Na nowego świadczeniodawcę wybrano Waldemara Zawodzińskiego. W uzasadnieniu napisano, że zdaniem świadczeniobiorcy jest on „wybitnym realizatorem, a reżyseria operowa zajmuje szczególne miejsce w jego twórczości artysty, (…) co potwierdzają liczne nagrody za reżyserię i scenografię, w tym Złote Maski.”
Co jednak najbardziej istotne, w uzasadnieniu wyboru Zawodzińskiego nie ma informacji, że pełni on w Teatrze Wielkim funkcję dyrektora artystycznego, a jedynie że „dobrze poznał Teatr Wielki w Łodzi, ponieważ przygotował dla niego kilka premier operowych”. Co więcej, jak podają lokalne media, Zawodziński wspólnie z Wojciechem Nowickim, obecnym dyrektorem Wielkiego, od 20 lat pełnią funkcje kierownicze w łódzkich teatrach (m.in. w teatrze im. Jaracza). Na nasze pytania, jakiego okresu dotyczy umowa i czy nie ma w tej sprawie konfliktu interesów polegającego na tym, że osoba pełniąca funkcję dyrektora artystycznego ma jednocześnie „świadczyć usługi” w podobnym zakresie, zajmujący się zamówieniami publicznymi pracownicy teatru skierowali nas… do dyrektora, z którym nie udało się nam skontaktować.
Z zapytaniem w tej sprawie poseł PiS Jan Tomaszewski zwrócił się do Witolda Stępnia, marszałka województwa łódzkiego (teatr podlega pod zarząd województwa łódzkiego). Tomaszewski pyta m.in., na jakiej podstawie zdecydowano się akurat na tę ofertę i czy istnieje cennik przy zamówieniach o działalności twórczej i artystycznej.
– To nie był przetarg. Zamawiający miał możliwość realizacji tego zamówienia przez pana Zawodzińskiego – mówi „Codziennej” Agnieszka Iwanowska z działu zamówień publicznych Teatru Wielkiego. – Jeśli chodzi o świadczenie usług artystycznych, to wiadomo, że do sztuki zatrudnić można Marka Kondrata albo Piotra Nowaka, którego nikt nie zna, więc podjęcie decyzji, kto będzie wybrany, należy do zamawiającego – dodaje.
Jednak jak mówi prawo o zamówieniach publicznych, „dopuszczalność udzielenia zamówienia z wolnej ręki uzależniona jest od istnienia na rynku w danym miejscu i czasie faktycznie jednego wykonawcy, który może wykonać określone zamówienie”. Trudno sobie wyobrazić, że w całym kraju jest tylko jedna osoba, która może „świadczyć” wspomniane usługi.
Swojego oburzenia nie ukrywa poseł Jan Tomaszewski. – Przecież to nie są ich pieniądze, tylko nas wszystkich! To to samo, co z Drzewieckim, Kaplerem i tą gigantyczną premią za stadion – mówi „Codziennej”. – I tym razem też nie odpuszczę – dodaje.
