Zdrada? A cóż to takiego?

Niełatwo pisać o zdradzie w społeczeństwie, które jako wspólnota narodowa chadzało przez dziesiątki lat odmiennymi drogami niż państwo, władza, a nawet moralność. Zdrada państwa bywała konieczna, by dochować wierności narodowej wspólnocie, a gorliwa lojalność wobec władzy zamieniała się w zdradę własnych rodaków.

Czasami wystarczała chwila słabości lub brak zasad moralnych, by lojalność sprawiedliwie dzielić po połowie – wobec kolegów z Solidarności i agentów służb specjalnych – bez niepotrzebnych rozterek. To nie zdrada, a „dziejowa konieczność”.

Niepoważne pojęcie?

We współczesnym, liberalnym świecie, w którym tolerancja i samorealizacja stoją na czele wszystkich innych wartości, a bycie wiernym trąci tanim sentymentalizmem, a nawet niebezpiecznym fundamentalizmem, piętnować zdradę to prawie obciach. By zdradę potępiać, a nawet karać, trzeba głęboko wierzyć w wartość wspólnoty. A przecież we współczesnym świecie takie wspólnoty, jak naród, rodzina, państwo, wspólnota wiernych, formacja polityczna, związek zawodowy czy wspólnota Solidarności etc., traktowane są z dystansem jako synonimy ograniczeń jednostki, jej wolności i samorealizacji. O zdradzie możemy mówić z głębokim przekonaniem tylko wtedy, gdy nie mamy żadnych wątpliwości, że wierność konkretnej wspólnocie czy konkretnym wartościom jest moralną powinnością i obowiązkiem, także prawnym. A dzisiaj, gdy tradycyjne wspólnoty zdają się anachroniczne, a nowe nie wymagają dotrzymywania zobowiązań, gdy samorealizacja jednostki wzywa do ciągłych zmian, jak pisać i mówić o zdradzie z powagą? 

By nie być gołosłownym i pokazać niejednoznaczności zdrady, przytoczmy kilka zdań z interesującej i znakomitej książki Sławomira Cenckiewicza pt. „Długie ramię Moskwy”, o której trudno powiedzieć, że jest wyrazem lojalności autora wobec WSW czy LWP z czasów PRL.

Dwuznaczna lojalność

„Czy liczne zdrady i dezercje oraz związana z tym dekonspiracja struktur, metod działania, oficerów i współpracowników oraz agentury przyczyniły się do niskiej jakości pracy wywiadu, czy też odwrotnie – były skutkiem negatywnej selekcji kadrowej” s. 430. „(...) Jest faktem, że zdrady i dezercje wysokich rangą oficerów towarzyszyły Zarządowi II Sztabu Generalnego LWP niemal przez cały okres działania. Z ponad 40 takich przypadków z lat 1956–1986 za najbardziej dotkliwe można uznać sprawy... (tu są nazwiska, ale ja wymienię tylko daty) z 1958, 1959, 1961, 1965, 1969, 1981 roku. (...)” s. 430.

Kogo zdradzali w tamtych latach oficerowie wywiadu PRL? Jeśli nawet przechodzili na stronę jego wrogów, a więc także wrogów ZSRS, z powodów czysto pragmatycznych, romansowych czy materialnych, a nie patriotycznych, czy ich zdrada była równie znacząca, jak zdrada tych, którzy gorliwie dostarczali protektorom z GRU ważnych informacji z Watykanu lub technologicznych nowinek z amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego? Sławomir Cenckiewicz nie stawia takiego pytania, pisząc: „(...) kierownictwo Pionu Operacyjnego było zmuszone oświadczyć protektorom z GRU, że nie jest w stanie zrealizować zaciągniętych wobec Moskwy zobowiązań w dziedzinie zdobycia zachodnich technologii, wzorców uzbrojenia i sprzętu wojskowego...”. (s. 287)

Niezależnie od przyczyn, które składały się na tę nieudolność, mamy prawo postawić śmiertelnie poważne pytanie, czy była ona zjawiskiem, generalnie rzecz biorąc, korzystnym czy niekorzystnym dla polskiego interesu narodowego. Kiedy czytam, że kapitan „X” z Wydz. VI szefostwa WSW, odpowiadający za ochronę kontrwywiadowczą, zdradził, bo jego „dezercja i wiedza, jaką przekazał Amerykanom, wyrządziła wywiadowi wiele szkody (...) których mimo wdrożonej reorganizacji struktur już nigdy nie udało się odrobić (…)” (s. 431), to nie jestem pewna, czy Polska poniosła w jej wyniku poważne straty czy też straty te były co najmniej względne...

Potrzebne pytania

A może znacznie większą zdradą Polski i Polaków były te działania wojskowych służb specjalnych, które tuż przed i po 1989 r. służyły utrzymaniu władzy w rękach tych samych środowisk, które rządziły niesuwerenną i niedemokratyczną Polską od 1944 r.? Może działania dezorganizujące tworzącą się z wielkim trudem scenę polityczną III RP – korupcja i przejmowanie przez ludzi służb i ich TW biznesu – było zdradą Polaków o poważniejszych konsekwencjach niż byle jakie szpiegowanie dla protektorów z GRU?

Nie jest łatwo zadawać takie pytania i nie jest łatwo na nie odpowiadać, gdy kilkanaście dni temu Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych nie okazał się wspólnym świętem wszystkich Polaków, bo sympatie do PRL, LWP i przyjaźni polsko-radzieckiej okazały się silniejszym spoiwem niż Polska. 

Nie uciekniemy od tego problemu, tak jak nie uciekniemy od pytania, jak odbudować poczucie narodowej wspólnoty w stopniu wystarczającym, by ustalić i zaakceptować, kto był i jest zdrajcą, a kto nim nie był i nie jest także dzisiaj. To są pytania o płk. Ryszarda Kuklińskiego i gen. Wojciecha Jaruzelskiego, o Żołnierzy Wyklętych i oficerów UB, SB, WSW i LWP. Nie jest prawdą, że w tej kwestii panuje dzisiaj w Polsce wystarczający konsens, by możliwe stało się przyjęcie jednolitego stanowiska w tych konkretnych sprawach. Niestety!

Wiarygodny, uczciwy i akceptowany przez zdecydowaną większość narodowej wspólnoty proces o zdradę polskiej racji stanu wciąż nie wydaje się możliwy. Zawsze przecież możemy usłyszeć w pracy, na ulicy i przede wszystkim w mediach: przecież postępowali zgodnie z  własnymi poglądami i własnym rozumieniem polskiej racji stanu, dbając o państwo i polskie interesy najlepiej, jak było to w danej sytuacji możliwe.

A jednak pomimo tych wszystkich wątpliwości i historycznych uwarunkowań zdrada Polski i polskiej racji stanu musi wrócić do naszego kanonu myślenia, jeśli chcemy pozostać narodem i utrzymać własne państwo. Dopóki nie będziemy w stanie nazwać konkretnych zachowań najwyższych przedstawicieli władz naszego państwa, oficerów służb specjalnych czy urzędników administracji publicznej – zdradą – stawiając ich przed Trybunałem Stanu lub wymiarem sprawiedliwości, nie staniemy się w pełni ani narodem, ani obywatelami wolnego, suwerennego i demokratycznego państwa. Najnowszy pomysł polityków Platformy, by zacząć od polityków PiS, jest dowodem, w jak groteskowej sytuacji dzisiaj jesteśmy.



Czym jest zdrada? Dlaczego we współczesnym świecie używanie tego słowa jest coraz częściej piętnowane?

"Gazeta Polska Codziennie" rozpoczęła debatę o zdradzie. Głos w dyskusji zabrali i zabierać będą uczeni, politycy i publicyści. Poniżej znajdą Państwo wszystkie teksty opublikowane dotąd w ramach debaty.


- Ryszard Legutko "Zdrada unieważniona"
- Ryszard Czarnecki "Odwieczna historia zaprzaństwa"
- Zdzisław Krasnodębski "Wielkie słowo"
- Tomasz Sakiewicz "Kosmopolityczne przebranka"
- Andrzej Zybertowicz "Czy zdrada jest słowem tabu"
- Andrzej Waśko "Pocałunek Judasza"

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Rośnie liczba katolików na świecie

Rośnie liczba katolików na świecie

Masakra w dwóch zamachach w Afganistanie

Masakra w dwóch zamachach w Afganistanie

Rodzina Matisse'a wygrała z marszandem

Rodzina Matisse'a wygrała z marszandem

CBA weszło do urzędu miasta i centrum…

CBA weszło do urzędu miasta i centrum…

Jak przyciągnąć inwestorów do Polski?

Jak przyciągnąć inwestorów do Polski?

Rośnie liczba katolików na świecie

/ TheoRivierenlaan/pixabay.com

Obecnie na świeci jest 1,3 miliarda katolików, którzy stanowią prawie 18 procent całej ludności. Te najnowsze dane, pochodzące z 2015 roku, zawarto w ogłoszonym roczniku statystycznym Kościoła katolickiego.

Liczba osób ochrzczonych w porównaniu z 2014 r., z którego pochodzą poprzednie dane, wzrosła o 12,5 miliona.

Statystykę przedstawiła agencja Kongregacji Ewangelizacji Narodów, Fides w związku ze Światowym Dniem Misyjnym, który będzie obchodzony po raz 91. w niedzielę.

Dane te wskazują, że w Afryce mieszka ponad 220 milionów katolików, którzy stanowią prawie jedną piątą ludności. Ich liczba wzrosła o 0,1 procent. W obu Amerykach spośród 980 milionów mieszkańców katolików jest ponad 63 procent (625 milionów). Zanotowano tam nieznaczny spadek o 0,08 proc.

W Azji na 4,3 mld ludzi katolików jest 3,2 procent, czyli 141 milionów. Ich liczba nie zmienia się. O 0,2 procent wzrosła wspólnota chrześcijańska w Oceanii; liczy ona 10 milionów osób.

W Europie zaś, jak zanotowano, rośnie liczba ludności (716 milionów), ale drugi rok z rzędu spada liczba katolików, o około 0,2 procent. Jest ich 285 mln i stanowią niecałe 40 procent wszystkich Europejczyków.

Podczas gdy o 67 wzrosła liczba biskupów na świecie (łącznie 5304), nieznacznie spadła liczba księży. Jest ich ponad 415 tysięcy.

Ponadto w roczniku ogłoszono, że do 216 tysięcy szkół katolickich na świecie chodzi 60 milionów uczniów.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Politycy PiS komentują spotkanie Kaczyński-Duda. „Jest nadzieja na porozumienie”

/ Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Paweł Krajewski

Dziennikarz portalu Niezalezna.pl, specjalizuje się w tematyce politycznej. Wcześniej pracował m.in. w portalu telewizjarepublika.pl.

Kontakt z autorem

– Zarówno w programie Prawa i Sprawiedliwości oraz programie Andrzeja Dudy – który opierał się przecież na naszym programie – jest głęboka reforma sądownictwa i wszystkim nam zależy na tym, żeby ją przeprowadzić. Dlatego myślę, że możemy być optymistyczni – skomentowała dzisiejsze spotkanie prezesa Kaczyńskiego i prezydenta Dudy poseł Joanna Lichocka.

Dziś odbyło się kolejne – czwarte – spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy z prezesem Prawa i Sprawiedliwości Jarosławem Kaczyńskim, które dotyczyło poprawek złożonych przez PiS do projektów prezydenta o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Spotkanie trwało około dwóch godzin. 

Z tego co wiem, atmosfera spotkania była dobra. Rokuje to dobrą przyszłość dla Polski 
– powiedział portalowi Niezalezna.pl Ryszard Terlecki – wicemarszałek sejmu i szef klubu parlamentarnego PiS. Pytany o zastrzeżenia prezydenta do części poprawek, odpowiedział, że nie zna szczegółów sprawy. 

Z wypowiedzi pani rzecznik Beaty Mazurek można wnosić, że spotkanie było udane i wszystko wskazuje na to, że jest nadzieja na porozumienie. Bardzo mnie to cieszy, bo zarówno w programie Prawa i Sprawiedliwości oraz programie Andrzeja Dudy – który opierał się przecież na programie PiS – jest głęboka reforma sądownictwa i wszystkim nam zależy na tym, żeby ją przeprowadzić. Dlatego myślę, że możemy być optymistyczni 
– zaznaczyła w rozmowie z naszym portalem poseł PiS Joanna Lichocka.

Dobrze, że doszło do tego spotkania, ponieważ sporo wyjaśniło. Ważna też była jego atmosfera – dobra, pełna otwartości i otwarcia na dialog. Jest nadzieja, że będziemy działać w tych ważnych, fundamentalnych kwestiach razem 
– podkreślał z kolei europoseł PiS i wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki. 

Na tym polega dialog. Na pewno duża część naszych propozycji ma szanse zyskać uznanie 
– dodał, pytany przez portal Niezalezna.pl o zastrzeżenia prezydenta do części poprawek.

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl