Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,​Ryszard Czarnecki,
24.09.2016 12:00

Z uchodźcami sam na sam

Właśnie wróciłem z obozów uchodźców w Libanie i Jordanii. Wcześniej byłem w podobnych w Iraku. Byłem zarówno w obozach dla chrześcijan, jak i dla muzułmanów.

Właśnie wróciłem z obozów uchodźców w Libanie i Jordanii. Wcześniej byłem w podobnych w Iraku. Byłem zarówno w obozach dla chrześcijan, jak i dla muzułmanów. Mogę więc zabierać głos w debacie na temat imigrantów w Polsce, mając dużo większą praktyczną wiedzę niż ci, którzy żadnego uchodźcy na oczy nie widzieli, ale zapraszają ich do Polski i pouczają innych, mających odmienne zdanie. Uchodźcy z – w dużej mierze chrześcijańskiego – Mosulu, których spotkałem w Erbilu, stolicy irackiego Kurdystanu, wcale nie chcieli jechać do Europy – chcieli wracać tam, gdzie ich przodkowie mieszkali od dwóch tysięcy lat. A wielu muzułmanów (choć nie wszyscy) chce się przenieść do Europy. W obozach palestyńskich w Libanie, a zwłaszcza syryjskich w Jordanii, jest niewielu młodych mężczyzn. Na pytanie: „Gdzie są?”, słyszę: „Już w Europie”. W jordańskim obozie Azraq, z którego blisko do ogarniętej wojną Syrii, widziałem głównie kobiety i dzieci. A jednak, mimo widocznego braku mężczyzn, jest niebywały wzrost urodzeń. Słyszę, że to dlatego, iż w tej kulturze mężczyzna może mieć trzy, cztery żony… Trzeba tym imigrantom pomagać tam, na miejscu – ale na pewno nie zapraszać ich do nas.

NAJNOWSZE