Dramat w Suszku rozegrał się w nocy z 11 na 12 sierpnia 2017 r., gdy nad Pomorzem przeszły gwałtowne burze i z silnymi porywami wiatru. Zniszczony został obóz harcerski. Zginęły dwie harcerki w wieku 13 i 14 lat. 38 kolejnych uczestników obozu trafiło z różnymi obrażeniami do szpitali.
Zakończenie prowadzonego przez słupską prokuraturę śledztwo w tej sprawie planowane było do 13 grudnia br. Rzecznik prokuratury Paweł Wnuk poinformował, że prokurator po przesłuchaniu pracownika IMGW w Warszawie zaplanował przeprowadzenie kolejnych czynności i złożył wniosek do Prokuratury Regionalnej w Gdańsku o przedłużenie śledztwa o kolejne trzy miesiące.
"Śledztwo w tym roku na pewno nie zostanie zakończone" – oświadczył Wnuk.
"Prokurator chce ustalić, czy komunikat meteorologiczny został w dniu zdarzenia ustalony w sposób właściwy, czy zachodziły przesłanki do tego, by zmienić stopień zagrożenia pogodowego, a jeżeli tak, to kto powinien to zrobić, w jakim okresie czasu"
– powiedział Wnuk.
Rzecznik słupskiej prokuratury dodał, że prokurator zamierza ustalić, czy w związku z komunikatami meteorologicznymi były zaniedbania, czy w sposób właściwy były "z wyższego szczebla na niższy" przekazywane informacje o tym zagrożeniu pogodowym.
Wnuk zaznaczył, że śledztwo jest wielowątkowe. "Prokurator zastanawia się, czy ktoś może ponieść odpowiedzialność karną w związku z organizacją samego obozu, w związku z ustaleniem dróg ewakuacyjnych i czy jest odpowiedzialność karna w związku z komunikatami meteorologicznymi" – powiedział rzecznik.
Pierwsza wizja lokalna na terenie obozu harcerskiego przeprowadzona została w połowie września 2017 r. w dzień. Drugą, ze względu na powstałe wątpliwości, zdecydowano się wykonać wieczorem, w warunkach zbliżonych do tych, jakie panowały w noc tragedii. Eksperyment odbył się w listopadzie ubiegłego roku.
Celem było odtworzenie i udokumentowanie jednej z dwóch dróg ucieczki uczestników obozu w Suszku, sprawdzenie jej widoczności w porze nocnej. Odtworzono też sygnał będącej na wyposażeniu obozu syreny alarmowej. Wstępne ustalenia wykazały, że droga nocą nie była widoczna, a syrena alarmowa podczas wichury nie była słyszalna we wszystkich częściach obozu.
O przeprowadzeniu trzeciego eksperymentu prokuratura poinformowała w maju 2018 r. Jego celem było sprawdzenie, jak przebiegała ewakuacja z obozu z perspektywy harcerzy, którzy przed nawałnicą schronili się w pobliskim jeziorze. Śledczy ustalali także, czy zachowanie nastolatków było spontaniczne, czy wynikało z wydanego polecenia. Sprawdzali, czy wejście do wody w nocy było bezpieczne.
Śledztwo, w którym wyjaśniane są okoliczności tragedii, do jakiej doszło na obozie harcerskim w Suszku, prowadzone jest w trzech kierunkach. W pierwszym badana jest kwestia nieumyślnego spowodowania śmierci dwóch harcerek, przygniecionych przez drzewa powalone porywistym wiatrem. W drugim – sprawa 38 innych poszkodowanych uczestników obozu. Trzeci dotyczy kwestii bezpośredniego narażenia uczestników obozu na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia.
Na obozie w Suszku przebywało 130 harcerzy z łódzkiego okręgu ZHR. Opiekowało się nimi ośmiu wychowawców.