Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Sport

Powrót Arkadiusza Milika. To niesłychane ile Polak nie grał w Juventusie

Trapiony kontuzjami Arkadiusz Milik wraca do kadry Juventusu. Polski napastnik znalazł się w szerokim składzie na mecz Serie A z Udinese i w sobotni wieczór może zagrać w barwach Juve po raz pierwszy od...niemal dwóch lat.

Arkadiusz Milik po raz pierwszy od grudnia ubiegłego roku roku znalazł się w kadrze Juventusu na ligowy mecz z Udinese. Dla 32‑letniego napastnika może to być symboliczny i długo wyczekiwany powrót na boisko po serii poważnych kontuzji, które wykluczyły go z gry na niemal 600 dni. Trener Luciano Spalletti uznał, że Polak jest gotowy, by ponownie rywalizować w Serie A.

Dwa lata przerwy i seria kontuzji Milika

Ostatni oficjalny występ Milika miał miejsce w czerwcu 2024 roku w meczu towarzyskim reprezentacji Polski z Ukrainą. To właśnie wtedy doznał urazu kolana, który zapoczątkował najtrudniejszy okres w jego karierze. Rehabilitacja była wielokrotnie przerywana kolejnymi problemami zdrowotnymi — najpierw kolano, później urazy uda i łydki. Włoskie media podkreślały, że każdy powrót do treningów kończył się kolejnym pechem, co wydłużało absencję Polaka do niespotykanego w jego karierze poziomu.

W grudniu 2025 roku Milik pojawił się już na ławce rezerwowych Juventusu, jednak nie doczekał się wejścia na boisko. Niedługo później ponownie wypadł z gry. Dopiero ostatnie tygodnie przyniosły przełom — Polak wrócił do pełnych treningów i prezentował się na tyle dobrze, że sztab szkoleniowy zdecydował się włączyć go do kadry meczowej.

Trener Luciano Spalletti potwierdził, że Milik jest gotowy do gry i może otrzymać pierwsze minuty od blisko dwóch lat. Co istotne, w kadrze zabrakło Dusana Vlahovicia, co dodatkowo zwiększa szanse Polaka na występ. Włoskie media określają powołanie Milika jako „przełomowe” i „symboliczne”, podkreślając, że Juventus od dawna czekał na jego pełną dyspozycyjność.

Źródło: pap, niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej