Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ »

Zełenski: Rosjanie planują zmobilizować 300 tys. żołnierzy. Niepokojące ustalenia portalu "Politico"

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował dzisiaj w Kijowie, że Rosja planuje dodatkowo zmobilizować 300 tysięcy żołnierzy. - Ukraińska linia frontu może załamać się, a rosyjskie wojska mają szansę odnieść sukces na dowolnym kierunku, na którym zdecydują się na dużą ofensywę; jedną z przyczyn tej sytuacji jest niepotrzebne odkładanie mobilizacji przez władze w Kijowie - alarmuje w środę portal Politico

Ukraiński żołnierz
pixabay.com - pixabay.com

"Mogę powiedzieć, że Rosja przygotowuje dodatkową mobilizację 300 tys. żołnierzy. Termin wyznaczono na 1 czerwca" - oświadczył Zełenski, cytowany przez agencję Interfax-Ukraina. Szef państwa przekazał te doniesienia podczas wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Finlandii Alexandrem Stubbem, który przebywa z wizytą w Kijowie.

Zełenski odniósł się również do mobilizacji na Ukrainie.

"Nie mogę powiedzieć niczego na temat dokładnej liczby ludzi, którzy zostaną zmobilizowani. Nie potrzeba nam (jednak) pół miliona"

- ogłosił.

Prezydent pozytywnie ocenił ostatnie działania na rzecz zwiększenia liczby żołnierzy, podjęte przez naczelnego dowódcy ukraińskiej armii gen. Ołeksandra Syrskiego.

"Odpowiednia liczba tych, którzy (jeszcze) nie byli na froncie, znajdzie się na froncie" - zapowiedział szef państwa.

We wtorek Zełenski podpisał ustawę obniżającą wiek osób podlegających mobilizacji z 27 do 25 lat. Rada Najwyższa (parlament) przegłosowała ją pod koniec maja 2023 roku.

Portal "Politico" przekazał doniesienia o możliwości załamania się frontu ukraińskiego na podstawie rozmów z ukraińskimi oficerami wysokiej rangi, w szczególności tymi, którzy służyli na froncie do lutego, czyli w czasie, gdy naczelnym dowódcą Sił Zbrojnych Ukrainy był generał Wałerij Załużny. Obecnie funkcję tę pełni generał Ołeksandr Syrski.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wprost ostrzega, że jeśli w Kongresie USA nie uda się podjąć decyzji w sprawie przekazania Kijowowi pomocy wojskowej o wartości 60 mld dolarów, ukraińskie wojska mogą stopniowo tracić terytoria pod naporem Rosjan. W ocenie głowy państwa zagrożone są nawet duże miasta. Smutna prawda jest jednak taka, że nawet jeśli Waszyngton udzieli wsparcia Kijowowi, nie musi ono okazać się wystarczające - ocenia Politico.

Jak podkreślono, poważne niepowodzenie Ukrainy na froncie, szczególnie podczas kampanii przed wyborami prezydenckimi w USA, zaplanowanymi na listopad, może zwiększyć presję na Kijów ze strony państw zachodnich, by Ukraina podjęła negocjacje pokojowe z Rosją. Według portalu taka sytuacja w oczywisty sposób faworyzowałaby Kreml, ponieważ Moskwa uzyskałaby możliwość wznowienia konfliktu w wybranym przez siebie momencie w przyszłości.

Wiele zależy od tego, gdzie dokładnie nastąpi rosyjska ofensywa, która rozpocznie się prawdopodobnie latem. Obecnie trudno to odgadnąć, bowiem najeźdźcy zintensyfikowali ataki przy pomocy pocisków rakietowych i dronów w wielu miejscach - od Charkowa i Sum na północy po Odessę na południu. Ryzyko przełamania linii frontu istnieje jednak właściwie wszędzie, ponieważ Rosjanie mają znaczną przewagę pod względem liczby żołnierzy i kierowanych bomb lotniczych - zauważyli ukraińscy wojskowi, wypowiadający się dla Politico pod warunkiem zachowania anonimowości.

W ocenie jednego z nich sytuację na korzyść Ukrainy mogą zmienić tylko wytrzymałość wojskowych tego kraju i rosyjskie błędy - takie, jak np. przeprowadzony w nieudolny sposób atak czołgów z 30 marca, zakończony potężnymi stratami. Poleganie na błędach wroga nie jest jednak strategią - zauważył jeden z oficerów.

Według rozmówców portalu zachodnia pomoc dla Ukrainy napływa często w niewłaściwym momencie, ponieważ przeciwnik szybko uczy się skutecznie reagować na nowe wyzwania. Jako przykład podali amerykańskie samoloty wielozadaniowe F-16, które "były potrzebne w roku 2023, a nie 2024".

"Załużny nazywał to +wojną jednej szansy+. Mówiąc to, miał na myśli, że systemy uzbrojenia bardzo szybko stają się zbędne, bowiem są niezwłocznie zwalczane przez Rosjan. Przykładowo, z powodzeniem używaliśmy pocisków manewrujących Storm Shadow i SCALP (dostarczanych przez Wielką Brytanię i Francję), ale tylko przez krótki czas. Rosjanie zawsze się uczą. Nie dają nam drugiej szansy. I odnoszą w tym sukcesy"

- przyznał ukraiński wojskowy.

"W ciągu ostatnich kilku miesięcy zaczęliśmy dostrzegać pociski wystrzeliwane przez Rosjan z miasta Dżankoj na północy Krymu. Nie były wyposażone w głowice bojowe. Nie mogliśmy zrozumieć, co oni robią, ale potem zrozumieliśmy - to pociski wykrywające zasięg (ukraińskich systemów obrony powietrznej). Rosja oblicza (w ten sposób), gdzie najlepiej rozmieścić swoje systemy rakietowe S-400 i radary, aby zmaksymalizować wielkość obszaru, który można (nimi) pokryć w celu zwalczania (samolotów) F-16, aby utrzymywać (te maszyny) z dala od linii frontu i rosyjskich centrów logistycznych" - wyjaśnił rozmówca Politico.

W ocenie ukraińskich oficerów ich kraj potrzebuje obecnie około 4 mln pocisków artyleryjskich i 2 mln dronów bojowych, ale także - a może przede wszystkim - nowych żołnierzy. W tym przypadku przeszkodą są jednak decyzje władz w Kijowie, które unikają mobilizacji na szerszą skalę z przyczyn politycznych, obawiając się wzrostu niezadowolenia społecznego.

Generał Syrski, przekonujący, że liczba personelu może okazać się wystarczająca, wpisuje się w narrację polityków. Mamy nie tylko kryzys wojskowy, ale też polityczny. Tymczasem Rosja właśnie gromadzi zasoby w celu inwazji i będzie gotowa do przeprowadzenia dużego ataku około sierpnia, a może nawet wcześniej - ostrzegły źródła Politico w ukraińskiej armii.

 



Źródło: niezalezna.pl, PAP

 

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Chcesz skomentować tekst? Udostępnij treść i skomentuj w mediach społecznościowych.
dm
Wczytuję ocenę...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo