Maja Chwalińska do tegorocznego Rolanda Garrosa przystępowała będąc 114 rakietą w rankingu WTA. Polka nie odnosiła dotychczas większych sukcesów, a w związku z tym nie zarabiała na korcie zbyt wielkich pieniędzy. Chwalińska występuje w strojach różnych firm, bo nie ma sponsorów, a zorganizowanie zakwaterowania czy przelotu na kolejne zawody często wiązało się w jej przypadku z pewnymi wyrzeczeniami.
Trudna droga Chwalińskiej do paryskiego finału
Teraz, gdy 24-letnia tenisistka niespodziewanie dotarła do finału Roland Garros sytuacja diametralnie się zmieni, a menadżer Chwalińskiej przyznaje, że kamień spadł mu z serca.
Nie mam słów, bo tyle razy byłem na skraju załamania nerwowego, żeby to wyszło... Po prostu chciałem rundę, dwie, żeby żyć normalnie. Żeby nie chodzić i nie prosić o przetrwanie
- przyznał drżącym głosem Piotr Szczypka w rozmowie z Eurosportem.
Mocne, poruszające, przyprawiające o dreszcze 🥺
Zupełnie rozbity Piotr Szczypka, menedżer Mai Chwalińskiej, o sportowym, finansowym i po prostu życiowym wymiarze tego sukcesu 🗣️
WARTO WIERZYĆ 👊#RolandGarros #RG2026 #JazdaMaja pic.twitter.com/42fkrxfIhU — Eurosport Polska (@Eurosport_PL) June 4, 2026
"Teraz ze mnie wszystko schodzi, bo wziąłem za dużo na plecy. Chyba pójdę na kolanach do Częstochowy, bo nie wiem, co mam powiedzieć" - dodał menadżer polskiej tenisistki.
Maja Chwalińska w sobotę o godzinie 15 zagra z rosyjską tenisistką Mirrą Andriejewą w finale Roland Garros. Już teraz zarobiła na paryskich kortach 1,4 miliona euro, więc o sprawy egzystencjalne sztab tenisistki raczej nie będzie się musiał długo martwić.