Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Balcerowicz musiał nagle wyjść. Po pytaniu o finanse

Leszek Balcerowicz, znany Polakom aż za dobrze b. minister finansów, postanowił powiedzieć, co będzie robił dla ukraińskich władz w Kijowie. Nie powiedział jednak, kto mu za to zapłaci.

Leszek Balcerowicz, znany Polakom aż za dobrze b. minister finansów, postanowił powiedzieć, co będzie robił dla ukraińskich władz w Kijowie. Nie powiedział jednak, kto mu za to zapłaci. Tak jak za samolot, na który gdy zobaczył polskich dziennikarzy, bardzo zaczęło się mu spieszyć.

Przypomnijmy: Balcerowicz na Ukrainie będzie współprzewodniczył grupie strategicznych doradców prezydenta Petro Poroszenki i premiera Wołodymyra Hrojsmana. Podczas czwartkowej konferencji Balcerowicz stwierdził, że na Ukrainie „zaczyna się wzrost ekonomiczny” i nawet się przedłuży, „jeśli tylko będą wprowadzane reformy”. Przedstawił również swoją ekipę. Będzie w niej Mirosław Czech i znany doskonale czytelnikom „Gazety Polskiej”, „wybitny specjalista od spraw lotnictwa” Jerzy Miller. Ten ostatni ma odpowiadać za reformę ukraińskiej administracji.

Były polski „reformator” nie do końca wyjaśnił, jak chce prywatyzować to, co na Ukrainie jeszcze nie jest rozkradzione, ale na wszelki wypadek stwierdził, że nie tylko on mówi o prywatyzacji. Zapowiedział jednak eliminację przywilejów dla oligarchów i wzmocnienie małych i średnich przedsiębiorstw.

Nawiązując do tego Ivan Mikloš, b. minister finansów Słowacji, dodał, że wymaga to „przejrzystości procedur przetargowych i otwartości”. Na pytanie ukraińskiego dziennikarza, czy zagraniczni panowie nie wpadają w pewien konflikt interesów – no bo przecież Ukraina jest konkurentem dla Słowacji i Polski – Miklos stwierdził, że „sukces Ukrainy będzie dla jej sąsiadów jedynie pozytywem”. Mikloš nie zapomniał także pochwalić ukraińskich władz za podwyżki opłat komunalnych. Stwierdził, że to, iż opłaty podniesiono o więcej, niż chciał tego Międzynarodowy Fundusz Walutowy, świadczy tylko o tym, że Ukraińcy reformują dla siebie, a nie pod dyktando innych.

Szkoda, że zagraniczni doradcy nie słyszą, jak to komentują sami Ukraińcy. Być może dla ukraińskich polityków to lepiej, że tamtejsze społeczeństwo nie wie, iż MFW chciał mniej podwyższać opłaty niż ich rodzimi politycy. Co ciekawe, Balcerowicz skrytykował ukraiński rząd, który na modłę Putina postanowił urządzić telewizyjne show w postaci transmisji własnych obrad. Może to i dobrze, szkoda tylko że nie wspomniał przy tym o śmieszności walki z korupcją we współdziałaniu z ukraińskimi oligarchami. A tak to się zapowiada.

Na uwagę zasługuje także fakt, że panowie doradcy wypowiadali się po rosyjsku. Sam Balcerowicz na pytanie, czy zamierza uczyć się ukraińskiego, stwierdził, bardzo zresztą „dyplomatycznie”, że „przecież 60 proc. Ukraińców mówi po rosyjsku”. To prawda, a jeśli spojrzeć na okupowany przez Rosję Krym i Donbas, to pewnie ten procent jest jeszcze większy.

Gdy zadałem Balcerowiczowi zasadne pytanie – kto finansuje działalność jego i jego kolegów – widać było zdenerwowanie b. wicepremiera. Zaczął mówić, o tym że „wzajemnie się finansują”, Mikloš dodał, że „liczą na międzynarodowych sponsorów”. Cóż, to bardzo przejrzyste.

Konferencja prasowa w Kijowie, podczas której pytałem Balcerowicza o jego działalność, musiała bardzo zdenerwować tego byłego pracownika Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR. Ze spotkania wybiegł, nie chcąc odpowiadać na dalsze pytania polskiego dziennikarza (czyli moje), zresztą przed ukraińskimi dziennikarzami też uciekł. Ponoć na samolot. Zapewne sfinansowany w ramach wzajemnej pomocy. Bratniej.

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Świat