Zdaniem Gorbaczowa Putin nie powinien kandydować na prezydenta Rosji.
"Niepokoi mnie to, co robią partia Jedna Rosja, której przywódcą jest Putin, oraz rząd – chcą utrzymać status quo, żaden krok naprzód nie jest możliwy. Przeciwnie, ciągną nas z powrotem w przeszłość, podczas gdy kraj pilnie potrzebuje modernizacji. Jedna Rosja przypomina mi niekiedy starą KPZR" - powiedział Gorbaczow w wywiadzie, opublikowanym w związku z 20. rocznicą nieudanego puczu Janajewa z 19 sierpnia 1991 r., który miał
zatrzymać proces reform i rozpadu ZSRR.
Zdaniem Gorbaczowa premier Rosji Władimir Putin chce pozostać przy władzy, ale nie po to, by rozwiązać problemy kraju.
"Naród nie jest pytany o zdanie, partie są marionetkami reżimu. (...) Nie dopuszcza się też nowych partii (do wyborów)" - ocenił. Jak dodał, prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew jest "człowiekiem na poziomie i zbiera doświadczenia".
"Potrzebuje jednak sił, na których może się oprzeć" - powiedział Gorbaczow. W jego opinii uda się przeforsować demokrację w Rosji, choć będzie to trudne. - "Nie będzie dyktatury, możliwe są autorytarne nawroty, bo - jak się wydaje - mamy za sobą dopiero połowę drogi" - ocenił.
Gorbaczow przyznał również, że popełnił błędy w okresie przełomu w d. ZSRR. Potwierdził m.in., że ówczesny prezydent USA George Bush zadzwonił do niego i ostrzegł go przed planowanym puczem przeciwników pierestrojki, podając nawet nazwiska spiskowców. Gorbaczow jednak nie uwierzył, że do puczu dojdzie.
"Myślałem, że musieliby być idiotami, by w takim momencie grać va banque (...). Ale niestety naprawdę byli to idioci. Wszystko zniszczyli. A my okazaliśmy się pół-idiotami, również ja. Po tych wszystkich latach byłem znużony, zmęczony do granic. Ale nie powinienem był wtedy wyjeżdżać (na urlop na Krym - PAP). To był błąd" - powiedział.
Przyznał również, że niewłaściwie postąpił z późniejszym prezydentem Rosji Borysem Jelcynem, ściągając go, jeszcze jako działacza KPZR, do Moskwy z dzisiejszego Jekaterynburga.
"Strasznie kochał władzę, był butny, żądny sławy i władczy. Zawsze uważał, że jest niedoceniany, wiecznie był obrażony. Należało go wysłać na ambasadora do jakiejś republiki bananowej, gdzie mógłby w spokoju palić fajkę wodną" - powiedział 80-letni Gorbaczow.