Bo jedno bez drugiego żyć nie może. Polscy Romeo i Julia w Łatgalii GALERIA

grób Józefa Karnickiego / niezalezna.pl

Pamiętacie historię Romea i Julii? Łatgalska wersja miłości młodych kochanków jest jeszcze bardziej przejmująca. Bardziej, bo tylko on poświęcił życie. Przez głupi przypadek, zrządzenie losu, zupełnie niepotrzebnie. Bardziej, bo ona nie mogła dalej żyć ziemskim życiem i została zakonnicą. Bardziej, bo minuty zadecydowały o tym, że historia, która miała już szczęśliwe zakończenie, stała się tragedią. A wszystko wydarzyło się naprawdę. I to całkiem niedawno.

Bohaterami historii, która rozegrała się w 1838 r. w mieście Krasław (łot. Krāslava) w regionie Łatgalia na wschodzie Łotwy, gdzie znajduje się cenny dla Polaków kamień króla Augusta, kościół św. Ludwika, czy pomnik żołnierzy polskich, którzy zginęli w walce o wolność Łotwy (1919 – 1920), jest polski szlachcic i hrabianka – córka właściciela kompleksu zamkowego odwiedzanego dziś chętnie przez turystów.
 
On – Józef Karnicki – zubożały polski arystokrata. Ona – Emilia Plater (nie ta, inna) – oczko w głowie władających okolicami rodziców.
 

Jak się poznali, nikt nie pamięta. Za to każdy Łatgalczyk z tych stron wie doskonale, jak tragiczny obrót ma opowieść o ich miłości. I nie tylko wie. Wzniesienie, gdzie rozegrał się ostatni akt dramatu, nazwane Wzgórzem Karnickiego, obrosło w legendę i do dziś nowożeńcy przyjeżdżają tutaj na chwilę zadumy po swoim ślubie. Wieść niesie, że dobry Bóg patrząc na bezgraniczne oddanie, które kosztowało kochanka życie, sprawił, iż ze wzgórza wytrysnęło cudowne źródełko. Jego moc jest wielka – każdy, kto się zetknie z wypływającą zeń wodą, będzie kochanym wiecznie.

Wielka ucieczka

Karnicki, choć ubogi, pokochał Platerównę czystą miłością. Uczucie było wzajemne. Młodzi ludzie, nie bacząc na to, że podobny mezalians nie mógł być dobrze widziany przez jej rodzinę, poprzysięgli sobie, że będą żyć razem i nic im nie stanie na przeszkodzie. Ułożyli nawet plan, w który udało im się wciągnąć pomocników. Byli nimi: służąca Emilii (poprzysięgła pomoc w ucieczce) oraz pewien ksiądz (mający udzielić im ślubu).
 
A cały plan nie był skomplikowany. Uciekną, gdy tylko rozpocznie się bal wydany w zamku jej ojca. Gdy hrabia Plater wraz z małżonką będą zabawiać gości, Emilia zapali w oknie świecę na znak, że wszystko idzie po ich myśli. Następnie, niezauważona, wymknie się po drabinie przez to samo okno. Jeśli świeca zgaśnie – mówili sobie – będzie to oznaczało, iż ucieczka jest niemożliwa. Że na nic ich wysiłki.

Widok ze Wzgórza Karnickiego:

fot.: niezalezna.pl

Karnicki w tym czasie rozwój wypadków będzie śledził ze wzgórza, skąd idealnie widać zamkowe okna. Dzisiaj pomiędzy tymi dwoma punktami dramatu sprzed 200 lat rośnie las, zasłaniając widok, jaki miał przed oczami polski szlachcic. Wówczas płonąca świeca była doskonale widoczna. Zatem kiedy Emilia wydostanie się z komnat, przybiegnie do niego i wtedy pomkną, na trzech koniach czekających wraz z nim, do kościoła, by zawrzeć ten jedyny sakrament, jakiego młodzi udzielają sobie przed Bogiem sami, księdza biorąc jedynie na świadka.

Świeca w oknie

Kiedy nadszedł dzień balu wszystko szło po ich myśli. Świeca w oknie migotała ciepłym płomieniem uspakajając Karnickiego, który wpatrzony w jej blask oczekiwał swojej ukochanej. Emilia krzątała się, wyczekując odpowiedniej chwili. Kiedy już była gotowa, kiedy jej szczęściu na przeszkodzie stała jedynie droga dzieląca ją od Józefa, służąca spanikowała. Bojąc się konsekwencji, pobiegła do hrabiego.

Tak też dostojny pan Plater wkroczył na scenę. Tego, jak się zachował, nie spodziewał się nikt, a najmniej sama Emilia. Żeby cały świat się dowiedział, że jego córka jest dorosła i sama decyduje o swoim losie, kazał zapalić świece we wszystkich oknach. Jednak tym dwojgu nie dane było doczekać szczęścia.

Gdy zdziwiona obrotem spraw dziewczyna była już w drodze do swojego Józefa, wiatr wpadł do wnętrza zamku, gasząc naraz wszystkie świece. Zaś Karnicki, nie wiedząc, co się dzieje we włościach Platerów, zobaczył jedno – ciemność. Płomień, a nawet płomienie, zgasły. Ucieczka niemożliwa.

To była ta chwila, której się obawiał. Jego życie było już skończone. Wyjął strzelbę, odbezpieczył kurek… Emilia znalazła go już martwego.
 
W miejscu, gdzie Józef odebrał sobie życie, bo życia bez ukochanej sobie nie wyobrażał, został pochowany. Jako samobójca: w nie święconej ziemi. Na jego grobie stoi mały pomnik, a na nim widnieje napis:

„Panie! Uczyń z sługą swoim według miłosierdzia swego”

fot.: niezalezna.pl

 


Wyjazd do Krasławia zorganizowali: Stowarzyszenie Turystyczne Łatgalskiego Regionu „Ezerzeme” (LRTA) we współpracy z departamentem ds. turystyki Łotewskiej Agencji Inwestycji i Rozwoju (LIAA). Wizytę wsparły dwie, łotewska i polska, państwowe linie lotnicze – Air Baltic i LOT.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Afera wyborcza w Olsztynie: z komisji wyborczej zginęło 399 kart do głosowania!

/ Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

  

W obwodowej komisji wyborczej przy ul. Warszawskiej w Olsztynie zginęło 399 kart do głosowania. "Czy zostały one użyte w wyborach, okaże się po podliczeniu wyników we wszystkich obwodowych komisjach w mieście" - powiedział dyrektor delegatury KBW w Olsztynie Piotr Sarnacki.

Jak poinformował dyrektor olsztyńskiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego Piotr Sarnacki, obwodowa komisja wyborcza w Olsztynie, która pracowała w siedzibie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad przy ul. Warszawskiej, stwierdziła brak 399 kart do głosowania. O sprawie jest już powiadomiona policja, która prowadzi w tej sprawie czynności wyjaśniające oraz komisarz wyborczy. Karty były ostemplowane.

"Na razie trudno stwierdzić, czy karty, których nie ma, zostały użyte w głosowaniu. To się okaże, gdy wszystkie obwodowe komisje w Olsztynie podliczą wyniki. Wtedy będzie można stwierdzić, czy liczba kart wydanych do głosowania i kart wyjętych z urn jest taka sama, czy nie"

- wyjaśnił Sarnacki.

Sarnacki przyznał, że zakładane są dwa scenariusze zdarzenia: że ktoś karty wyniósł z lokalu i ich nie użył, jak i taki, że karty zostały wyniesione i użyte w wyborach. W przypadku tego drugiego scenariusza, prawdopodobnie dojdzie do protestu wyborczego i wówczas sąd zdecyduje, czy miało to wpływ na wynik wyborów, czy nie.

Sarnacki powiedział, że z dotychczasowych ustaleń wynika, iż około godz. 17 przewodnicząca komisji przy ul. Warszawskiej stwierdziła, że "kupka z kartami do głosowania jest jakaś dziwnie mniejsza". Komisja kilka razy przeliczała karty i szukała brakujących, jednak ich nie odnaleziono. W ocenie Sarnackiego brak tylu kart nie może być pomyłką przy ich przeliczaniu. "Czasem dochodzi do sklejenia się dwóch czy trzech kart, ale nie aż tylu" - wyjaśnił dyrektor Krajowego Biura Wyborczego w Olsztynie.

Założono, że karty z komisji wyborczej zostały wyniesione od rana do godz. 17. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl