Baloniarstwo to nie tylko jedna z najbardziej efektownych i ekskluzywnych, ale przede wszystkim najbezpieczniejszych dziedzin lotnictwa. Przełomowa dla rozwoju tej dyscypliny w naszym kraju, okazała się data 10 maja 1794 roku. Wtedy w ogrodzie Foksal, Francuz Jean – Pierre Blanchard, wynalazca i pionier lotnictwa, wzniósł się balonem na wysokość dwóch tysięcy metrów i przebywał w powietrzu przez 45 minut. Jego popis oklaskiwał wówczas król August Poniatowski. Dziś polscy piloci współtworzą piękną historię prestiżowych zawodów o Puchar Gordona – Bennetta, a loty balonem to dla wielu entuzjastów nie tylko hobby, ale sposób na życie.
- Obecnie pod egidą Aeroklubu Polskiego działa u nas 21 klubów balonowych. Jest w nich zrzeszonych 50 pilotów sportowych. Rywalizują w zawodach rankingowych, o tytuł najlepszego pilota roku, o Puchar Polski i w mistrzostwach kraju. Co dwa lata, naprzemiennie, odbywają się również mistrzostwa świata i Europy
- opowiada „Niezależnej.pl” Arkadiusz Iwański. Wicemistrz Polski i przewodniczący komisji balonowej Aeroklubu Polskiego.
Balon jak samochód klasy premium
Iwański łączy pasję latania z biznesem balonowym. Jego firma prowadzi min. kursy licencyjne. - By ubiegać się o prawo do sterowania balonem należy mieć ukończone 14 lat i zgodę rodziców. Licencja wydawana jest po ukończeniu 16-tego roku życia. A najstarszy amator latania był blisko sześćdziesiątki. Potrzebne są oczywiście badania lekarskie. Kurs kończy się egzaminem teoretycznym i praktycznym. Trzeba mieć wylatane od 12 do 16 godzin. Koszt szkolenia, to np. w mojej firmie kilkanaście tysięcy złotych. Prowadzimy zajęcia w okolicach Torunia i Włocławka. W tych okolicach widok z gondoli, zapiera dech w piersiach - zapewnia pan Arkadiusz.
Marzenia o powietrznych podróżach może storpedować cena sprzętu. Kupno nowego balonu to wydatek rzędu 200 tysięcy złotych.
- Spokojnie... Jak ktoś zrobi prawo jazdy, to raczej nie wsiada od razu do nowego, dobrze wyposażonego samochodu, tylko nabiera praktyki w skromniejszym pojeździe. Podobnie jest z balonami. Używany można kupić już za sto tysięcy, zaś koszt samej czaszy zaczyna się już od 30 tysięcy. Ci, którzy nie cierpią na nadmiar gotówki, zawsze mogą wypożyczyć sprzęt w klubie
- doradza Arkadiusz Iwański.
Iwańskiego miłością do przestworzy zaraził ojciec. Spadochroniarz i pilot szybowca w każdej wolnej chwili zabierał małego Arka na lotnisko. Chłopiec dorastał w kulcie do latających maszyn. - Kiedy miałem więcej świadomości, dotarło do mnie, że szybowce i samoloty są niebezpieczne. Nie ukrywam – zacząłem się bać latania – zdradza – pilot. - W wieku 14 lat wróciłem na lotnisko i zakochałem się w balonach. Wyglądały pięknie, majestatycznie. Miały w sobie jakąś magię. Od zauroczenia do działania tylko jeden krok, więc jak tylko skończyłem 15 lat, za zgodą rodziców, zapisałem się na kurs – dodaje pan Arek.
Sezon baloniarski w Polsce trwa w zasadzie cały rok. Oczywiście, wszystko zależy od pogody, ale jeśli tylko siła wiatru jest odpowiednia, można latać bez przeszkód przez 12 miesięcy. Natomiast zawody sportowe rozgrywane są od kwietnia do końca października. Jeśli piloci staną na starcie 1 listopada, to od tej daty wyniki zalicza się już do nowej edycji.
Balon jest aerostatem bez napędu i sunie w powietrzu wyłącznie z prędkością i kierunkiem wiatru. Unosi się dzięki gazowi lżejszemu od powietrza (hel, wodór). Najpopularniejszym rodzajem balonu w Polsce jednak jest ten na rozgrzane powietrze. Jego wielką zaletą jest mobilność. Cztery osoby mogą go złożyć i rozłożyć w czasie od 15 minut do pół godziny. Do startu wystarczy łąka o powierzchni 30 na 30 metrów kwadratowych. Można nim podróżować nawet przez kilka godzin.
Inny rodzaj statku powietrznego to balon gazowy. Długodystansowy. Może przebywać w powietrzu nawet kilkadziesiąt godzin. Właśnie takie balony biorą udział w najbardziej prestiżowych zawodach na świecie o Puchar Gordona – Bennetta, które w sierpniu odbędą się w naszym kraju. Ich dyrektorem organizacyjnym jest właśnie Arkadiusz Iwański. Z tą prestiżową imprezą mocno związana jest Gazeta Polska, która w okresie międzywojennym była głównym patronem medialnym i fundatorem pucharu dla zwycięskiego duetu.
W przestworza bez kasy
Baloniarstwo w polskim wydaniu to sport głównie amatorski. Zazwyczaj się do niego dokłada. Na jakiekolwiek zarobki można liczyć okazjonalnie.
- Dlatego wielu pilotów łączy hobby z pracą. Zakładamy firmy wynajmujące i sprzedające balony, organizujące kursy i szkolenia. Wynajmujemy czaszę na powierzchnie reklamowe. Nagrody za wygrane zawody to rzecz mocno... względna. Zależy od budżetu, sponsorów, itd. Pamiętam edycję Pucharu Gordona – Bennetta, gdzie najlepsza para pilotów otrzymała 10 tysięcy euro do podziału. Ale były też lata, gdzie triumf był nagradzany... uściskiem dłoni organizatorów. Ale tu nie chodzi o chęć zysku. Najważniejsza jest miłość do latania, ten pęd wiatru na twarzy. Wolność... - uśmiecha się Arkadiusz Iwański.
By lepiej poznać specyfikę tego sportu, nie trzeba się od razu zapisywać na kurs. Pierwszym krokiem w zauroczeniu tą formą spędzania czasu, może być lot turystyczny. Koszt godzinnego lotu wokół Warszawy to około pięćset złotych od osoby. Im więcej podróżujących w gondoli, tym koszty są oczywiście mniejsze. Cóż jednak znaczą pieniądze wobec miłości. Bo po takiej podróży, zauroczenie tym wyjątkowym sportem jest murowane.