Mistrzostwa Europy w piłce nożnej miały być szansą na rozwój naszych krajów poprzez budowę autostrad, stadionów, lotnisk czy dworców. Ale także na udowodnienie, że nie jesteśmy w Europie państwami drugiej kategorii, tylko równie ważnymi co Wielka Brytania, Francja czy Niemcy.
W 2007 r. prezydentem Polski był Lech Kaczyński, a premierem Jarosław Kaczyński. W rządzie byli m.in. Grażyna Gęsicka, Przemysław Gosiewski, Aleksander Szczygło, Zbigniew Wassermann... A na Ukrainie rządził znienawidzony przez Moskwę Wiktor Juszczenko.
A potem wszystko się zmieniło. Był Smoleńsk. Ukraina i Polska zostały zdegradowane do roli wasali Putina. W loży prezydenckiej w czasie Euro 2012 na Stadionie Narodowym zasiądą Rosjanie. Moskwa świetnie zdaje sobie sprawę ze znaczenia takich symboli. W międzyczasie Tusk wypowiedział też wojnę tym, dla których powinno być Euro, czyli prawdziwym kibicom.
Czytam wypowiedź wiceprezesa PZPN Antoniego Piechniczka w „Gazecie Wyborczej” na temat ceremonii otwarcia: „To nie jest święto Polski, tylko piłki europejskiej, a nawet światowej. Dlatego wątek patriotyczny będzie raczej fragmentaryczny”.
U progu Euro zamiast o narodowym święcie myślimy o wielce prawdopodobnej rosyjskiej prowokacji. Obawiamy się jej głównie dlatego, że nie jesteśmy pewni, czy ci, którzy odpowiadają za nasze bezpieczeństwo, nie zachowają się w takim wypadku jak BOR w Smoleńsku albo straż miejska na Krakowskim Przedmieściu.
Oglądam właśnie reklamę wyprodukowaną przed Euro. Osobnik, który umalował twarz na biało-czerwono, w szaliku, potężnym cylindrze, z trąbką, siedzi w ubikacji. Dowiadujemy się, że właśnie „traci ważne momenty” meczu, na co pomóc może lek przeciwko biegunce. Czyżby zaszkodziły mu flaki kibica, które trafiły u nas do sprzedaży?
Nie wątpię, że w czasie Euro Dariusz Szpakowski ogłosi, że na stadionie panuje wspaniała atmosfera, niemniej nie będzie to prawda. Piłkarz Dariusz Dudka wyraził ostatnio obawę, że Rosjanie czy Czesi będą głośniejsi od Polaków, bo przyjadą z nimi prawdziwi fanatyczni kibice. „Miło wspominam mecze kadry w Chorzowie, czy kilka lat temu na Legii. Może niektórzy ludzie się teraz na mnie obrażą, ale w tej chwili nie ma kiboli, którzy nieśli ten doping” – stwierdził też.
Tych, którzy stanowią w polskiej piłce wartość najwyższą, czyli zorganizowanego ruchu kibicowskiego, tworzącego patriotyczne oprawy, organizującego wyjazdy, prowadzącego kibicowskie fora internetowe, na trybunach nie będzie. Pała on do mistrzostw niechęcią, bo pod ich pretekstem nasiliła się inwigilacja środowisk kibiców. Transparenty „Fuck Euro” pojawiły się na wielu stadionach. W Lubinie śpiewano zaś „Po co to Euro, za duże stadiony, w Polsce będzie kryzys, Tusku p...y”. Zamiast kiboli na trybunach będzie wylosowana publiczność, która musiała się zapisać do utworzonego przez PZPN kuriozalnego Klubu Kibica Reprezentacji Polski.
Część kibiców do entuzjazmowania się Euro zniechęciła liczba udawanych Polaków w reprezentacji. Nie dlatego, że urodzili się w innych krajach. Po prostu mimo polskiego pochodzenia nie wychowali się w polskiej kulturze, języku, a do reprezentacji krajów urodzenia są za słabi. W reprezentacji zagrają Eugen, Ludovic, Damien oraz Sebastian, który chce z innymi Polakami rozmawiać na boisku po angielsku.
Nieopłaceni podwykonawcy, kolejowe katastrofy, niedokończone autostrady, najdroższe stadiony na świecie – na te wszystkie zaniedbania i afery rząd może sobie pozwolić tylko dzięki nadzwyczajnej tolerancji prorządowych mediów.
Miło widzieć na ulicy dużo biało-czerwonych flag, ale pozostaje pytanie, czy ci, którzy je wywiesili, robią to też 11 listopada i 2 oraz 3 maja? Zapewne większość z nas będzie jakoś tam kibicowała tej reprezentacji. Mimo wszystko, bo przecież trudno obciążać za to wszystko piłkarzy. Albo dziwić się babci kapitana reprezentacji Polski Kuby Błaszczykowskiego, notabene sympatyka PiS, że emocjonuje się występami wnuka.
