Dziennikarze tygodnika "Sieci" opisali dziś m.in. sprawę niejasnych wydatków na szkolenia i reklamę w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, w którą – zdaniem redaktorów Marka Pyzy i Marcina Wikło – miał być zamieszany były rzecznik prasowy MON, Bartłomiej Misiewicz oraz jego znajomi.
Bartłomiej Misiewicz odniósł się wcześniej do sprawy na Twitterze:
W związku ze szkalującymi mnie treściami zawartami w artykule "Tak CBA łapie swoich" w @Tygodnik_Sieci informuję, że przedstawiony opis ma się nijak do rzeczywistości, a więc autorzy tego paszkwilu muszą się liczyć z konsekwencjami prawnymi.
— Bartłomiej Misiewicz (@MisiewiczB) 7 maja 2018
Po wpisie byłego rzecznika MON polemikę zamieścił jeden z autorów tekstu, Marek Pyza.
Podkreślę: według CBA nie jest on w tej sprawie osobą, którą należałoby pociągać do odpowiedzialności karnej. Biuro w piśmie do PG wymienia 5 osób, ale nie jego. Natomiast powiązania towarzysko-biznesowe wskazują, że faktycznie jedną z kluczowych osób w tej układance wokół PGZ był Misiewicz – przez pięć wrześniowych dni 2016 r. nawet członek rady nadzorczej spółki. Dziwię się, że zareagował na publikację „Sieci” tak nerwowo
– napisał Pyza.
Na zarzuty Pyzy w rozmowie z portalem Niezalezna.pl odpowiedział Bartłomiej Misiewicz.
Moim komentarzem do tej sprawy jest mój wpis na Twitterze. Artykuł ma się nijak do rzeczywistości. Dla mnie jest to szkalujący mnie paszkwil, w związku z czym autorzy tego tekstu powinni liczyć się z konsekwencjami prawnymi. Rozumiem, że panowie redaktorzy Pyza i Wikło daliby uciąć sobie rękę za każdego, kogo znają. Jestem po wstępnych rozmowach z prawnikami, na pewno moi prawnicy będą się z redakcja tygodnika "Sieci" kontaktować i innymi mediami, które powtórzyły tę kłamliwą narrację
– powiedział.
Były rzecznik MON podkreślił: "cieszę się, że pan redaktor Pyza zaczął się już z tego wycofywać, przypominając, że nie jestem nawet podejrzanym, ale szkoda, że robi to w momencie, kiedy już przedstawił to odwrotnie w swoim tygodniku, a większość mediów w Polsce ogłosiła mnie przestępcą".
Ciekaw jestem, kiedy usłyszę słowo "przepraszam" za tworzenie wobec mojej osoby nieprawdziwych zarzutów
– zakończył nasz rozmówca.