Śmieci w rękach monopolistów

/ mirian357

  

Z założenia rynek odbioru i zagospodarowywania odpadów komunalnych w naszym kraju miał być konkurencyjny. Zaczyna się jednak zamykać. Wprowadzona kilka lat temu tzw. rewolucja śmieciowa nie zdaje egzaminu. Za odbiór śmieci płacimy zaś coraz więcej.

Powstają bowiem niejako „naturalne” monopole, takie, jak samorządowa spółka MPO, podlegająca władzom Warszawy, która zajmuje się zarówno odbiorem śmieci od gospodarstw domowych, firm i instytucji, jak i ich utylizacją. W dodatku - wbrew intencjom ówczesnych władz, wprowadzających w 2013 r. tzw. rewolucję śmieciową - liczba dzikich wysypisk z roku na rok rośnie.

Odpady w jak największym stopniu do utylizacji i recyklingu

Tymczasem śmieci z gospodarstw domowych nie powinny pozostawać niesegregowane, tak, by funkcjonowanie wysypisk (legalnych i - rzecz jasna nielegalnych) straciło rację bytu. Odpady należy bowiem poddawać w jak największym stopniu utylizacji, jak i recyklingowi. Do tego potrzebny jest sprzęt i wypracowanie odpowiedniej strategii. Wg obowiązujących przepisów odpady komunalne nie powinny szkodzić środowisku, poprzez ich recykling lub likwidację. 

Liczba dzikich wysypisk nie maleje

Jednak wyniki tzw. rewolucji śmieciowej, wprowadzonej ustawą z 2013 r., wprowadzającej nakaz systematycznego zwiększania segregacji śmieci i mającej doprowadzić do likwidacji zjawiska masowego pojawiania się dzikich wysypisk w lasach, okazują się odwrotne do zamierzonych. O skali tego niebezpiecznego zjawiska świadczą dane GUS. Liczba ujawnianych - i zlikwidowanych - dzikich wysypisk, wg niedawno opublikowanego raportu tej instytucji („Infrastruktura komunalna w 2016 r.”) wyniosła w 2016 r. w całym kraju niemal 15,3 tys., z czego 87,0% w miastach. Co więcej, w porównaniu z rokiem poprzednim ogólna liczba zlikwidowanych nielegalnych miejsc składowania odpadów komunalnych wzrosła o około 6,8%. Zaś na koniec 2016 r. w Polsce istniało wciąż niemal 2 tys. dzikich wysypisk (tj. o 0,5% mniej niż w roku poprzednim). Szczególnie dużo było ich na wsiach - niemal 1,4 tys., zaś w miastach ponad 570.

Rewolucja śmieciowa - nowy system działa źle

Tzw. rewolucja śmieciowa przyjęła nowy model odbioru śmieci komunalnych i ich zagospodarowywania. Dotąd właściciele domów i mieszkań, firmy czy instytucje podpisywały umowy bezpośrednio z firmami - odbiorcami wytwarzanych odpadów. Zaś gminy kontrolowały działalność tych przedsiębiorstw, tak, by odpady podlegały w jak największym stopniu recyklingowi, a nie trafiały na wysypiska. W tym systemie wytworzył się konkurencyjny rynek. Tymczasem w wyniku „rewolucji śmieciowej” to gmina jest odpowiedzialna zarówno za odbiór, jak i zagospodarowywanie odpadów. 

Nowy system działa jednak źle. Potwierdził to jeden z raportów NIK, który stwierdza m.in., że system odbioru i zagospodarowania odpadów powierzonego gminom nie zdaje egzaminu. Obecnie to gmina organizuje przetargi i podpisuje umowy z ich zwycięzcami na odbiór śmieci z naszych mieszkań. Mieszkańcy tylko mają odpady selekcjonować i dostarczać w określone miejsca (i - w przypadku właścicieli domów - w określonym czasie). Do składowania (i przetwarzania) śmieci gmina wykorzystuje tzw. RIPOK-i (Regionalne Instalacje Przetwarzania Odpadów Komunalnych, mogące powstawać na obszarze zamieszkałym przez co najmniej 120 tys. mieszkańców). 

Obecnie każde gospodarstwo domowe i podmioty prawne płacą opłatę ryczałtową za wytworzone odpady (obecnie ok. 10-20 zł miesięcznie, niezależnie od tego czy są sortowane). Gminy z tego swoistego podatku śmieciowego finansują firmy odbierające odpady. 

Warszawiacy nie mają wpływu na rzeczywiste koszty MPO

Samorządy mają przy tym własne, komunalne spółki działające w tym sektorze, jak np. MPO w Warszawie. To ta ostatnia spółka, działająca w zakresie odbierania odpadów na większości obszaru stolicy, działa, wg naszych informacji, poprzez podwykonawców. W praktyce wygląda to tak, że mieszkańcy Warszawy płacą opłatę śmieciową, ale nie mają wpływu ani na jej wysokość, ani na rzeczywiste koszty funkcjonowania MPO. A władze miasta stają na głowie, by dać zarobić kontrolowanej przez siebie spółce.

Tymczasem rozmaite, prywatne firmy działające w sektorze odbioru i zagospodarowywaniu odpadów wydały wcześniej niemałe kwoty na stworzenie własnych instalacji utylizujących śmieci. Mogą z nich jednak robić coraz mniejszy użytek, bowiem odbiór odpadów zaczęły, tak, jak w Warszawie, monopolizować gminy. 

ZUSOK także w rękach MPO

Będąca własnością miasta warszawska spółka MPO jest obecnie właścicielem zarówno ZUSOK (Zakładu Unieszkodliwiania Stałych Odpadów Komunalnych) na Targówku - instalacji do utylizacji i spalania odpadów, jak i ich odbiorcą od mieszkańców i stołecznych instytucji. Zakład ten ma być wkrótce rozbudowany - ze środków warszawiaków - by umocnić monopol MPO w zakresie zagospodarowania śmieci. Jedynie firmy pracujące jako podwykonawcy tej spółki, odbierające odpady, mogą je transportować do ZUSOK-u. Inne firmy nie mają do tego prawa.

System ten funkcjonuje więc odwrotnie niż w branży energetycznej czy kolejnictwie, gdzie - zgodnie z unijną zasadą - istniejąca infrastruktura musi być udostępniana wszystkim chętnym, działającym na rynku firmom.

W przesłanych nam odpowiedziach na pytania MPO stwierdziło jedynie, że „zgoda na wniesienie ZUSOK do jednoosobowej spółki miasta MPO została wydana 8 września 2011 r. przez Radę Miasta Stołecznego Warszawy”. A ponadto „przepisy prawa nie wprowadzają ograniczeń w zarządzaniu instalacją do przetwarzania odpadów przez firmę, która zajmuje się także odbiorem odpadów (ustawa z 14 grudnia 2012 r. o odpadach oraz ustawy z 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach). Warto zwrócić uwagę, iż w identycznej formule prowadzenia działalności, polegającej na odbiorze odpadów i zarządzaniu instalacją do ich przetwarzania, funkcjonują w Warszawie również inne podmioty zajmujące się gospodarką odpadami”. 

Jednak w praktyce owe „inne podmioty zajmujące się gospodarką odpadami” zostały w ostatnim czasie w praktyce wyeliminowane z rynku warszawskiego przez stołeczne władze faworyzujące własną spółkę (MPO). Nie budziłoby zastrzeżeń, gdyby ta ostatnia spółka zbudowała swą obecną pozycję na zasadach rynkowych. Zrobiła to jednak metodami administracyjnymi. 

Sprawdzają się czarne scenariusze

W opinii ekspertów nie wolno dopuścić do tego, by gminy przejmowały cały rynek odpadów komunalnych. Sytuacja występująca na warszawskim rynku odpadów komunalnych pokazuje, że sprawdzają się czarne scenariusze, których przy wprowadzaniu „rewolucji śmieciowej” nie brano pod uwagę. Wszystko wskazuje na to, że taki sposób wykorzystywania prawa jest niezgodny z intencjami ustawodawcy. Powstające monopole, jak ten z udziałem MPO, sprawiają, że mieszkańcy stolicy (i innych miast) płacą coraz więcej za śmieci. Gdyby do rynku odpadów dopuszczono podmioty prywatne - te z osiąganych zysków inwestowałyby np. w rozmaite innowacyjne technologie. W przypadku MPO trudno zaś mówić o innowacyjności.

W dodatku stan ten utrwala uchwała Rady M.St. Warszawy z 6 lipca ub.r. „w sprawie wyboru sposobu i formy wykonywania zadania własnego m.st. Warszawy polegającego na zagospodarowaniu odpadów komunalnych”. Uchwała, która weszła w życie 15 września ub.r., przewiduje, że zadanie to „wykonywane będzie przez jednoosobową gminną spółkę prawa handlowego”, w domyśle – przez MPO.

Pytani przez nas prawnicy, zwracają uwagę, że oprócz ogólnych przepisów ustawy o samorządzie gminnym w uchwale tej powołano jedynie przepisy ustawy o gospodarce komunalnej, pomijając całkowicie przepisy ustawy (z 13.09.1996 r.) „o utrzymaniu czystości i porządku w gminach”.

Lipcowa uchwała łączyła przy tym w jednych rękach (w domyśle MPO) - jak wynika z uzasadnienia do jej projektu - odbiór i zagospodarowanie odpadów komunalnych Warszawy z rozbudową, utrzymaniem i eksploatacją ZUSOK.

Przywrócić rynkową relację między wytwarzającymi odpady i przedsiębiorcami 

„Za najważniejsze w obecnej sytuacji uważamy przywrócenie rynkowej relacji pomiędzy gospodarstwami domowymi wytwarzającymi odpady i przedsiębiorcami odpowiedzialnymi za ich odbiór i przetwarzanie. Drugim celem korekty powinno być zwiększenie konkurencji pomiędzy przedsiębiorcami sektora gospodarki komunalnej” - napisał w jednym z raportów Instytut Sobieskiego. 

Wg Instytutu w obecnym stanie prawnym jest „brak regulacji prawnych (rozwiązań instytucjonalnych – organizacyjnych i finansowych) umożliwiających samorządowi gminy obniżanie kosztów funkcjonowania systemu odbierania odpadów komunalnych”. Wynika to z faktu, że „przychody pochodzące z obrotu surowcami wtórnymi znajdującymi się w strumieniu odpadów komunalnych nie stanowią dochodu gminnego systemu gospodarowania odpadami komunalnymi, a w konsekwencji nie wpływają na możliwość obniżenia kosztów jego funkcjonowania” - stwierdza IS. 

Polski rynek odpadów komunalnych zbiurokratyzowany i mało konkurencyjny

W jego opinii polski rynek odpadów komunalnych jest zbiurokratyzowany i mało konkurencyjny.

Jeżeli nic się nie zmieni, to ceny, jakie Polacy płacą za wywóz śmieci, mogą wzrosnąć o kolejne 30 proc. 

Co ciekawe, problem rosnących cen za śmieci dostrzegł także Związek Samorządów Polskich, który na początku stycznia br. złożył do UOKiK zawiadomienie o „zbadanie cen odpadów komunalnych”.

Wg ZSP wdrożony w gminach system odbioru odpadów komunalnych „doprowadził (...)do monopolizacji rynku przez podmioty uprawnione do zagospodarowania odpadów i dalej do drastycznego wzrostu cen, który trudno uzasadnić jakimkolwiek obiektywnym czynnikiem mającym wpływ na tak daleko idący wzrost kosztów przez przedsiębiorców”.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

"To jednak tylko drobny cwaniaczek". Tak internauci reagują na dziecinne tłumaczenia Tuska

Donald Tusk / flickr.com/ EU2017EE Estonian Presidency/ creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/

  

Nie milkną echa słów Donalda Tuska, który mówił w sobotę o „pokonaniu współczesnych bolszewików”. A że ta wypowiedź wywołała niemały skandal, dzisiaj szef Rady Europejskiej zamieścił tweeta, w którym tłumaczy, o co mu chodziło. Nie udało mu się jednak przekonać internautów. Zobaczcie, jak reagują!

Jeśli Józef Piłsudski i Lech Wałęsa mogli pokonać bolszewików, a obaj mieli o wiele trudniejszą sytuację niż jest dzisiaj, to dlaczego wy nie mielibyście dać rady pokonać współczesnych bolszewików

- mówił w sobotę w Łodzi były premier, szef Rady Europejskiej Donald Tusk do uczestników Igrzysk Wolności.

Na te słowa była ostra reakcja. Poseł Kukiz’15 Tomasz Rzymkowski stwierdził, że "to haniebne słowa. Moim zdaniem Donald Tusk zaczął już kampanię".

[polecam:https://niezalezna.pl/245208-to-byly-haniebne-slowa-nie-ma-watpliwosci-posel-kukiz3915-takze-tego-ze-tusk-szykuje-sie-na-wybory]

- Nie mogę uwierzyć, że Donald Tusk przyjeżdża do ojczyzny i w przeddzień Święta Niepodległości jedynym jego przesłaniem są słowa o „współczesnych bolszewikach” - napisał na Twitterze szef KPRM Michał Dworczyk.

[polecam:https://niezalezna.pl/245078-o-wspolczesnych-bolszewikach-w-takie-swieto-szef-kprm-w-szoku-po-slowach-tuska]

Natomiast dzisiaj Donald Tusk zamieścił na swoim profilu pewne wyjaśnienie:

[polecam:https://niezalezna.pl/245215-tusk-tlumaczy-sie-ze-slow-o-wspolczesnych-bolszewikach-dziecinna-wymowka]

Internauci nie kryją, co myślą na temat tych skandalicznych słów i tak dziecinnego tłumaczenia. 

Zareagował nawet minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński:

Zobaczcie sami:

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...