Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Pobity przez niemiecką bojówkę

40-letni Rafał Gołuch, gdynianin na co dzień mieszkający na Wyspach Brytyjskich, to jedna z ofiar agresji lewicowych bojówkarzy z Niemiec w czasie Dnia Niepodległości.

Autor:

40-letni Rafał Gołuch, gdynianin na co dzień mieszkający na Wyspach Brytyjskich, to jedna z ofiar agresji lewicowych bojówkarzy z Niemiec w czasie Dnia Niepodległości.

Pan Rafał przyjechał do Warszawy już w czwartek, razem z kilkoma kolegami. Zatrzymali się w hostelu na Nowym Świecie. W Dzień Niepodległości, około godz. 11 rano, zamierzali iść najpierw na śniadanie, a potem dołączyć do Marszu Niepodległości.

- Mieliśmy ze sobą biało–czerwone flagi i szaliki w narodowych barwach – opowiada Rafał Gołuch.

Na Nowym Świecie pan Rafał i jego koledzy zostali znienacka zaatakowani przez grupę niemieckich lewaków. Tych samych, którzy później schowali się przed policją w zajmowanym przez środowisko Krytyki Politycznej lokalu „Nowy Wspaniały Świat”.

- Zaatakowali nas, bijąc pałkami. Niewiele pamiętam, bo dostałem silny cios. Napastnicy byli zamaskowani – relacjonuje Rafał Gołuch.

Mężczyzna z pomocą przypadkowych przechodniów trafił do karetki pogotowia ratunkowego. Dopiero wówczas zainteresowała się nim policja. Został przewieziony do warszawskiego szpitala przy ul. Lindleya.

Rafał Gołuch ma urazy głowy i złamany strop oczodołu. Prawdopodobnie jeszcze do środy 16 listopada będzie musiał zostać na szpitalnym oddziale. Jego koledzy mieli więcej szczęścia. Wrócili już do rodzinnej Gdyni.

- Po Dniu Niepodległości została mi symboliczna pamiątka. Zakrwawiony szalik z orłem w koronie – mówi pan Rafał.

Dodajmy, że Martin Schimidt reprezentujący grupę „niemieckich antyfaszystów”, jak sami się nazywają, oświadczył w niedzielę w Warszawie, że jego koledzy nie uczestniczyli w starciach i chcieli tylko „protestować przeciwko przemocy neofaszystów” na ulicach Warszawy. Jego zdaniem całą winę za piątkowe zamieszki ponosi Obóz Narodowo-Radykalny i Młodzież Wszechpolska.

Fragment rozmowy z Rafałem Gołuchem

- Jak to się stało, że leży Pan w szpitalu?
-
Przyjechaliśmy wieczorem z czwartku na piątek, grupą pięcioosobową na Marsz (...) Rano poszliśmy na miasto zjeść śniadanie. Byliśmy umówieni na spotkanie przed kawiarnią "Krytyki Politycznej". Byłem w szaliku w barwy narodowe. Tam spotkaliśmy grupę 100, może więcej lewaków z Niemiec. Nie byliśmy agresywnie nastawieni, po prostu mijaliśmy ich. Zauważyłem kątem oka, że byli uzbrojeni w metalowe czy drewniane pałki, zamaskowani na czarno. Zaczęli coś krzyczeć po niemiecku. Zorientowaliśmy się, że może być niewesoło, a było nas tylko pięciu. Zaczęliśmy uciekać, oni jednak natychmiast otoczyli nas po drugiej stronie ulicy. Padłem na ziemię, a oni zaczęli mnie bić.

Więcej na temat pobicia Rafała Gołucha w poniedziałkowym numerze "Gazety Polskiej Codziennie"




Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane