Rozprawa w tej sprawie odbyła się w czwartek.
W marcu 2019 r. Sąd Okręgowy w Bydgoszczy orzekł, że pozwany Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy (UT-P) ma zapłacić rodzicom i dwóm siostrom 24-letniej Pauliny łącznie 420 tysięcy złotych. Uczelnia złożyła apelację od tego wyroku.
Pełnomocnik bydgoskiej uczelni Robert Jaroszewski argumentował, że wyrok Sądu Okręgowego jest "powierzchowny i nieprzemyślany merytorycznie". "Przecież sąd dwukrotnie otwierał tę sprawę już zamkniętą. Tak jakby dwa lata prowadził cały przewód sądowy, nie mając w ogóle na to pomysłu. Na pewnym etapie sędzia mówił nawet o ewentualnym zawieszeniu postępowania" - powiedział.
Dowodził, że uniwersytet nie ponosi odpowiedzialności za śmierć studentów.
Na tej sali i podczas procesu karnego nie ma uczelnianej rady samorządu studenckiego. Proszę pamiętać, że zarówno wyrok w procesie cywilnym, jak i karnym, mówił o tym, że organizatorem tej imprezy był samorząd studencki. Do dziś nie wiemy, dlaczego drzwi w dwóch budynkach połączonych łącznikiem były zamknięte. Bezpośrednią przyczyną tej tragedii był fakt zamknięcia tych drzwi. Nie wiemy, kto je zamknął. Wiadomo tylko, że klucze do nich miała przewodnicząca samorządu studenckiego. A przecież ktoś wpuszczał tę młodzież do środka, ktoś biletował, ktoś sprzedawał alkohol, ktoś zdecydował, że "tu ma być szatnia", a "tu DJ". Takimi sprawami nie zajmuje się przecież rektor
- mówił adwokat.
Pełnomocnik Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego wskazał także, że wyrok Sądu Apelacyjnego będzie istotny dla kwestii organizacji podobnych imprez dla studentów w całej Polsce.
"Ten wyrok już wywarł bardzo poważny wpływ w całym obszarze nauki i szkolnictwa wyższego. I większość osób z tego środowiska czeka na jasne rozstrzygnięcie problemów, które wywołuje bardzo nieprecyzyjna ustawa o organizacji imprez masowych. Ten wyrok musi jasno wyartykułować zasadę. Ranga tej całej sprawy jest ogromna"
- przekonywał.
Pełnomocnik rodziny Pauliny Piotr Kasnowski wniósł o oddalenie apelacji Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego.
"W mojej ocenie gdyby to samorząd studencki został zobowiązany do zapłaty odszkodowania, to z mocy z prawa odpowiadaliby za to zobowiązanie wszyscy studenci uniwersytetu. Mielibyśmy duży problem z egzekucją takich roszczeń i trudno by przypisać odpowiedzialność finansową ponad 10 tysiącom studentów. Stąd koncepcja odpowiedzialności uczelni jest jedyna właściwa"
- powiedział dziennikarzom adwokat.
Tragedia wydarzyła się w nocy z 14 na 15 października 2015 r. Otrzęsiny odbywały się w dwóch budynkach uniwersytetu, a przejście z jednego do drugiego było możliwe łącznikiem. Otwarte były tylko drzwi w jednym budynku. Po kilku godzinach imprezy, gdy zrobiło się gorąco i duszno, część uczestników zdecydowała się opuścić uczelnię. Na schodach, w łączniku i w pierwszej sali z wyjściem na zewnątrz powstał tłok. Jednocześnie część obecnych starała się przecisnąć pod prąd. Na schodach i łączniku z obu stron pod naporem tłumu bardzo wiele osób zaczęło się przewracać, jedni leżeli na drugich.
Dwie studentki w wieku 24 i 20 lat oraz 19-letni student ponieśli śmierć. Sekcje zwłok wykazały, że przyczyną zgonów było niedotlenienie wskutek ucisku na klatkę piersiową.
W grudniu 2019 r. Sąd Okręgowy w Bydgoszczy wydał wyrok w procesie karnym. Orzeczenie to jest nieprawomocne. Oskarżonymi byli była przewodnicząca samorządu studenckiego Ewa Ż., były rektor Antoni B., były prorektor ds. dydaktycznych i studenckich Janusz P. i kierownik ochrony na imprezie Andrzej Z.
Sąd wymierzył Ewie Ż. karę roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata, byłemu rektorowi Antoniemu B. karę 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata, a kierownikowi ochrony Andrzejowi Z. 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwuletni okres próby. Uniewinniony został były prorektor Janusz P. Ponadto sąd ukarał troje winnych grzywnami w wysokości od 7 do 10 tysięcy złotych, a także orzekł zadośćuczynienie dla rodzin ofiar - po 20 tysięcy złotych dla każdej z rodzin od Ewy Ż., Antoniego B. i Andrzeja Z.