworzonej przez służby partii marionetkowego biznesmena, a nie do realnej opozycji.
Dziś Prochorow ogłosił nazwę swojej formacji - Partia Platformy Obywatelskiej. Czyżby to więc rosyjskie służby uczyły się od polskich, a nie na odwrót? Przypomnijmy, że dziesięć lat temu jednym z inicjatorów założenia polskiej Platformy Obywatelskiej był funkcjonariusz komunistycznego wywiadu PRL - gen. Gromosław Czempiński (tak przynajmniej wynika z jego wypowiedzi dla portalu Niezalezna.pl).
