W poniedziałek Rządowe Centrum Bezpieczeństwa i Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowały o kolejnym rosyjskim ataku na Ukrainę. Wkrótce potem mieszkańcy województwa lubelskiego otrzymali alert o możliwym zagrożeniu z powietrza. Po kilkunastu minutach alert odwołano.
Według wicepremiera i szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza odrzutowy dron spadł około 2 kilometrów od przejścia granicznego w Dorohusku. Minister podkreślił, że nie doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej.
– Nasze systemy obrony powietrznej i samoloty były gotowe do działania. Po odwołaniu alertu samoloty powróciły do baz, systemy obrony do trybu obserwacji i czuwania – przekazał szef MON.
„Słychać było wybuch”
Rzecznik Dowództwa Operacyjnego ppłk Jacek Goryszewski mówił w TVN24, że jeden z dronów użytych przez Rosję najprawdopodobniej uderzył w pobliżu przejścia granicznego Dorohusk–Jagodzin, po ukraińskiej stronie. Nie było jeszcze wiadomo, w co dokładnie trafił.
Z pierwszych informacji wójta gminy Dorohusk Wojciecha Sawy wynika, że dron uderzył obok starego terminala na terenie Ukrainy. – Słychać było wybuch i widać też czarny dym – relacjonował wójt.
Na przejściach granicznych z Ukrainą w Dorohusku i Zosinie zarządzono ewakuację. Jak poinformował rzecznik Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej mjr Dariusz Sienicki, około godz. 17:20 odprawy wznowiono.
– Żadnych zdarzeń na naszym terytorium nie odnotowaliśmy – zapewnił rzecznik.