Mimo że od protestu Jerzego i Ryszarda Kowalczyków minęło równo 40 lat, widać, jak silne w III RP są wpływy postkomunistów. W grudniu 2010 r. z inicjatywy śp. Anny Walentynowicz i Andrzeja Gwiazdy tablicę ku czci braci Kowalczyków odsłonięto na murze Stoczni Gdańskiej. Prezydent Opola Ryszard Zembaczyński (PO) obiecał wówczas, że w 40. rocznicę wybuchu w auli WSP podobna tablica znajdzie się na tamtejszym ratuszu. Z tej obietnicy jednak się wycofał.
- Nie ośmielił się przeciwstawić środowiskom antykomunistycznym, które nigdy nie odcięły się od zbrodni czasów PRL – przekonuje Wiesław Ukleja, legendarny opolski opozycjonista, przewodniczący Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej.
Obok stowarzyszenia, inicjatorem upamiętnienia czynu Kowalczyków była „Solidarność” Uniwersytetu Opolskiego. Władze tej uczelni odmówiły jednak wsparcia inicjatywy.
W tej sytuacji, w czwartek 6 października tablica została poświęcona w opolskim kościele ojców franciszkanów i będzie czekać na lepsze czasy.
- Jesteśmy zobowiązani do utrzymania pamięci i musimy walczyć o to, by prawda nie została z polskiej historii wymazana. Ostatnie wydarzenia w Opolu mówią wiele o III RP, a tablica niech będzie wyrzutem sumienia dla rządzących, symbolem nadziei na wolność i legalne, demokratyczne polskie państwo – mówi Ukleja.
Zdaniem Patryka Jakiego, lidera samorządowców PiS w Opolu i kandydata do Sejmu, decyzja władz Opola jest skandaliczna.
- Polityczne rachuby zwyciężyły prawdę historyczną – twierdzi Jaki.
- Miejsce tablicy jest na uniwersytecie, bo tam wszystko się wydarzyło. Nie ustaniemy w wysiłkach, aby tam w końcu się znalazła – deklaruje Wiesław Ukleja.

fot. Małgorzata Armo

fot. Małgorzata Armo

fot. Małgorzata Armo