"Ty durniu" - tymi słowami, zgodnie z wyrokiem sopockiego sądu, Jerzy Milewski (PiS) wielokrotnie zwrócił się do policjanta, który wręczał mu mandat za złamanie przepisów ruchu drogowego. Gdański radny został też skazany za potrącenie funkcjonariusza samochodem
- pisała 20 września trójmiejska "Gazeta Wyborcza".
Jerzy Milewski wydał oświadczenie w którym podkreśla, że "przede wszystkim nie przyznaje się do żadnego z zarzucanych mu czynów: ani obrażania funkcjonariusza policji, ani potrącenia go autem".
Mam poczucie, że stałem się ofiarą funkcjonującego od lat w Gdańsku „układu", z którym w swojej samorządowej działalności wielokrotnie walczyłem. Zarzuty przeciwko mnie zostały sfingowane, a następnie na drodze sądowej uwiarygodnione. Wnioski dowodowe przedstawiane przez moich przedstawicieli były odrzucane, a nawet najmniej racjonalne tezy stawiane przez oskarżycieli znajdowały posłuch u sędziów
- dodaje.
Milewski wskazuje, że "wyrok z 19 września zostanie zaskarżony przez moich pełnomocników".
Będąc radnym nie dopuszczam sytuacji, w której mógłbym znieważyć funkcjonariusza Policji. Zwracam jednak uwagę, że w podobnych sprawach, pod niektórymi względami identycznych, dochodziło do umorzenia postępowania. W moim przypadku wydano wyrok skazujący
- napisał.
Zwrócił uwagę, że "w drugiej opisywanej sprawie, przyjęto, iż potrącił policjanta samochodem, który się nie poruszał".
Stwierdzenie to było tak absurdalne, że wyrok został uchylony! Jednak przy ponownym rozpoznaniu sprawy nie uwzględniono dowodu jakim było nagranie z monitoringu, ani opinii biegłego stwierdzającego, że moje auto nie było w ruchu! Ponadto biegli sądowi stwierdzili, że potrącony funkcjonariusz nie doznał jakichkolwiek obiektywnych obrażeń mimo wcześniej dostarczanych przez policję ekspertyz i opinii, które okazały się nierzetelne
- wyjaśnia.
Dalej Milewski podkreśla, że "mimo wyżej wymienionych dowodów i ekspertyz sąd uznał, nie wiadomo na jakiej podstawie, że potrącenie nastąpiło przed momentem objętym analizą monitoringu".
Nie uwzględnił przy tym, że w tym momencie funkcjonariusz znajdował się w zupełnie innym miejscu! Tym samym sąd odrzucając przedłożony dowód z monitoringu i opinii biegłego, przyjął, iż pokrzywdzony mógł znajdować się w dwóch miejscach na raz. Na tej podstawie zostałem uznany winnym!
- czytamy.
Sprawę opisywała "Gazeta Wyborcza", która zawarła w tekście wiele nieprawdziwych i nierzetelnych informacji. Niezwłocznie zażądam ich sprostowania, na co wydawca ma 21 dni. Podobne żądanie skieruję do wszystkich mediów powołujących się w swoich tekstach na publikacje Wyborczej. W przypadku nieopublikowania sprostowań podejmę stosowne kroki prawne.
Przypomnę, że "Gazeta Wyborcza" musiała już raz mnie przepraszać po nieprawdziwych publikacjach dotyczących mojej osoby
- kończy oświadczenie Milewski.
Jerzy Milewski jest członkiem Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP, wiceprezesem Ruchu Społecznego im. Lecha Kaczyńskiego oraz do niedawna był radnym klubu PiS Miasta Gdańsk.