Wystarczył tydzień, aby w karierze 21-latka wszystko stanęło na głowie. Cała historia wydarzyła się w Paryżu podczas turnieju ATP Masters 1000. – Osiągnąłem coś niezwykłego. Gdyby ktoś w miniony poniedziałek powiedział mi, że zagram z Ferrerem w finale, tobym go wyśmiał. Przecież swój start w Paryżu zaczynałem od eliminacji. Pojechałem tam jako 69. tenisista świata. Zawody w hali Bercy należą do najbardziej prestiżowych na świecie. Jeśli przyjrzymy się, jacy zawodnicy docierali do finałów, to praktycznie za każdym razem obracało się to w gronie sześciu nazwisk – mówił w poniedziałek Janowicz. Młody łodzianin sprawiał wrażenie, jakby jeszcze nie docierało do niego to, co miało miejsce w minionym tygodniu. – To wszystko jest jak sen. Faktycznie marzenia się spełniają, choć to wszystko dzieje się w niesamowitym tempie, trochę jednak zaskakującym – dodał.
Spotkanie z dziennikarzami na warszawskim Okęciu nie trwało długo, zaledwie kilkanaście minut. – Wybaczcie, jestem potwornie zmęczony. Spałem tylko 40 min w samolocie. Świętowałem! Ale, jak to wyglądało, to jednak niech pozostanie moją tajemnicą. Szczegółów nie będę zdradzał – śmiał się.
To piękne zakończenie niesamowitego roku. Jeszcze 12 miesięcy temu sytuacja Janowicza była bardzo trudna. Jego matka Anna Szalbot-Janowicz przyznała, że mimo potężnych problemów finansowych, nie mieli chwil zwątpienia. – Wiadomo, że tenis to bardzo drogi sport. A do 18. roku życia Jerzego razem z mężem w całości finansowaliśmy jego rozwój. Nie zdawaliśmy sobie jednak sprawy, że w tenisie są potrzebne aż tak wysokie nakłady finansowe. Nasze pieniądze skończyły się trzy lata temu, kiedy Jerzy wrócił z US Open. Nasza cierpliwość i upór sprawiły, że udało się kontynuować karierę naszego syna.
Brak funduszy spowodował, że Janowicza zabrakło w Australian Open. – Jeżeli zawodnik ma możliwość pojechania na tak prestiżowe zawody, a finanse na to nie pozwalają, to faktycznie można się załamać. Było to dołujące i zniechęcające. Na szczęście zadziałało to na mnie w odwrotny sposób. Pamiętam, jak podczas konferencji prasowej przed meczem Pucharu Davisa z Madagaskarem zapowiedziałem, że za wszelką cenę awansuję do pierwszej setki rankingu. A byłem wtedy na 240. miejscu – wspomina zawodnik, który obecnie zajmuje 26. miejsce w rankingu ATP.
Dzięki sukcesowi w Paryżu wszystkie te historie odejdą do lamusa. Za sukces w hali Bercy Janowicz zainkasował blisko milion złotych. Takiej nagrody nie dostał jeszcze nigdy żaden polski tenisista. – Cieszę się niezmiernie, bo dzięki temu nie będę musiał już martwić się, czy wystarczy mi na samolot do Australii czy Stanów. Jeden wyjazd na Wielki Szlem to wydatek przynajmniej 30 tys. zł – kontynuował Janowicz.
Cel na najbliższy sezon to utrzymanie miejsca w pierwszej 30 rankingu ATP. A to nie będzie zadanie łatwe. – Wiem, że teraz będę rozstawionym zawodnikiem, ale kompletnie nie mam pojęcia, jak na to zareaguję. Jeszcze nie zdążyłem porządnie ochłonąć po tym, co wydarzyło się w Paryżu. Mam jednak chłodną głowę i wiem, co chcę osiągnąć – dodał.
Wspaniała gra Janowicza odbiła się echem na całym świecie. Postawę Polaka docenił także Roger Federrer, zdobywca 17 tytułów wielkoszlemowych. – Gratuluję Davidowi Ferrerowi zwycięstwa w Bercy Masters w tym roku! No i co za wspaniała seria Jerzego Janowicza w tym tygodniu! – napisał na jednym z portali społecznościowych.
Janowicz w ekspresowym tempie wdarł się do czołówki najpopularniejszych polskich sportowców. – Tylu kamer co dziś to jeszcze nie widziałem. Cieszę się, że ludzi interesuje moja gra – uśmiechał się wymownie. A co do swojej gry, to ocenił ją bardzo krótko. – Mam bardzo dobre warunki fizyczne. Serwisem potrafię wywrzeć presję na przeciwniku. Do tego mocno uderzam forhandem. Właśnie tymi zagraniami najczęściej zdobywam punkty. A czym dla mnie jest tenis? Całym życiem! Gram od 17 lat. Po każdych zajęciach w przedszkolu czy szkole od razu jeździłem na kort. Już wtedy chodziłem do szkółki. Robiłem to właśnie dla takich chwil, jak ta w Paryżu.
