Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Sprawa domniemanego zamachu na Tuska. W sieci piętrzą się pytania. "Nikt mnie nie zatrzymał"

Dziś jak błyskawica przez media przebiegła informacja o domniemanej próbie zamachu na szefa rządu Donalda Tuska i ministra obrony, Władysława Kosiniaka-Kamysza. Naprędce zwołano spotkanie służb. Gdy zaczęły pojawiać się pytania, ministerialni rzecznicy nie byli jednak skłonni do odpowiedzi. Wiele wątpliwości pozostawia także chronologia pewnych wydarzeń.

Dziś przed 10.30 rzecznik ministra-koordynatora służb specjalnych, Jacek Dobrzyński, przekazał, że "w związku z informacją, która wpłynęła do policji i dotyczy możliwego zamachu na premiera Donalda Tuska oraz wicepremiera, ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza", minister-koordynator oraz szef MSWiA podjęli działania. 

Dobrzyński ogłosił, że na 11.00 zaplanowane jest spotkania funkcjonariuszy ABW oraz policji i Służby Ochrony Państwa, które odbędzie się w Centrum Antyterrorystycznym Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Informacja była sporym zaskoczeniem, a w sieci politycy, dziennikarze, eksperci i komentatorzy zaczęli zadawać pytania.

Po pierwsze, pojawiło się pytanie, po co służby kierują takie informacje do wiadomości publicznej.

Mail do SOP

Podczas briefingu prasowego po spotkaniu w CAT ABW, Dobrzyński stwierdził, że "na wielu antenach wielu pseudoekspertów wypowiada się dzisiaj z niedowierzaniem: >>dlaczego o tym poinformowaliśmy<<. Dlatego że sprawa, podkreślam, jest śmiertelnie poważna".

- Uznaliśmy, że powinniśmy za pośrednictwem państwa powiadomić Polaków, społeczeństwo, żeby ta informacja potem, jak kula śnieżna czy kula śniegowa, nie chodziła gdzieś, żeby nie było spekulacji - powiedział rzecznik ministra-koordynatora służb.

Dobrzyński przekazał, że informacje na początku trafiły do SOP.

- Oni pierwsi weryfikują te informacje, zebrane informacje przekazują do policji. Policja swoimi źródłami, swoimi kanałami, próbuje to wyjaśnić, zweryfikować i uprawdopodobnić. Mówimy o dużym prawdopodobieństwu spełnienia tych gróźb - ocenił.

Informacja ta do służb wpłynęła mailem.

Rzecznicy unikają odpowiedzi

Portal rmf24.pl zauważa jednak, że rzecznicy występujący na briefingu - Jacek Dobrzyński i Karolina Gałecka - nie udzielili odpowiedzi, dlaczego najnowsza informacja z groźbami została uznana za możliwą do realizacji i upubliczniona, choć jednocześnie przyznali, że takie pogróżki to "codzienność". Wielokrotnie zakrywali się również tajemnicą postępowania.

Interesującą informację przedstawił również Bartosz Godusławski, zastępca redaktora naczelnego polskiej redakcji Business Insider.

Biegał on bowiem w niedzielny poranek m.in. ul. Belwederską w Warszawie, gdzie spotkał Donalda Tuska i Adama Szłapkę, rzecznika rządu.

"Nie wiem, kiedy groźby związane z zamachem na premiera trafiły do służb, ale nie powinien w takiej sytuacji Donald Tuak spacerować po mieście. Spotkałem premiera o 8:05, jak szedł ul. Belwederską z willi na Parkowej do KPRM (ok 800 m), 8, może 10 funkcjonariuszy SOP mu towarzyszyło plus rzecznik rządu, przebiegłem w odległości metra od szefa rządu, nikt mnie nie zatrzymał"

- stwierdził Godusławski.

Również z relacji dziennikarki Polsat News wynikało, że Tusk postanowił odbyć poranny spacer z willi na Parkowej do siedziby Kancelarii Premiera, gdzie w niedzielny poranek odbyła się odprawa ws. ataków w szkołach.

Adam Szłapka, rzecznik rządu, w rozmowie z mediami wskazywał, że informacje o "możliwym zamachu" dotarła do Tuska ok. 7.00 w niedzielę, czyli około godziny przed spacerem do KPRM.
 

Źródło: niezalezna.pl

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska