Kanclerz Merkel ostrzega „Nie liczcie na szybkie i spektakularne rozstrzygnięcia problemów Grecji. Politycy Unii i eksperci ostrzegają, że wspólna waluta euro wisi na włosku, a system bankowy Europy jest w złej kondycji. W latach 2007-2010 r. straty europejskich banków sięgnęły 1 bln euro. Komisarz ds. rynków M.Barnier ostrzega, że banki muszą znaleźć dodatkowe pieniądze na własne kapitały, ograniczyć pazerność i ryzykanctwo na koszt podatników i klientów, dokonać wewnętrznej przemiany. Bazylea III zakłada, że banki europejskie będą musiały podnieść kapitały do 2019r. aż o 423 mld euro.
Koszty ratowania całego europejskiego systemu bankowego sięgną 2 bln euro. Bankierzy buntują się coraz gwałtowniej przeciwko ponoszeniu kosztów ratowania bankrutów i samej strefy euro. Prezesi największych europejskich banków knują, potajemnie się spotykają i naradzają licząc potajemnie straty z powodu kryzysu greckiego, które mogą sięgnąć astronomicznych sum rzędu od 20 – 50 mld euro. Zarzewie buntu rozkwitło nawet w samym Europejskim Banku Centralnym. Szef EBC J.C.Trichet ostrzega, że nie będzie tolerował bankructwa Grecji czy Irlandii i skupował obligacji bankrutów, jego zastępca twierdzi, że EBC może być bardzo elastyczne w tej mierze.
Co na to nasze NBP? Cały w skowronkach, prawdziwa oaza spokoju. Przedstawiciele NBP uważają, że gwałtowny wzrost wartości franka jest korzystny dla Polski, bo pomaga eksportowi. Ciekawe czy pomaga też importowi i 700 tys. kredytobiorców. NBP nie obawia się wpływu sytuacji w Grecji czy USA na polską gospodarkę, nie ma podobno obaw o bezpośrednie przełożenie się tej sytuacji na Polskę twierdzi członek zarządu NBP Z.Sokal. Cała Europa się boi, z niepokojem obserwują to Stany Zjednoczone, EBC, MFW i tylko nasza chata skraja „bezpieczna zielona wyspa” w kosmosie.
Polski bank centralny nie widzi ani bezpośredniego zagrożenia jak i negatywnego wpływu na kurs walutowy złotego, ani na polską gospodarkę. NBP twierdzi też, że europejskie stres testy banków były rygorystyczne i wiarygodne, gdy jednocześnie cały świat się z nich śmieje. Eksperci twierdzą, że tym prymusom testów bankowych w Europie będzie potrzeba szybko 50 – 80 mld euro. I są wśród nich duże banki obecne w Polsce. Czyżby NBP nie zauważył komunikatu agencji Bloomberga, że to właśnie złoty należy do walut najbardziej zagrożonych na skutki europejskiego kryzysu, że banki karzą sobie już płacić po 3,60 – 3,70 za franka, a średni spread walutowy waha się dziś pomiędzy 20-25 groszy. Drogi frank i drożejące euro już uderzyło w konsumpcję, która znacząco jeszcze spadnie. Zagranica pomału wycofuje się z GPW w ramach niwelowania strat.
To przecież nowa prognoza NBP zapowiada obniżenie tempa wzrostu polskiego PKB na ten rok jak i 2012 i 2013. Produkcja przemysłowa na eksport, sprzętu elektrycznego spadła aż o 30 proc., maszyn i urządzeń o blisko 12 proc. Czy to mało? Zarówno Grecja jak i sytuacja Irlandii, obligacje krajów PIIGS jak i wartość franka, dolara i euro mają fundamentalny wpływ na stabilność polskiego systemu finansowego, systemu bankowego w Polsce jak i polską gospodarkę. Kto tego nie rozumie błaznuje i lekceważy niebezpieczeństwa, od których aż gęsto w europejskim powietrzu. Przed nami przecież sezon europejskich burz nie tylko w pogodzie, a burze są dla Polski bardzo groźne, jak widać za oknem. Chwilowe uspokojenie na rynku walutowym nie wyklucza gradobicia.
Janusz Szewczak
Główny Ekonomista SKOK