Drużyna Mauricio Pochettino rozpoczęła turniej imponująco, wygrywając z Paragwajem 4:1 i Australią 2:0. Porażka z Turcją (2:3) w ostatnim meczu grupowym nie miała wpływu na jej pozycję – Amerykanie zajęli pierwsze miejsce i trafili na Bośnię i Hercegowinę, która po raz pierwszy w historii awansowała do fazy pucharowej.
Awans gospodarzy
W starciu o 1/16 finału gospodarze długo bili głową w mur, próbując sforsować szczelną defensywę rywali. Dopiero tuż przed przerwą Folarin Balogun zdobył swojego trzeciego gola w turnieju. W drugiej połowie napastnik AS Monaco został jednak usunięty z boiska po analizie VAR, gdy przypadkowo nadepnął na staw skokowy przeciwnika.
Gra Amerykanów nieco się zmieniła, ale Bośniacy nie byli w stanie odwrócić losów spotkania. W 82. minucie Malik Tillman podwyższył wynik efektownym strzałem z rzutu wolnego.
To pierwsze zwycięstwo USA nad europejskim rywalem na MŚ od wygranej z Portugalią w 2002 roku. W międzyczasie Amerykanie zanotowali 13 takich meczów bez triumfu.
Jestem niesamowicie dumny z moich zawodników
- podkreślił Pochettino.
Dreszczowiec na mundialu
Rywalem USA w 1/8 finału będzie Belgia. „Czerwone Diabły” powtórzyły wyczyn z 2018 roku, kiedy odrobiły dwubramkową stratę z Japonią. Tym razem Senegal prowadził 2:0 do 86. minuty, m.in. po czwartym trafieniu Ismaili Sarra.
W końcówce Romelu Lukaku zdobył swojego 92. gola w kadrze, a po błędzie bramkarza Senegalu Youre Tielemans doprowadził do dogrywki. W niej Belgowie wywalczyli rzut karny po analizie VAR, a Tielemans – poszkodowany w tej sytuacji – pewnie wykorzystał jedenastkę.
Dopóki się wierzy, w futbolu wszystko jest możliwe
- zaznaczył francuski szkoleniowiec Belgii Rudi Garcia, który ocenił, że kluczowy był pierwszy gol dla jego drużyny.