Choć pewne różnice są. O ile w propagandzie PRL zakazane było słowo „strajk”, o tyle teraz, choć cenzury formalnie, instytucjonalnie nie ma, nie wolno pisać o takiej demonstracji, ani że była duża, ani że przebiegła bardzo spokojnie, ani że została świetnie zorganizowana...
Ale ja dzisiaj nie chcę pisać, że po raz kolejny mam poczucie deja vu, po raz kolejny wracam do przeszłości. I nie jest to podróż sentymentalna, ale za to jest smutna.
Chciałem dzisiaj śladem redakcyjnych kolegów – Marcina Wolskiego i Macieja Parowskiego – spróbować sił w tzw. historii alternatywnej. Wyobraźmy sobie, że polska prezydencja w Unii Europejskiej rozpoczyna się – aż strach powiedzieć – pod rządami PiS. Na czele rządu stoi Jarosław Kaczyński, a większość resortów jest w rękach jego ludzi. Europa to akceptuje, bo po rządach Victora Orbana i prezydencji Węgier uważa, że już nic gorszego nie może się jej zdarzyć. Ba, niektórzy już zatęsknili za co prawda twardym, ale przewidywalnym w polityce zagranicznej Kaczyńskim. Jest zupełnie inaczej niż teraz.
Nie ma bączków jako symbolu prezydencji (bączki zresztą się nie kręcą, co skądinąd jest wielką metaforą). Logo prezydencji też nie jest idiotyczne jak obecne. Nie ma koncertu Wojewódzkiego i Materny – w tym czasie Wojewódzki rzuca rasistowskie uwagi w swoich programach, a Materna popija, kefir oczywiście, wraz z kolesiami z komitetu wyborczego Bronisława Komorowskiego. Skoro tego nie ma, to – jakby to ujął Krzysztof Kononowicz –„nie ma niczego”.
Polska ma porządne priorytety. Nie ma ich za dużo, bo Kaczyński nie lubi picu, a wiadomo, że jak jest dużo priorytetów, to nie ma żadnego. Polska ma, jak Węgry, Strategię Dunajską, a Szwedzi Strategię Morza Bałtyckiego – silny priorytet regionalny, dzięki czemu mamy więcej środków z UE i politycznie się wzmacniamy. Prawicowy rząd zadbał o dopłaty dla rolników, które gabinet SLD–PSL wynegocjował tak, że mamy je dwa razy niższe niż Niemcy i Włochy i dwa i pół raza niższe niż Holandia. Po prostu nasz rząd robi swoje, walcząc o polskie interesy, zamiast podlizywać się Frau Merkel i monsieur Sarkozy’emu. Po prostu Kaczyński nie ma ambicji, żeby w 2014 r. być szefem Komisji Europejskiej i dba o interes kraju, a nie poprawia sobie notowań u europejskich polityków.
To jest właśnie historia alternatywna. Przynajmniej do 9 października...