Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Koninie Aleksandra Marańda poinformowała, że dzień po pożarze przeprowadzono pierwsze oględziny pogorzeliska. "Ze wstępnych ustaleń wynika, że przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej w wentylatorze w tzw. hali chromowej" – powiedziała prokurator.
"Zakład był ubezpieczony na sumę 100 mln zł, a straty wstępnie oszacowano na 300 mln zł" – dodała Marańda.
Śledztwo ws. tego pożaru może potrwać wiele miesięcy, bo jak podkreśliła Marańda, prokuratura zleciła wykonanie w tej sprawie opinii biegłych z zakresu m.in. budownictwa i pożarnictwa. Dodała, że śledczy będą musieli też dokończyć oględziny miejsca pożaru. "Oględziny nie zostały do końca przeprowadzone, dlatego że nie było zgody na to, żeby wejść do spalonej hali. Dlatego będą one kontynuowane, kiedy ta hala zostanie rozebrana, bo ona (konstrukcja) w każdej chwili grozi zawaleniem” – wyjaśniła.
Przedstawicielka firmy meblowej z Turku Ludwika Przybylska nie potwierdziła informacji podanych przez prokuraturę dotyczących wstępnie oszacowanych strat.
"Mamy jeszcze inne dwie hale. One pracują ze zwiększoną siłą, na zwiększonych obrotach, żeby jak najszybciej powrócić na to miejsce na rynku, które zajmowaliśmy (...) Naszym priorytetem jest, żeby nasi pracownicy spędzili spokojnie święta"
– dodała Przybylska.
W środę, 27 listopada, ok. godz. 2. w nocy strażacy dostali zgłoszenie o pożarze hali zakładu meblowego w Turku. Płomienie objęły budynek o powierzchni 20 tys. m kw. W akcji gaśniczej w kulminacyjnym momencie uczestniczyło 40 zastępów straży pożarnej. Ewakuowano pracowników fabryki i 50 mieszkańców budynku sąsiadującego z zakładem. W wyniku pożaru nikt nie odniósł obrażeń. Główne działania gaśnicze trwały około 10 godzin.