W poniedziałek w Sądzie Apelacyjnym w Poznaniu Ramzes przesłuchany został w charakterze świadka w procesie dotyczącym przejęcia w 2013 r. dyskoteki w Opalenicy (Wielkopolskie). W kwietniu 2018 r. poznański gangster Marek F., ps. Western, z innymi osobami został nieprawomocnie skazany m.in. za zbrojne przejęcie klubu i usłyszał wyrok 7 lat pozbawienia wolności. Na kary więzienia zostali skazani również pozostali oskarżeni w tej sprawie. Apelację od wyroku złożyli obrońcy oskarżonych.
Jedną z osób, która miała brać udział w przejęciu dyskoteki, był także Paweł P., ps. Ramzes. Mężczyzna poszedł na współpracę z prokuraturą – dzięki temu miał usłyszeć wyrok w zawieszeniu. W ub. roku media sugerowały, że "Ramzes" stał się "etatowym świadkiem prokuratury", a dzięki współpracy ze śledczymi, umorzono mu sprawy gwałtów, których miał się dopuścić. Pod koniec grudnia skierowano jednak w tej sprawie akt oskarżenia.
Wcześniej - w lipcu 2018 r. - w mediach pojawiło się nagranie ze spotkania, na którym "Ramzes" miał przyznać się "Westernowi" do "układu z prokuraturą", w zamian właśnie za "darowanie" mu sprawy gwałtów.
W poniedziałek Paweł P. zeznawał na temat okoliczności tego spotkania:
5 lipca, zadzwonił do mnie Waldemar W., były złodziej samochodów, i powiedział, że ma propozycję od Marka F. Westerna. Stwierdził, że Marek chce się dogadać. (…) Przekazał mi całą treść ewentualnej rozmowy z Markiem F. Chodziło głównie o to, żeby Marek miał alibi na sprawę apelacyjną, gdyż obawia się iść do więzienia. Chodziło o to, żeby przedstawić sytuację, jako układ z prokuraturą i CBŚP.
Tłumaczył, że spotkanie miało wyglądać na przypadkowe, więc do ośrodka wypoczynkowego nad jeziorem Kierskim zabrał partnerkę, jej syna i matkę. Jak tłumaczył, mimo że się obawiał o życie swoje i bliskich, to ich obecność traktował jako "zabezpieczenie".
W. powiedział, że będę miał spokój w Poznaniu, jeśli zgodzę się na warunki Westerna. W trakcie tej rozmowy zgodziłem się (...), że zmienię wyjaśnienia, informując, że składałem je pod namową prokuratury i CBŚP. Bałem się zemsty moich współoskarżonych w tym postępowaniu. Nie ukrywam, że to są bandyci. Miałem uzasadnione obawy, że ewentualne groźby zostałyby spełnione. Ja do chwili obecnej obawiam się o swoje życie, jak i zdrowie
- podkreślił.
"Ramzes" mówił też, że jadąc na spotkanie z "Westernem" wiedział, że rozmowa będzie nagrywana. Dodał, że w jej trakcie "Western" wypowiadał też groźby pod adresem jego partnerki i jej dziecka.
Marek F. proponował mi też 50 tys. zł za wycofanie zeznań obciążających (...) w sprawie o udział w grupie przestępczej zajmującej się handlem narkotykami i innymi przestępstwami
– zaznaczył "Ramzes" i podkreślił, że Marek F. miał grozić mu, że go "odpalą", czyli zabiją.
Paweł P. zeznał, że jeszcze tego samego dnia, w którym odbyło się spotkanie z "Westernem", poinformował o tym policję. Z uwagi na sprzeczności w zeznaniach świadka, sąd postanowił odczytać wcześniejsze zeznania Pawła P. Po ich ujawnieniu, "Ramzes" powiedział, że dziś podał szczegóły, bo chce tę sprawę raz na zawsze wyjaśnić.
"Ramzes" przyznał również, że w prokuraturze w Zielonej Górze zostały mu przedstawione zarzuty składania fałszywych zeznań, w związku z groźbami, jakie miał kierować do jego partnerki "Western". Tłumaczył, że Prokuratura Krajowa chce go "załatwić".
Stało się tak po medialnej nagonce, że wszczęto postępowanie w zakresie umorzonego mi postępowania dotyczącego gwałtów. Wysłano akt oskarżenia do sądu w sprawie tych gwałtów, ale ja uważam, że nielegalnie, bo otrzymałem prawomocne umorzenie postepowania. Wiem, że jest pismo z Prokuratury Krajowej, wytyczne na piśmie, że moje sprawy mają się zakończyć aktem oskarżenia. I faktycznie tak się dzieje, że w odniesieniu do spraw, które zostały wcześniej umorzone, są sporządzane akty oskarżenia. Potwierdzają mi to sami prokuratorzy w rozmowie
– powiedział "Ramzes".
Dodał, że nie widział tego pisma osobiście, ale uzyskał ustne potwierdzenie m.in. od prowadzącego postępowanie prokuratora z Zielonej Góry. W sądzie oświadczył też, że nie poszedł na żaden układ z prokuraturą i CBŚP, by obciążyć zeznaniami "Westerna", a jego jedyna współpraca ze śledczymi dotyczyła tzw. małego świadka koronnego.
Obrońcy Marka F. wskazywali, że Paweł P. jest niewiarygodny; że zmienia zeznania nie tylko w tej, ale i innych sprawach.
W poniedziałek sąd wysłuchał także Marka F. "Western" przyznał, że kiedy Ramzes pojawił się w ośrodku nad jeziorem, był zaskoczony jego obecnością.
Nie byłem z nim umówiony. Kiedy wracał koło mnie, zaproponowałem, żebyśmy porozmawiali. On powiedział, że musimy wyłączyć telefony, żeby nikt nas nie podsłuchiwał. Ramzes miał dwa telefony, zaproponowałem, żeby je odniósł do wiaty, kilka metrów dalej. Ja oświadczyłem, że swój telefon włączę w tryb samolotowy, a w rzeczywistości włączyłem nagrywanie
– mówił.
Byłem zaskoczony tą sytuacją, a wręcz wystraszony, bo myślałem, że to jakaś prowokacja, więc poprosiłem, żeby się rozebrał. Chciałem sprawdzić, czy nie ma założonego podsłuchu. Obawiałem się, że albo takie urządzenie ma zamontowane, albo wyskoczy zaraz CBŚP i mnie zamkną. Rozmawialiśmy i zapytałem: dlaczego pomówiłeś mnie o zbrojne przejęcie dyskoteki w Opalenicy? Powiedział, że złożył takie wyjaśnienia, bo grozili mu odsiadką w kryminale 15 lat za gwałty. Podał, że te groźby były ze strony CBŚP. Przede wszystkim chodziło o te gwałty
– dodał "Western".
Marek F. zaprzeczył, by proponował "Ramzesowi" pieniądze w zamian za zmianę zeznań. Dodał, że po nagraniu rozmowy wykonał kilka kopii nagrań; oryginały przekazał później prokuraturze do ekspertyzy. Jak wskazał, eksperci uznali, że nagrania są autentyczne i nie były w nich dokonywane żadne ingerencje.
Kolejna rozprawa odbędzie się na początku marca.