Dziś publikujemy fragment tekstu o Grodnie - mieście nierozerwalnie związanym z polską historię. To tu obradowały sejmy Rzeczpospolitej, w tym ostatni, zwany grodzieńskim. To trwały w 1939 r. zacięte i bohaterskie walki Polaków z przeważającymi siłami Armii Czerwonej.
Zachęcamy jednocześnie do odwiedzin strony internetowej czasopisma poznaj-swiat.pl.
KRÓTKA WYCIECZKA ZA SZLABAN
Paweł Kaliński
Jazda „Przemytnikiem” z Kuźnicy to jeden z najłatwiejszych sposobów dotarcia na Białoruś. Gdy więc dostaniemy wizę, bez której nie ma co marzyć o podróży za wschodnią granicę, trzeba po prostu wsiąść do pociągu i jechać. Podróż do Grodna trwa około godziny.
Kiedyś było codzienne połączenie Warszawa–Grodno, ale to już tylko wspomnienie. Potem z Kuźnicy kursowały dziennie cztery pociągi – dziś pozostały tylko dwa. Trudno więc zaplanować podróż z odleglejszego miasta. Ale z kilkoma przesiadkami i dłuższym czekaniem na dworcach można tam jakoś dotrzeć.
Wsiąść do pociągu byle jakiego
Międzynarodowy pociąg Kuźnica–Grodno, zwany popularnie „Przemytnikiem”, to zwykły, elektryczny skład podmiejski. Stare, zniszczone wagony noszą w środku dramatyczne ślady rozkręcania i skręcania – przez celników i przemytników. Ci ostatni, jadący z Grodna, pakują do schowków spirytus i papierosy; ci pierwsi, jakoś dziwnie rzadko znajdują większe tego ilości.
Z Kuźnicy do Grodna jest ledwie 25 km. Mijamy polską granicę i niedługo potem stajemy. Białoruscy pogranicznicy sprawdzają dach i spód wagonów, zaglądają wszędzie, gdzie można. I znów ruszamy. Jeszcze tylko przejazd przez most na Niemnie i już jest stacja w Grodnie, gdzie trzeba stanąć w kolejce do kontroli paszportów i do celnika. Po polskiej stronie wszystko załatwiane jest w pociągu, no ale tutaj jest inaczej.
Odprawa trochę trwa, za to po wyjściu z dworca jesteśmy już w samym centrum. Potrzeba zaledwie dziesięciu minut, by dotrzeć na Stare Miasto. Nieopodal znajduje się polski konsulat, a obok niego budynek, w którym mieszczą się różne, legalne lub nie, białoruskie organizacje opozycyjne oraz siedziba, nieuznawanego przez władze, Związku Polaków na Białorusi.
Miasto królów
Grodno to jedno z najstarszych miast dawnej Rzeczypospolitej – po raz pierwszy wspominała o nim, w 1128 r., ruska kronika „Powieść minionych lat”. Już krótki spacer po nim pokazuje, że jest to dawne miasto królów. Tu chętnie pomieszkiwał Stefan Batory i tu, od 1673 r., obradował co trzeci Sejm, dzięki czemu miasto stało się „trzecią stolicą Rzeczypospolitej”. Wiążą się z nim, niestety, i tragiczne epizody naszej historii: tutaj zebrał się Sejm zatwierdzający II rozbiór Polski, w Grodnie też, w 1795 r., abdykował król Stanisław August. Przez wieki było to miasto przesiąknięte polską kulturą. Można wyliczać znanych i wybitnych jego mieszkańców, poczynając od św. Kazimierza, syna króla Kazimierza Jagiellończyka, a na Elizie Orzeszkowej kończąc.
Wchodzimy w jedną z małych uliczek kierujących nas do zamku Stefana Batorego – tu nazywanego „Starym Zamkiem” oraz do pałacu wybudowanego przez Stanisława Augusta – nazywanego „Nowym”. Pałac jest zamknięty dla zwiedzających, ale można wejść do zamku, w którym znajduje się muzeum historyczne i przyrodnicze. Historia tam prezentowana jest oczywiście w wersji białoruskiej, ale jeśli wiemy cokolwiek o dawnej Rzeczypospolitej, można po prostu pominąć napisy na tabliczkach i uważnie postudiować eksponaty. A warto.
Całość artykułu w miesięczniku "Poznaj Świat"
Zachęcamy naszych Czytelników do odwiedzin strony Poznaj-Swiat.pl
