Prezes Fundacji Otwarty Dialog usłyszała niewygodne pytania. Krzyczała do dziennikarza: Czy Pan nie rozumie polski język?

  

Reporter programu „Minęła 20” Łukasz Sitek, który próbował uzyskać od prezes Fundacji Otwarty Dialog wyjaśnienia na temat finansowania organizacji spotkał się z ostrą reakcją samej zainteresowanej. Nie chcąc odpowiadać na pytania Lyudmyla Kozlowska zaczęła łamaną polszczyzną pytać dziennikarza: „Czy Pan nie rozumie polski język?”. A wszystko przed kamerami. Film z tego zajścia stał się hitem internetu.

Media informowały już, że Bartosz Kramek z Fundacji Otwarty Dialog jest autorem instrukcji „Niech państwo stanie: wyłączmy rząd!”. Pojawiła się ona w internecie i zawierała informacje co robić, aby obalić polski rząd.
 
Bartosz Kramek jest członkiem rady wspomnianej fundacji. W jej radzie zasiada też mec. Jacek Świeca, biznesowo powiązany z gen. Markiem Dukaczewskim, byłym szefem WSI i prezesem Stowarzyszenia „Sowa”, które zrzesza byłych oficerów WSI. Z kolei prezesem Fundacji Otwarty Dialog jest Lyudmyla Kozlowska, prywatnie żona Kramka.

W rozmowie z reporterem programu „Minęła 20” Bartosz Kramek tłumaczył swoją obecność na kontrmanifestacji organizowanej przez Obywateli RP. Jego zdaniem sytuacja w kraju „idzie w złym kierunku”.

- Znamy to z Ukrainy, Białorusi, Rosji. Demokracja w Polsce jest zagrożona. Przyszedłem na kontrmanifestację Obywateli RP, wspieram ich i czuję się z tego dumny. Ważne jest to, co się dzieje tu i teraz, a teraz demokracja jest zagrożona przez Jarosława Kaczyńskiego – mówił Kramek.

 

Gdy Reporter programu „Minęła 20” Łukasz Sitek zaczął dopytywać o fundusze Fundacji Otwarty Dialog, do rozmowy włączyła się żona Kramka, Lyudmyla Kozlowska.

-  Chcemy wiedzieć skąd te pieniądze pochodzą? - pytał dziennikarz.
- Czy Pan nie rozumie polski język? - odparła łamaną polszczyzną oburzona Kozlowska.
- Doskonale rozumiem – skwitował dziennikarz.

Pytany o działania Kramka i jego żony oraz ich zaangażowanie w antyrządowe protesty, redaktor naczelny tygodnika „Gazeta Polska” podkreśla, że „walczą oni o pokój, jak o pokój walczyli bolszewicy”.

- To są brednie. Gdyby w  Polsce były ograniczenia wolności słowa to Bartosz Kramek nie mógłby mówić tego, co mówi i nie mógłby demonstrować.  Rozczuliła mnie informacja, że mają kontrolę skarbową. Ja kontrolę skarbową mam niemal codziennie w różnych spółkach.  To oczywiste, że trzeba sprawdzić, kto finansuje organizację wzywającą do obalenia polskiego rządu. Państwo musi wiedzieć takie rzeczy Jeśli wszystko jest w porządku, to czego się obawiają?  Ich cel jest jeden. Doprowadzić do skłócenia Polaków i obozu władzy. Jeżeli chodzi o miesięcznice, to odbywały się one od 7 lat. Trzeba być wyjątkową kanalią, żeby komuś przeszkadzała chwila modlitwy. Oni mogą robić to, co robią wcześniej lub później. My od siedmiu lat przychodziliśmy zawsze w to samo miejsce w tym samym czasie – mówił na antenie TVP Info Tomasz Sakiewicz.


 CZYTAJ WIĘCEJ: Kto stoi za Fundacją Otwarty Dialog? Wychodzą na jaw kolejne fakty

 
 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, TVP Info

Tagi

Wczytuję komentarze...

Afera wyborcza w Olsztynie: z komisji wyborczej zginęło 399 kart do głosowania!

/ Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

  

W obwodowej komisji wyborczej przy ul. Warszawskiej w Olsztynie zginęło 399 kart do głosowania. "Czy zostały one użyte w wyborach, okaże się po podliczeniu wyników we wszystkich obwodowych komisjach w mieście" - powiedział dyrektor delegatury KBW w Olsztynie Piotr Sarnacki.

Jak poinformował dyrektor olsztyńskiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego Piotr Sarnacki, obwodowa komisja wyborcza w Olsztynie, która pracowała w siedzibie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad przy ul. Warszawskiej, stwierdziła brak 399 kart do głosowania. O sprawie jest już powiadomiona policja, która prowadzi w tej sprawie czynności wyjaśniające oraz komisarz wyborczy. Karty były ostemplowane.

"Na razie trudno stwierdzić, czy karty, których nie ma, zostały użyte w głosowaniu. To się okaże, gdy wszystkie obwodowe komisje w Olsztynie podliczą wyniki. Wtedy będzie można stwierdzić, czy liczba kart wydanych do głosowania i kart wyjętych z urn jest taka sama, czy nie"

- wyjaśnił Sarnacki.

Sarnacki przyznał, że zakładane są dwa scenariusze zdarzenia: że ktoś karty wyniósł z lokalu i ich nie użył, jak i taki, że karty zostały wyniesione i użyte w wyborach. W przypadku tego drugiego scenariusza, prawdopodobnie dojdzie do protestu wyborczego i wówczas sąd zdecyduje, czy miało to wpływ na wynik wyborów, czy nie.

Sarnacki powiedział, że z dotychczasowych ustaleń wynika, iż około godz. 17 przewodnicząca komisji przy ul. Warszawskiej stwierdziła, że "kupka z kartami do głosowania jest jakaś dziwnie mniejsza". Komisja kilka razy przeliczała karty i szukała brakujących, jednak ich nie odnaleziono. W ocenie Sarnackiego brak tylu kart nie może być pomyłką przy ich przeliczaniu. "Czasem dochodzi do sklejenia się dwóch czy trzech kart, ale nie aż tylu" - wyjaśnił dyrektor Krajowego Biura Wyborczego w Olsztynie.

Założono, że karty z komisji wyborczej zostały wyniesione od rana do godz. 17. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl