Rzecznik prasowy Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Poznaniu Cyryla Staszewska poinformowała w czwartek, że pierwszy z pięciu przypadków zachorowania na WZW typu A odnotowano 21 listopada. Na razie nie zgłoszono nowych przypadków. "Wszystko jest pod kontrolą" – powiedziała.
Jest to ognisko domowe. Zachorowały trzy osoby z jednej rodziny, które były hospitalizowane. Z tej rodziny pochodził chłopiec, u którego nie rozpoznano choroby (…) Chłopiec chodził do przedszkola, nie miał objawów, nie potwierdzono u niego, że ma żółtaczkę. Ale w przedszkolu zachorowała na żółtaczkę jedna dziewczynka i jedna kobieta z obsługi placówki
– powiedziała Staszewska.
Według informacji Staszewskiej aktualnie w szpitalach przebywają cztery osoby – dwoje dorosłych i dwoje dzieci.
Sytuacja jest opanowana. Trwa szukanie źródła tego wirusa. Natomiast dyrekcja przedszkola dostała od nas pismo, żeby wprowadzić wzmożony nadzór polegający na obserwacji dzieci jak też zwróceniu uwagi na higienę – mycie rąk, dezynfekcję klamek itd.
Dyrektor Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Poznaniu dr n. med. Andrzej Trybusz podkreślił, że wirusowe zapalenie wątroby typu A to najlżejsza odmiana żółtaczki, niezagrażająca życiu. "U dzieci na ogół wirusowe zapalenie wątroby typu A przebiega bezobjawowo lub objawy są bardzo słabo wyrażone. Są to tzw. objawy poronne, czyli np. grypopodobne" - wytłumaczył.
To tzw. "choroba brudnych rąk". Czyli gdzieś tam po prostu standardy higieniczne musiały zostać naruszone. To jest ten typ żółtaczki, przy którym, jeżeli myje się ręce, to trudno się nią zarazić
– powiedział Trybusz.