Do przestępstwa miało dojść w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie (Zachodniopomorskie) w nocy z 13 na 14 czerwca 2019 r. Karetka na SOR przywiozła z Parnowa nieprzytomną pacjentkę w stanie zagrożenia życia. W zespole ratownictwa medycznego Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego był pokrzywdzony Michał Pelc (zezwolił na publikację danych osobowych). W oddziale lekarski dyżur pełnił wówczas Paweł K.
Oskarżony nie stawił się na rozprawę. Jego nieobecność tłumaczyła zawodowymi obowiązkami pełnomocniczka Pawła K. Magda Lotfi, mówiąc, że ten zasiada w składzie komisji lekarskiej we Wrocławiu. Jednocześnie zwróciła się do sądu z prośbą o przeprowadzenie rozprawy bez jego udziału.
Sędzia Małgorzata Szałankiewicz-Warzyńska rozpoczęła rozprawę. Prokurator przedstawił akt oskarżenia przeciwko Pawłowi K., któremu postawiono zarzut naruszenia nietykalności cielesnej ratownika medycznego i spowodowanie u niego obrażeń ciała na okres poniżej 7 dni.
Sędzia odczytała zeznania złożone przez oskarżonego w postępowaniu przygotowawczym, w których ten nie przyznał się do zarzucanego czynu i odmówił składania wyjaśnień.
Podczas rozprawy wyjaśnienia składał pokrzywdzony. Mówił, że z nieprzytomną pacjentką, pielęgniarką koszalińskiego szpitala, wjechał z drugim ratownikiem do sali reanimacyjnej SOR-u. "Gdy odpinałem elektrody z EKG i mankiet od ciśnieniomierza i przypinałem sprzęt defibrylatora z SOR-u, z drugiej strony szpitalnych noszy ratownik i pielęgniarka pobierali pacjentce krew do badań. By zrobić sobie więcej miejsca, popchnęli te nosze w moją stronę o ok. 10 cm. O tyle zostałem odepchnięty do tyłu i dotknąłem kogoś, kto stał za moimi plecami" – mówił Pelc.
Zeznał przed sądem, że tym "kimś" był lekarz Paweł K. - Złapał mnie oburącz za kamizelkę i mocno odepchnął. (…) Przestałem udzielać pacjentce pomocy. Odpierając ten atak, powiedziałem do lekarza "zabieraj łapy, baranie" i wtedy zostałem złapany oburącz za szyję i pchnięty 2 m do tyłu, aż plecami i głową uderzyłem o ścianę. Wszyscy, którzy byli na sali, przestali udzielać pomocy pacjentce. (…) Cała sytuacja trwała ok. jedną minutę – wyjaśniał w sądzie.
Pelc mówił, że lekarza odsunął od niego drugi z ratowników. Paweł K. miał mu kazać opuścić salę. Gdy wyszedł, o zajściu powiadomił dyspozytora medycznego. Wezwano policję.
Pelc dodał, że uskarżał się na silny ból głowy, miał zawroty głowy i kłopoty z oddychaniem. Zrobiono mu zdjęcie rentgenowskie głowy i szyi, które nie wykazało obrażeń, oraz badanie ogólne. Potwierdziło ono zmiany powierzchowne na szyi. Dostał 7-dniowe zwolnienie lekarskie. Lekarz psychiatra chciał je przedłużyć. "Nie zgodziłem się" – mówił na sali rozpraw Pelc, jednocześnie przyznając, że to zdarzenie zostawiło na jego psychice duży ślad.
"Od stycznia tego roku nie pracuję już jako ratownik medyczny ze względu na strach spowodowany przyjazdami do koszalińskiego SOR-u.(…) Bałem się kolejnych konfrontacji z Pawłem K."
– wyjaśniał Pelc, który w zawodzie przepracował 13 lat. Obecnie jest dyspozytorem w kołobrzeskiej bazie pogotowia.
Kolejny termin rozprawy sędzia Szałankiewicz-Warzyńska wyznaczyła na 28 kwietnia. Wówczas słuchanych ma być siedmiu świadków, niewykluczone, że również oskarżony.
Jego pełnomocniczka wniosła także o przesłuchanie policjanta sporządzającego notatkę służbową z wezwania do interwencji w SOR. W dokumencie policjant podał, że między zgłaszającym a lekarzem doszło do "szarpaniny", co, jak wskazała obrona oskarżonego, miałoby świadczyć o incydencie z czynnym udziałem obu stron postępowania.
Pawłowi K. grozi do 3 lat pozbawienia wolności.