Obaj mężczyźni są oskarżeni o czynną napaści na funkcjonariusza publicznego i naruszenia nietykalności cielesnej ratownika podczas wykonywania przez niego obowiązków służbowych. Po usłyszeniu zarzutów zostali aresztowani na okres dwóch miesięcy.
Jeden z oskarżonych - Fabian M. - przed sądem po części przyznał się do zarzucanego mu czynu. Powiedział, że miał kontakt z pokrzywdzonym. Odmówił dalszych wyjaśnień.
Sąd odczytał jego wcześniejsze zeznania, z których wynikało, że drugi oskarżony - Adam B. - udzielał pierwszej pomocy poszkodowanemu, który zasłabł, a ratownik, który przyjechał karetką, był agresywny i wulgarny w stosunku ratujących poszkodowanego. Fabian M. dodał, że chce przeprosić i zadośćuczynić ratownikowi.
Z kolei Adam B. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił złożenia wyjaśnień. Z jego wcześniejszych zeznań wynika, że próbował pomóc poszkodowanemu narciarzowi przed przyjazdem karetki. Wyjaśnił, że ratownik, który przyjechał na miejsce, był agresywny i kazał się mu odsunąć, używając wulgarnych słów. Dodał, że przypadkowo uderzył ratownika i chce przeprosić za to zajście.
Poszkodowany ratownik Andrzej Stopka–Gadeja powiedział na sądowym korytarzu, że kiedy chciał przeprowadzić pacjenta do karetki, został odepchnięty i przyciśnięty przez oskarżonych do płotu, po czym jeden z nich uderzył do w głowę.
"Nie możemy pozwalać sobie na takie sytuacje, których ratownicy doświadczają coraz więcej i coraz częściej. Jest to dla nas nieprzyjemne, bo podczas próby pomocy poszkodowanej osobie sami doznajemy obelg lub pobić. Dobrze, że ta sprawa znalazł finał w sądzie"
– dodał ratownik.
Do zdarzenia doszło 26 grudnia 2018 r. na stoku narciarskim na Polanie Szymaszkowej w Zakopanem. Zakopiańscy ratownicy medyczni zostali wtedy wezwani do nieprzytomnej osoby. Gdy usiłowali zebrać informacje o poszkodowanym, oskarżeni mieli ich zaatakować i uderzyć jednego z nich w głowę. Agresorzy tłumaczyli, że zbyt długo czekali na karetkę. Po tym, jak pracownicy pogotowia wezwali policję, napastnicy uciekli.
Mężczyźni zostali zatrzymani kilka dniu później przez policję w Będzinie i w Częstochowie. Za napaść na funkcjonariusza publicznego grozi do 10 lat więzienia.