W tej chwili warunki na dole uniemożliwiają poszukiwania. Mamy pewność, że poszkodowani nie żyją. Tam wciąż jest atmosfera, która grozi wybuchem. Nie możemy tam posłać ratowników. To zbyt ryzykowne. (…) Robimy tamy przeciwwybuchowe. Transportujemy materiał, który jest do tego potrzebny. Stawiamy cztery tamy. Dostarczmy też azot, aby obniżyć poziom tlenu i ugasić ogień
– poinformował szef zmiany ratowników Jaroslav Provazek.
Zdaniem szefa zmiany ratowników, ratownicy będą w stanie dotrzeć do górników nawet dopiero za dwa tygodnie. W akcji uczestniczy 65 ratowników czeskich i 13 polskich z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu.