Wszystkie wojny ekologów. O dialogu niemożliwym

José Cruz/ABr; creativecommons.org/licenses/by/3.0/br/deed.en

Jacek Liziniewicz

Dziennikarz „Gazety Polskiej” oraz „Gazety Polskiej Codziennie”. W \"GP\" kieruje działem dotyczącym tematyki środowiska.

Kontakt z autorem

  

Przekop Mierzei Wiślanej, żeglowność polskich rzek i uruchomienie transportu wodnego, energetyka czy chociażby Puszcza Białowieska – to tylko niektóre z pól konfliktu, które dziś wytworzyły się pomiędzy polskim rządem a organizacjami ekologicznymi.

12 października 2007 r. Al Gore odbierał Nagrodę Nobla. Było to docenienie jego wkładu w walkę z procesem zmian klimatycznych. Nagroda przyszła tuż po głośnym filmie „Niewygodna prawda”, który okazał się kasowym sukcesem wyróżnionym nawet Noblem. W produkcji polityk Al Gore przekonuje, że mamy 10 lat, aby odwrócić niekorzystne tendencje, które mają doprowadzić do zagłady ziemi. Dziś dekada ostatniej szansy minęła. Świat dopiero w grudniu 2015 r. w Paryżu zgodził się działać w tej materii, ale i tak porozumienie nie weszło w życie. Teraz jest jeszcze gorzej: na naszych oczach Donald Trump wysadza w powietrze politykę klimatyczną świata i spiera się w tej materii z Angelą Merkel. Czy ekolodzy się więc poddadzą?

„Dwójmyślenie oznacza przede wszystkim umiejętność wyznawania dwóch sprzecznych poglądów i wierzenia w oba naraz. Partyjny inteligent wie, kiedy powinien zmienić swoje wspomnienia, a zatem w pełni się orientuje, że przekręca fakty; równocześnie jednak, dzięki dwójmyśleniu, święcie wierzy, iż prawda nie została pogwałcona. Proces ten musi być świadomy, gdyż inaczej brakowałoby mu precyzji, a zarazem bezwiedny, aby człowiek nie zdawał sobie sprawy z faktu dokonania fałszerstwa, bo to mogłoby wywołać w nim poczucie winy”

– pisał George Orwell w książce „Rok 1984”. Słowa te jak ulał pasują do postępowania ekologów. Chyba nigdzie prawda nie zmienia się tak szybko, a jednocześnie aktywiści trwają w poczuciu swojej nieomylności. Dobrym przykładem jest w tej materii chociażby casus Puszczy Białowieskiej. Zasadniczo każdy ekolog jest przekonany o spowodowanym przez działalność człowieka ociepleniu klimatu. Jednym ze sposobów walki z procesem jest sadzenie lasów i zrównoważona gospodarka leśna. Drzewa bowiem to istotny mechanizm akumulujący dwutlenek węgla z atmosfery. Przy czym najlepiej pochłaniają go w intensywnej fazie wzrostu. Z perspektywy klimatycznej zaś opłaca się wyciąć drzewa w odpowiednim wieku i posadzić nowe, które po krótkim czasie znowu zaczną akumulować CO2. I co postulują polscy ekolodzy? Zaniechanie gospodarki leśnej w PB. Obecnie więc puszcza staje się emitentem CO2, bo trwa tam największa w poznanej historii plaga kornika drukarza i masowe gnicie drzew. Nawiasem mówiąc, ekolodzy wierzą, że gradacje (plagi) owadów spowodowane są… ociepleniem klimatu. Statystyczny aktywista w PB w jednym zdaniu mówi więc, że świerk zanika w wyniku ocieplania się klimatu (czytaj z winy człowieka), a w drugim podkreśla, że PB to ostatni las w Europie, na który człowiek nie miał żadnego wpływu (las naturalny). Zabawne jest również postrzeganie problemu samego kornika. Okazuje się bowiem, że według WWF w Niemczech wycinanie drzew i ich wywózka z lasu to najlepszy sposób walki z jego plagą. WWF w Polsce twierdzi jednak, że w PB nie powinniśmy tego robić, bo nie jest to las gospodarczy. Okazuje się więc, że kornik jednak posiada narodowość.

Więcej w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska".

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

„Fakt” atakuje polskich piłkarzy... bo nie zamknęli się w pokojach po porażce z Senegalem

/ Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

  

Dziennik „Fakt” z niemiecko-szwajcarskiego wydawnictwa Ringier Axel Springer atakuje polskich piłkarzy, który przegrali mecz z reprezentacją Senegalu podczas Mistrzostw Świata w Rosji. - Dostali łomot a humorki dopisują - grzmi tytuł na pierwszej stronie gazety, a obok zdjęcie Arkadiusza Milika, który (o zgrozo!) się uśmiecha. Najwyraźniej według dziennikarzy „Faktu” polska kadra powinna zejść do podziemia i płakać po porażce... aż do następnego meczu.

Dziennik opublikował zdjęcia polskich piłkarzy, którzy po meczu odpoczywali nad hotelowym basenem. Autor tekstu pyta, czy kadra pojechała do Rosji na mundial, czy na wakacje.

Przyczepili się też o to, że nad tym samym basenem wypoczywali inni goście hotelu, a w tym kobiety.

Na terenie hotelowego basenu, na którym odpoczywają Polacy, w środę nie brakowało co najmniej ciekawych widoków. Niedaleko biało-czerwonych rozłożyły się atrakcyjne, młode Rosjanki, na których chętnie oko zawieszali spoglądający z balkonu Maciej Rybus i Bartosz Białkowski

- czytamy w "Fakcie".

Głównie oberwało się Arkadiuszowi Milikowi, który nie dość, że miał czelność się uśmiechać, to jeszcze spotkał się ze swoją dziewczyną. 

Niemiecka gazeta uważa najwyraźniej, że polscy piłkarze powinni pozamykać się w swoich pokojach i płakać w poduszkę, zamiast zapomnieć o przegranej i z nowymi siłami przygotować się jak najlepiej do kolejnego meczu.

Odpowiednio skomentowali ten artykuł internauci.

 

Źródło: fakt24.pl, twitter.com, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl