niezalezna.pl - strefa wolnego słowa
22 lipca 2017

Obnażone kłamstwa MAK i komisji Millera

Dodano: 27.05.2012 [12:39]

W raporcie komisji Millera zamazano informację o wystąpieniu ostatniego alarmu (38) systemu TAWS - ujawnił dr Kazimierz Nowaczyk z Uniwersytetu Maryland na spotkaniu z uczestnikami VII Zjazdu Klubów Gazety Polskiej w Sielpi.

Dr Nowaczyk, który przebywa w USA, połączył się za pomocą telemostu. Stwierdził, że według tzw. dziennika awarii, którym dysponuje firma Universal Avionic, producent systemu TAWS, w momencie wyłączenia się systemu TAWS oraz komputera pokładowego nastąpiło trzynaście awarii. Według dr Grzegorza Szuladzińskiego wtedy właśnie miał miejsce wybuch na skrzydle. Na podstawie dziennika awarii dr Nowaczyk odczytał wszystkie dane, w tym także ostatni alarm (38), który został zamazany w raporcie komisji Milera.

Dr Nowaczyk przedstawił wyniki badań dwóch urządzeń produkcji amerykańskiej, które znajdowały się na pokładzie: TAWS, czyli systemu zapewniającego bezpieczne lądowanie, oraz FMS, czyli komputera pokładowego.

Ostatni zapis TAWS, oznaczony numerem 38, zarejestrowano na wysokości 36 m nad poziomem pasa startowego. System uznał wówczas, że samolot lądował, czyli miał kontakt z ziemią. TAWS 38 został ukryty w raportach MAK i Millera.

TAWS zapisuje również awarie. Okazuje się, że w czasie zamrożenia komputera pokładowego system wskazał na uszkodzenie skrzydła - zerwanie połączenia z czujnikiem położenia klap skrzydła. Fakt ten potwierdza tezę dr Szuladzińskiego, iż w punkcie tym nastąpiła eksplozja na lewym skrzydle tupolewa.

Jednocześnie TAWS utracił połącznie z podwoziem samolotu, straciły łączność między sobą komputery pierwszego i drugiego pilota, a także nastąpiło 12 innych awarii, które zapisał system. Oznacza to, że samolot został poważnie uszkodzony, a nie był sprawny, jak głosi wersja oficjalna. Dr Nowaczyk ujawnił, że dane zapisane w dzienniku awarii znacząco odbiegają od tych, które znalazły się w raporcie MAK oraz komisji Millera; chodzi m.in o odległość rządowego tupolewa od ziemi oraz o prędkość samolotu.

Naukowiec jest ekspertem parlamentarnego zespołu ds. wyjaśnienia przyczyn smoleńskiej katastrofy kierowanego przez Antoniego Macierewicza (PiS). W najbliższym czasie do prokuratury trafi pismo, by Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która prowadzi śledztwo ws.smoleńskiej katastrofy, by wystąpiła do USA o przekazanie danych dotyczących wszystkich zapisów TAWS z firmy Universal Avionic.

Na spotkaniu Antoni Macierewicz podkreślił, że do 20. sekundy przed katastrofą lot przebiegał zgodnie z planem, a wyjątkowo doświadczony, znający samolot od podszewki po 3,5 tysiącach godzin lotu na TU-154, mjr Protasiuk nie miał żadnych problemów z podchodzeniem do wysokości decyzji na „Siewiernym”.

Prof. Binienda opisał trajektorię lotu wg MAK i zwrócił uwagę, że jest ona sprzeczna z zasadami fizyki, gdyż zakłada niemożliwe do osiągniecia przez stutonowy samolot przyspieszenie do góry. Jego zdaniem znacznie lepiej oddaje rzeczywisty przebieg lotu trajektoria wyliczona przez dr. Nowaczyka na podstawie wskazań TAWS. Przebiega ona nad brzozą, która miała rzekomo złamać skrzydło.

Prof. Binienda przedstawił następnie model zderzenia skrzydła z brzozą, który wskazuje, że w każdym przypadku skrzydło tupolewa bez poważniejszych uszkodzeń łamie brzozę. Wyliczenia te potwierdził główny specjalista ds. konstrukcji samolotów firmy Boeing, dr Wacław Brzezinski.

Z prof. Biniendą podczas jego pobytu w Polsce próbowała kontaktować się telefonicznie Prokuratura Wojskowa. Stwierdził on, że jest gotowy do spotkania w odpowiednich warunkach. Prokuratura wysłała również Żandarmerię Wojskową z wezwaniem do domu rodziny prof. Biniendy, w którym zatrzymał się podczas pobytu w kraju.


 

Autor: 
dk, wg, ad
Źródło: 
niezalezna.pl
Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | www.gazetapolska.pl | www.panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl