Macierewicz: Jeśli to nie był zamach, to co?

Wiemy już, że ani błąd pilota, ani brzoza nie spowodowały tragedii. I wiemy, że na pokładzie mogło dojść do eksplozji.

Jeszcze rok temu nikt chyba nie wierzył, że rychło uda się wyjaśnić tajemnicę katastrofy smoleńskiej. Wydarzenia związane z tą tragedią powszechnie porównywano ze zbrodnią katyńską. Analogii jest tak wiele, że obezwładniają: arogancja władz rosyjskich, otwarta niechęć rządu Donalda Tuska, dessinteresment Zachodu skonfundowanego postawą polskiego rządu. A jednak mimo to po 24 miesiącach zespół parlamentarny wspierany przez patriotyczne media, anonimowych badaczy, naukowców zagranicznych i polskich nie tylko obalił rosyjską wersję wydarzeń, lecz także przedstawił najbardziej prawdopodobną hipotezę przyczyn i przebiegu katastrofy.

Samolot rozerwały eksplozje

To, co się stało na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r., najlepiej oddaje konkluzja raportu nr 456 firmy Grzegorza Szuladzińskiego Analytical Service Company.

„Najprawdopodobniejszą przyczyną katastrofy były dwa wybuchy tuż przed lądowaniem. Jeden z nich miał miejsce na lewym skrzydle, około połowy jego długości, i spowodował wielkie lokalne zniszczenie, w rezultacie rozdzielając skrzydło na dwie części. Efekt wtórny to naruszenie wiązań między frontowym kadłubem i resztą statku powietrznego. Drugi wybuch, wewnątrz kadłuba, spowodował jego gruntowne zniszczenie i rozczłonkowanie. Samo lądowanie (czy upadek) w terenie zadrzewionym, wszystko jedno jak nieudane i pod jakim kątem, nie mogło w żadnym wypadku spowodować takiego rozczłonkowania konstrukcji, które zostało udokumentowane”.

Do tej konkluzji nasi eksperci dochodzili nie tylko bardzo żmudnie, ale przede wszystkim z wielkimi oporami. Bardzo trudno było przyjąć do wiadomości, że Lech Kaczyński i wielka część polskiej elity zostali zamordowani z zimną krwią. Bo choć ustalone fakty nie przesądzają politycznej interpretacji wydarzeń (eksplozje mogli spowodować np. islamscy terroryści), to sam fakt mrozi krew w żyłach, a jego polityczne konsekwencje są ogromne.

Znaczenie ma także brutalna kampania polityczna i propagandowa od momentu tragedii, zakazująca wręcz badania hipotezy zamachu. Hipotezy, którą w normalnych warunkach rozpatrywano by jako najbardziej prawdopodobną. Dlatego też gdy blisko miesiąc temu otrzymałem pierwszy projekt raportu nr 456 autorstwa firmy Analytical Service Company Grzegorza Szuladzińskiego z Sydney, przede wszystkim zacząłem szukać w nim błędów. Trwało to dość długo, przez co autor był zaniepokojony, czy to aby nie strach sprawia, że odkładamy publikację. A to rzeczywiście był strach.

Zbyt wiele jednak faktów się zgadzało, w zbyt dużym stopniu analiza Szuladzińskiego pasowała do badań, które wcześniej przeprowadzili i zespół prof. Kazimierza Nowaczyka, i prof. Wiesław Binienda, i wreszcie inni nasi eksperci.

Badania trajektorii lotu, skrzydła i kadłuba

Zespół prof. Nowaczyka przeanalizował więc na podstawie zapisów systemów TAWS i FMS pionową i poziomą trajektorię lotu oraz wykazał, że po pierwsze Tu-154M nigdy nie uderzył w brzozę, gdyż przeleciał kilkanaście metrów nad nią, po drugie zaś gwałtowna zmiana kursu samolotu przed samą katastrofą dokonała się wcale nie zaraz za brzozą, lecz ponad 140 m dalej. Badania zespołu wskazują, że samolot nigdy nie zszedł poniżej 20 m nad poziomem pasa lądowania, następnie, odchodząc na drugi krąg, wzbił się na 36 m. I tu dochodzimy do najważniejszego odkrycia prof. Nowaczyka, który wnikliwie zbadał zapisy rejestratora parametrów lotu. Okazało się, że rejestrator zanotował dwa silne wstrząsy, do których doszło za brzozą. Badanie FMS wykazało z kolei, że samolot rozpadł się ostatecznie w powietrzu mniej więcej na wysokości 15–17 m, gdy na skutek utraty zasilania elektrycznego doszło do unieruchomienia wszystkich przyrządów nawigacyjnych.

Prof. Wiesław Binienda związany z NASA udowodnił z kolei, że skrzydło nie mogło zostać odłamane przez brzozę. Przeciwnie, eksperymenty prowadzone przez laboratorium prof. Biniendy oparte na programach badawczych NASA udowodniły, że uderzenie skrzydła Tu-154M w brzozę przecina ją bez uszczerbku dla zdolności nawigacyjnych samolotu.

Na eksplozję wskazywała wreszcie rekonstrukcja kształtu samolotu w trakcie katastrofy, wykonana na podstawie zdjęć części i odłamków samolotu leżących na miejscu tragedii. Ta benedyktyńska praca wykonana przez bardzo nieliczny zespół pozwoliła wyodrębnić najbardziej prawdopodobne miejsca eksplozji – na lewym skrzydle i w przedniej części lewego centropłatu.

Świadkowie słyszeli detonacje

Mieliśmy też niemal od początku inne dowody wskazujące na to, że do katastrofy doszło w powietrzu, a słynna brzoza nie miała z nią nic wspólnego. Najważniejszym była relacja żony jednego z posłów lecących samolotem, który w ostatnich sekundach zdążył zatelefonować do niej. Jak opowiadała już 11 kwietnia w ABW, na nagraniu, które odsłuchała z poczty telefonicznej ok. godz. 9:15–9:30, słychać było, jak mąż woła do niej: „Asiu, Asiu”. W tle słychać było szum wiatru wdzierającego się do samolotu i narastający krzyk przerażonych ludzi. A równocześnie słychać było trzask łamiących się ścian samolotu, „jakby pękających wafli”. Nagranie trwało 3–4 s i mimo obietnic ABW nigdy nie zostało odzyskane z poczty głosowej.

Jeszcze dobitniej o przebiegu katastrofy mówi por. Artur Wosztyl, pilot jaka-40 wiozącego dziennikarzy, który wylądował na Siewiernym 40 min przed tupolewem. Wosztyl, który stał na lotnisku w pobliżu swojego jaka, w odległości mniej więcej 300 m od tragedii, mówi, że słyszał, jak „silniki Tu-154M nagle zwiększają obroty, a następnie zabrzmiały trzaski, huki i detonacje. Po nich słychać było dźwięk zamierających silników. I zapanowała cisza”. Relacje pozostałych świadków są identyczne lub bardzo podobne. Większość z nich słyszała detonacje, a niektórzy widzieli także błysk wybuchu wokół lecącego samolotu.

Pytania do Donalda Tuska

Dlatego gdy Szuladziński przysłał swoją analizę udowadniającą, że to eksplozja spowodowała śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego i całej delegacji, nie można było tych faktów dłużej lekceważyć. Razem bowiem wszystkie te relacje i badania składają się na jedyne spójne wyjaśnienie tego, co się stało. Oczywiście raport Grzegorza Szuladzińskiego to hipoteza, która powinna być zweryfikowana badaniami wraku i oryginałów zapisów z czarnych skrzynek. Wątpię jednak, by to się udało, dopóki rządzi Donald Tusk. Trudno bowiem uniknąć pytania, dlaczego jego rząd, mając silny argument w postaci porozumienia z 1993 r. w sprawie zasad wzajemnego ruchu lotniczego wojskowych statków powietrznych RP i Federacji Rosyjskiej w przestrzeni powietrznej obu państw, oddał wyjaśnianie tragedii Rosjanom, dlaczego nic nie robi w celu odzyskania wraku, skrzynek, telefonu satelitarnego prezydenta? Dlaczego nie dopuszczono do sekcji zwłok amerykańskich ekspertów sprowadzonych przez rodziny i dlaczego karze się prokuratorów próbujących nawiązać kontakt ze służbami amerykańskimi w celu wyjaśnienia tragedii? I wreszcie dlaczego rząd Tuska odrzucił wszelkie propozycje USA, NATO i UE uczestniczenia przez ich ekspertów w badaniu katastrofy, a jego rzecznik nazywa rozmowy z kongresmenami USA i starania na rzecz powołania komisji międzynarodowej „zdradą stanu”?

Czy premier o tym wiedział?

W trakcie tych blisko dwuletnich badań wiele było momentów wstrząsających, gdy miałem fizyczne wręcz odczucie dotykania zła, tchórzostwa, zdrady. Nigdy nie zapomnę przemówienia premiera Tuska straszącego Polaków wojną z Rosją, jeśli będą się domagali prawdy, oraz wzruszających deklaracji pani minister Kopacz o przekopaniu terenu tragedii na metr głęboko i o wspólnocie pracy polskich i rosyjskich patologów podczas sekcji zwłok ofiar tragedii. Rzecz tylko w tym, że nic z tego nie było prawdą, że wszystkie niemal spośród tysięcy słów wypowiedzianych na ten temat przez Donalda Tuska, Bronisława Komorowskiego i innych przedstawicieli PO były fałszywe.

Dziś mamy do czynienia z nową sytuacją. Nie pytamy, co się stało, i nie koncentrujemy się na polemikach z raportami Anodiny czy komisji Jerzego Millera. Wiemy, że są fałszywe, a eksperci Millera napisali raport, nawet nie badając skrzydła i brzozy, które miały być przyczyną katastrofy. Takie lekceważenie nauki, prawa i własnych obowiązków dyskwalifikuje te ustalenia. Dziś koncentrujemy się na analizie hipotezy eksplozji jako przyczyny katastrofy, bo jest to jedyna hipoteza w pełni wyjaśniająca to, co się stało, i nikt nie przedstawia wiarygodnej alternatywy.

Ale też przychodzi czas na pytania: kto jest za to odpowiedzialny? Co wiedział i do czego zmierzał Donald Tusk, gdy rozdzielał wizyty, gdy oddawał wyjaśnienie tragedii Putinowi, gdy zakazywał ekspertom z USA badania katastrofy i udziału w sekcji zwłok? I na koniec trzeba przywołać pytanie zadane przez Jarosława Kaczyńskiego: skąd Radosław Sikorski już dwie minuty po katastrofie wiedział, że nikt jej nie przeżył, wszyscy zginęli, a przyczyną tragedii były błędy pilotów? Bo jeśli prezydent Lech Kaczyński i polska elita zginęli w zamachu, to wiedza ministra Sikorskiego staje się straszliwym dowodem współodpowiedzialności rządu Donalda Tuska za tę tragedię.


Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Fiskus ostro bierze się za oszustów

Prezes PiS odpoczywa w Karpatach ZDJĘCIA

Pamiętamy! Dziś śp. Maria Kaczyńska…

Zderzenie niszczyciela z tankowcem

Korea Płn. grozi "bezlitosnym…

Fiskus ostro bierze się za oszustów

Tomasz Hamrat

40 urzędników skarbówki 24 godziny przez 7 dni w tygodniu będzie wyszukiwać oszustów, analizując konta i przelewy bankowe firm - informuje "Puls Biznesu".

Od 1 stycznia 2018 r. ma ruszyć w Ministerstwie Finansów wydzielona strefa specjalna, w której gromadzone będą wrażliwe dane o rachunkach bankowych przedsiębiorców i dokonywanych na nich operacjach finansowych.

Analizować je będzie permanentnie zespół złożony z 40 kontrolerów, których zadaniem ma być wyłapywanie podejrzanych transakcji, mogących mieć związek z oszustwami i wyłudzeniami podatkowymi. Podejrzane konta będą blokowane na żądanie szefa Krajowej Administracji Skarbowej (KAS), czyli wiceministra finansów.

MF szacuje, że rocznie może być blokowanych prawie 5 tys. rachunków bankowych przedsiębiorców.

Obecnie na podstawie zawiadomień Generalnego Inspektora Informacji Finansowej jest ich co roku około 300.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Marsz solidarności z poszkodowanymi w…

Koncert Alicji Węgorzewskiej w kościele w…

Wypadek skoczka spadochronowego w Pile

Belgia: samochód wjechał w ludzi

Białoruś: Kolumna ku czci Konstytucji 3…

Zmarł Jerry Lewis - legendarny komik i aktor

/ youtube.com

W wieku 91 lat zmarł w niedzielę w swoim domu Las Vegas aktor filmowy, piosenkarz, komik i artysta estradowy Jerry Lewis, który status gwiazdy osiągnął występując przez 10 lat na estradzie razem z Deanem Martinem. Przez pewien czas był najlepiej opłacanym aktorem w Hollywood. Jak poinformowała jego agentka Nancy Kane, Lewis zmarł "w otoczeniu rodziny z przyczyn naturalnych".

Artysta urodził się 16 marca 1926 r. w rodzinie żydowskich emigrantów z Rosji jako Joseph Levitch. Był jedną z najpopularniejszych postaci amerykańskiego show businessu w XX wieku. Zaczął występować już w wieku 5 lat w wodewilach wystawianych przez jego ojca, również artystę estradowego, Daniela Levitcha (Danny'ego Lewisa).

Szansę na prawdziwą karierę Lewis uzyskał jednak kiedy jak 20-latek rozpoczął w 1946 r. występy estradowe z, wówczas również jeszcze mało znanym, Deanem Martinem. Wspólne występy, a zwłaszcza udział w słynnym programie "Ed Sullivan Show" w 1948 r., przyniosły obu status gwiazd.

Wkrótce po tym programie zaangażowała ich wytwórnia filmowa Paramount. Już ich pierwszy film "Moja przyjaciółka Irma" (My Friend Irma) okazał się przebojem i ściągnął do kin tłumy widzów. 10 lat później Lewis, po rozstaniu z Martinem, o przyczynach którego nigdy nie chciał mówić, rozpoczął karierę solo występując zarówno na estradzie jak i w filmach i w telewizji, gdzie miał wznawiany trzykrotnie program "The Jerry Lewis Show". Wystąpił łącznie w ponad 60 filmach.

Lewis był także scenarzystą, producentem i kilkakrotnie reżyserem filmowym. Był też laureatem wielu prestiżowych nagród.

Źródło: PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

84 interwencji strażaków w ciągu ostatniej…

Kilka milionów gości na Jarmarku św.…

Finlandia: przeszukania po ataku…

Powstał film o ostatnim żołnierzu…

Rekonstrukcja bitwy z bolszewikami

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl