W piątek portal Tvp.info opublikował nagranie rozmowy między nieżyjącym już Janem Kulczykiem a byłym premierem Leszkiem Millerem, z której jednoznacznie wynika, że Lech Wałęsa został przywieziony na strajk do Stoczni Gdańskiej, a nie skakał przez mur – jak przekonywał przez lata. Ponadto panowie mówili, że film Andrzeja Wajdy „Wałęsa. Człowiek z nadziei” powstał po to, żeby... wzmocnić pozycję Lecha Wałęsy i uwiarygodnić go w atakach na Jarosława Kaczyńskiego.
W reakcji na ujawnione nagrania najpierw odezwał się Miller. „Przepraszam Prezydenta Lecha Wałęsę, że w rozmowie z Janem Kulczykiem powtórzyłem fałszywe pogłoski o dowiezieniu go do stoczni” - napisał na Twitterze.
Następnie sprawę skomentował sam Wałęsa i opublikował „dowody”.
W piątek o komentarz do całej sytuacji „Gazeta Polska Codziennie” poprosiła żywą legendę Solidarności Krzysztofa Wyszkowskiego.
– O tym, że Wałęsę do stoczni wprowadzał agent Służby Bezpieczeństwa, wiedziałem od dawna. Wielokrotnie również o tym pisałem i mówiłem w różnych mediach. Natomiast tutaj należy zwrócić uwagę na fakt, że komunista Miller, wybitny postesbecki biznesmen Jan Kulczyk i przedstawiciel najwyższych kręgów intelektualnych w środowisku artystycznym Andrzej Wajda razem pracowali jako przemysł dezinformacji w celu oszukiwania Polaków
– mówi „Codziennej” Krzysztof Wyszkowski.
☝️ Weekendowe wydanie @GPCodziennie - „Miller: Wałęsę przywieziono do stoczni”. pic.twitter.com/izd3GAxdF5
— GP Codziennie (@GPCodziennie) February 23, 2020
Dziś ws. publikacji dziennika ponownie głos zabrał sam zainteresowany.
„No zobaczcie co za perfidia, jak odzyskamy wolne sądy wystąpię o maksymalne odszkodowanie, ale personalnie od Tych, nie od Polski. Teraz widzicie kto produkował i ogłaszał wszystkie plugastwa o mnie do teczek Kiszczaka włącznie”
- zagroził na jednym z portali społecznościowych Lech Wałęsa.