Według śledczych z Prokuratury Krajowej, były starosta koszaliński miał obiecać "korzyść majątkową znacznej wartości" w związku z przetargiem na zabezpieczenie przeciwpowodziowe doliny rzeki Parsęty, a także nakłaniać Tomasza P. do przekroczenia uprawnień: chciał, aby ówczesny dyrektor Zarządu Melioracji udostępnił jego córce pytania konkursowe, co miało pozwolić na zatrudnienie jej w tej instytucji.
Roman S. nie przyznał się w szczecińskim Sądzie Okręgowym do zarzucanych mu przestępstw. Zaznaczył, że przedsiębiorca Bogdan K., w porozumieniu z którym miał - według śledczych - obiecywać łapówkę, nigdy nie prosił go o protekcję ani, jak powiedział S. – "nie proponował, abym skorumpował (Tomasza) P.".
Podczas rozprawy wyjaśniał, że Tomasz P. poprosił go o pośrednictwo w umówieniu spotkania z Bogdanem K., ponieważ między mężczyznami wówczas "iskrzyło" – P. uważał, że firma K. niedokładnie wykonuje roboty. Spotkanie odbyło się w Kołobrzegu.
"Panowie rozmawiali o sprawach technicznych, ja się tylko przysłuchiwałem, bo nie mam doświadczenia w tych sprawach. W pewnej chwili P. powiedział, że firmy, które wygrywają przetargi, powinny 2-3 proc. przeznaczać na koszty pośrednie, jakoś tak to określił. Ja nie zastawiałem się nad tym, przeszedłem do porządku dziennego"
– wyjaśniał Roman S. Dodał, że po tym, gdy Tomasz P. wyszedł, Bogdan K. zapytał "w wulgarnych słowach", czy dyrektor Zarządu Melioracji chce od niego łapówki. Były starosta koszaliński mówił jednak, że nie odebrał słów Tomasza P. jako sugestii łapówki.
Dodał, że z zeznań byłego dyrektora Zarządu Melioracji dowiedział się, że w spotkaniu tym miał uczestniczyć Gawłowski. Podkreślił, że nigdy takiego spotkania nie było.
Zaprzeczył też, jakoby domagał się od P. pytań konkursowych, które miały być zadane na rozmowie kwalifikacyjnej. Dotyczyła ona stanowiska, o które w Zarządzie Melioracji ubiegała się córka S. Zaznaczył, że P. powiedział mu jedynie, iż córka o pytania konkursowe, które powtarzają się podczas poszczególnych rozmów, może zapytać swojej siostry, wówczas już pracującej w tej instytucji. "(Tomasz P.) nigdy nie dał mi żadnych pytań i ja go o to nie prosiłem" – podkreślił Roman S.
Były starosta koszaliński miał też być obok przedsiębiorcy Krzysztofa B. osobą, której Gawłowski ujawnił informację niejawną, a tę przekazali z kolei Tomaszowi P. Roman S. odniósł się do sytuacji, gdy Tomasz P. wygrał konkurs na stanowisko w Warszawie, ale czas jego przeniesienia się wydłużał. Relacjonował, że gdy kilka miesięcy później zapytał o to dyrektora Zarządu Melioracji, ten powiedział, że "grubas nie potrafi nic załatwić" – miało chodzić o Gawłowskiego. Ten natomiast, zapytany miał powiedzieć Romanowi S., że "każdy urzędnik jest sprawdzany przez odpowiednie służby i że w stosunku do P. coś to za długo trwa i że coś jest nie tak", nie wymieniając konkretnie żadnej ze służb.
Roman S. wyjaśniał, że gdy ponownie spotkał się z Tomaszem P., powiedział mu jedynie, iż będą go "ważyć, mierzyć" i sprawdzać.
W wątku tzw. afery melioracyjnej, dotyczącym nieprawidłowości przy 26 inwestycjach Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie oskarżone są 32 osoby. Część z nich złożyła wnioski o dobrowolne poddanie się karze. Na środę zaplanowany został początek przesłuchania byłego dyrektora Zarządu Melioracji, jednego z głównych oskarżonych, Tomasza P.