Szwedzi grali w Sztokholmie, a jakby na wyjeździe. Tysiące migrantów dopingowały... Turcję

szwedzcy kibice / Tomasz Hamrat/ Gazeta Polska

  

Szwedzi prowadzą politykę otwartych drzwi dla imigrantów i kolejny raz odczuli tego skutki. Tym razem chodzi o mecz piłkarskiej Ligi Narodów pomiędzy Szwecją a Turcją. Piłkarze Trzech Koron grali w Sztokholmie przy tak głośnym dopingu, że nie słyszeli własnych myśli. Problem w tym, że dopingowaną drużyną byli... gracze z Turcji.

Na stadionie Friends Arena w stolicy Szwecji większość publiczności stanowili kibice tureccy, lecz nie przyjezdni tylko zamieszkali na stałe w Szwecji. Ten kraj przeżywa prawdziwe oblężenie ze strony migrantów. 

Czułem się jakbym grał w Turcji w kotle tamtejszych kibiców

- powiedział na antenie telewizji SVT Jimmy Durmaz, szwedzki napastnik. Warto dodać, że wypowiadający się piłkarz sam jest pochodzenia turecko-libańskiego.

Victor Claesson próbował usprawiedliwiać szwedzkich fanów, mówiąc, że... nie odpowiadała im godzina meczu, a także dzień tygodnia. Dla kibiców Turcji nie stanowiło to żadnej przeszkody. Zagłuszyli oni fanów gospodarzy, sprawiając, że tureccy gracze czuli się na murawie w Sztokholmie jak u siebie w domu. 

Stadion nie był wypełniony, ponieważ ten dzień tygodnia i późna godzina spotkania 20.45 nie odpowiadał idącym na drugi dzień do pracy, jak również wysokie ceny biletów. Na trybunach przeważali jednak kibice tureccy, dla których mecz musiał być wielkim wydarzeniem, gdyż od początku do końca tak fantastycznie dopingowali swoją drużynę, że szwedzkich kibiców nie było ani widać ani słychać

- mówił szwedzki piłkarz. 

Dziennik "Aftonbladet" skomentował, że Szwecja przegrała nie tylko na boisku, ale też na trybunach. Inne media oceniły, że sytuacja pokazała „nową multikulturową Szwecję”, obraz tak ważny w cieniu wyborów parlamentarnych, które odbyły się dzień wcześniej i w których najważniejszą kwestią była polityka migracyjna.

Najważniejszy był wynik z boiska, a tu Szwedzi też nie mieli powodów do zadowolenia. Turcja wygrała to spotkanie 3:2, być może poniósł ich do tego zwycięstwa doping fanatycznej grupy kibiców. 

Ciężko sobie wyobrazić, by do podobnej sytuacji doszło w Polsce. W naszym kraju nie mamy do czynienia z kontrowersjami dotyczącymi przyjmowania imigrantów, a na arenach sportowych króluje głośny doping dla biało-czerwonych. Nasi kibice potrafią także pokazać wsparcie dla piłkarzy całemu światu, weźmy tylko jeden przykład - mundial w Niemczech sprzed 12 lat i opanowanie stadionu w Gelsenkirchen przez polskich fanów. Piłkarze Ekwadoru mogli się czuć wtedy jak Szwedzi - z tą różnicą, że Szwedzi czuli się tak na własnym stadionie, we własnej stolicy. 

 

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

A ci dalej... jak nie ulica, to zagranica. Schetyna pojechał do Merkel. Po co? Wersji jest wiele

/ twitter.com/SchetynadlaPO

  

Szef Platformy Obywatelskiej udał się z wizytą do Berlina, gdzie spotkał się z kanclerz Niemiec Angelą Merkel. Spotkanie wywołało ogromne kontrowersje w Polsce, biorąc pod uwagę fakt, iż rozmowy miały oscylować wokół tematów, o których na szczeblu bilateralnym powinien dyskutować rząd i jego przedstawiciele, a nie "totalna opozycja". W sieci zawrzało.

Grzegorz Schetyna pojechał dziś do Niemiec, by spotkać się z kanclerz Angelą Merkel. Na Twitterze zamieścił informację, że rozmowy dotyczyły m.in. środków europejskich dla samorządów, Nord Stream 2 czy polityce Unii Europejskiej po wyborach do Parlamentu Europejskiego. Tematy wydają się bardziej poważne. Sęk jednak w tym, że Schetyna... niewiele znaczy w polskiej polityce, jego partia nie jest bowiem przy władzy. Jest za to jednym z liderów "totalnej opozycji", która nie raz ruszała ze skargami na własny kraj do Europy.

Internauci nie pozostawili na Schetynie suchej nitki, zastanawiając się, jakim cudem polityk Platformy Obywatelskiej prowadzi rozmowy na tak wysokim szczeblu i w czyim imieniu tam występuje.

Do sprawy spotkania Schetyny z Merkel odniósł się też dziś marszałek Senatu Stanisław Karczewski.

 - Ciekaw jestem, bo pytali mnie właśnie przedstawiciele Konsultacyjnej Rady Polonijnej, czy będzie Grzegorz Schetyna rozmawiał o nauczaniu języka polskiego w Niemczech, czy będzie rozmawiał o mniejszości polskiej w Niemczech, czy będzie rozmawiał o naszych interesach, czy będzie rozmawiał o interesach PO?" - pytał marszałek Senatu. - Wolałbym i chciałbym, aby zawsze każdy polityk miał i z tyłu i z przodu głowy interes Polski - interes nas Polaków i Polek - dodał.

W swoim stylu spotkanie w Berlinie skomentował też poseł WiS Adam Andruszkiewicz. On nie ma wątpliwości co do tego, jaki był prawdziwy cel wizyty Schetyny w Berlinie.

 

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl