Nie mogę też nie myśleć o tych rzeczach tak, jak się myśli o świadectwach zbrodni – bardzo przypominają choćby to, co wydobyto z katyńskich grobów, to co zostało po pomordowanych oficerach polskich. Obie rocznice przeplatają się w ponury sposób – a ludobójstwo katyńskie jest fundamentem, złym podłożem, podglebiem, na którym wyrosła, siedemdziesiąt lat potem kolejna hekatomba. W sposób oczywisty – nie byłoby Smoleńska, gdyby wcześniej nie było Katynia. Genialna mowa, którą miał wygłosić w trakcie obchodów śp. prezydent Lech Kaczyński to była opowieść zarówno o tragicznej historii, jak i o kłamstwie: kłamstwo szło w ślad za zbrodnią i stawało się jej immanentnym składnikiem. Tak samo miało być ze Smoleńskiem – budowane wokół kłamstwo, już od pierwszych chwil po tragedii, gdy zaczęto od razu podawać „gotową wersję wydarzeń“ miało się stać częścią koszmaru roku 2010.
I co niezwykle przejmujące – przedmioty należące do ofiar i ubrania wyciągane z błota, ubrudzone smoleńską ziemią, wyglądały tak podobnie do tych, które wyciągano z masowych grobów rozkopywanych na rozkaz Niemców. Z kieszeni już gnijących, butwiejących, poszarpanych mundurów oficerskich wyciągano portfele, zdjęcia, notatniki, listy…
Tak samo działo się w 2010 roku. Na stołach lądowały portfele, zdjęcia, notatniki, listy.
I wreszcie mundury. Jeden z nich jest dla mnie symbolem całego Smoleńska – to mundur śp. generała Błasika. Poszarpany, ubłocony. Mundur, o który tak dbał i cenił; mundur który jest jak honor polskiego wojska i polskiego żołnierza; mundur, który jest jak sztandar. Ten mundur leżał na jednym ze stołów – na których członkowie rodzin mogli odnaleźć części garderoby swoich poległych bliskich – niczym śmiertelnie ugodzony bohater. Próbowano przypisać winę polskim pilotom i ich dowódcy. Jakby błota na mundurze było za mało. Kłamstwem smoleńskim, jak w sprawie Katynia, usiłowano przykryć niewygodne prawdy. Dzisiaj i te kłamstwa – na szczęście – jedne po drugich są obnażane. Prawda – to nie tylko wartość o którą warto się bić, to także zobowiązanie.